Gry planszowe i nie tylko 18 lutego 2020

Spacer po Burano – zbuduj swoją kamienicę na włoskiej wyspie!

Burano to włoska wyspa znajdująca się na Lagunie Weneckiej (około 7 kilometrów od Wenecji). Znakiem rozpoznawczym tego regionu są kolorowe domki, wyglądające jak architektoniczna tęcza, ciągnąca się wzdłuż kanałów. Co ciekawe, każdy sąsiadujący ze sobą budynek ma inną barwę. Legenda głosi, iż dawniej kobiety malowały na różne kolory swoje domy po to, by ułatwić trafienie do nich swoim mężom, wracającym z połowów w stanie wskazującym ;-) W ten oto sposób powstało wyjątkowe, mozaikowe miasteczko, do którego ściągają tłumy turystów.

Urok Burano okazał się na tyle silny, że stał się inspiracją do powstania gry „Spacer po Burano”, którą stworzyło dwóch Tajwańczyków, Wei-Min Ling i Maisherly Chan, a wydała Nasza Księgarnia.

Jak sam tytuł wskazuje, aby wziąć udział w rozgrywce musimy przenieść się (z pomocą swojej wyobraźni oczywiście) do Włoch, a tam zabawić w architektów i budowlańców. Gra bowiem polega na tym, aby budować kamienice, zgodnie z panującymi w rzeczywistości zasadami, to znaczy – obok siebie nie mogą stać dwa budynki w tym samym kolorze. Ma być pstrokato, mówiąc wprost, a przy tym na tyle atrakcyjnie, by przyciągnąć jak najwięcej turystów. Oni natomiast mają pewne swoje upodobania – jedni lubią koty, inni kwiaty, jeszcze inni kolorowe markizy zdobiące budynki. Trzeba więc wziąć te aspekty  pod uwagę i tak projektować uliczki Burano, by zwiedzający chcieli spacerować przy naszych kamienicach.

Generalnie rozgrywka jest prosta i szybka (trwa około 30 minut, nie więcej). Zasady nie są skomplikowane, choć trzeba przyznać, że przed rozpoczęciem gry po raz pierwszy, należy przebrnąć przez piętnastostronicową instrukcję. Początkowe rundy mogą więc być trochę zagmatwane i wymagające ciągłego wertowania książeczki z zasadami.  Ale wystarczą dwie, może trzy kolejki, by wszystko okazało się jasne i by wyłapać ewentualne błędy jakie się popełniało, tudzież to, jakie reguły się niechcący pominęło – nam się tak zdarzyło bodajże dwa razy.

Co dokładnie znajduje się w pudełku z grą Spacer po Burano?

W środku pudełka znajdziemy: siedemdziesiąt dwie karty kamienic, podzielone na trzy poziomy – parter, pierwsze piętro i dach. Mamy też osiem dwustronnych kart rusztowań, dwadzieścia sześć kart postaci, podzielone na dwunastu turystów oraz czternastu mieszkańców. Do tego osiemnaście monet, szesnaście żetonów „Pozwolenie na budowę”, znacznik osoby rozpoczynającej grę, w postaci czarnego kota, a także notes do zapisywania punktów.

Przygotowanie do gry oraz ogólne zasady

Przed rozpoczęciem rozgrywki trzeba oczywiście przygotować grę, w tym celu na środku (stołu) rozkładamy trzy stosy kart kamienic.  W zależności od liczby graczy z każdego stosu odkrywamy od trzech do pięciu kart i układamy je w trzech rzędach, zgodnie z piętrami budynków, tzn. parter na samym dole, na środku pierwsze piętro, a na górze dach. Pozostałe karty zostawiamy z boku, odwrócone obrazkami do dołu – one będą czekać na kolejną rundę.

Na środku, ogólnie dostępne, układamy również karty z wizerunkami turystów oraz mieszkańców. Natomiast każdemu graczowi rozdajemy odpowiednią ilość monet, żetony z pozwoleniem na budowę i karty z rusztowaniami, będącymi początkiem budowli.

Jak już wspomniałam wcześniej, gra polega na tworzeniu kolorowych kamienic. W tym celu każdy w swojej rundzie wybiera jedną, dwie lub trzy karty z wizerunkami poszczególnych pięter budynków. Następnie, możemy, ale nie musimy, wyłożyć je przed sobą, rozpoczynając tym samym budowę. Trzeba jednak przy tym pamiętać o kilku zasadach, między innymi o tym, że za wykładanie swoich kart, a więc budowanie, trzeba wpłacać do banku określoną liczbę pieniędzy – jeśli wydamy wszystko co mieliśmy, nie możemy rozkładać przed sobą nowych kart.

Druga kwestia, poszczególne kamienice (trzypiętrowe) powinny być tworzone w tym samym kolorze, z kolei sąsiadujące ze sobą budynki muszą mieć inną barwę.

Budowę zaczynamy od dołu, tj. od parteru – nie można najpierw wyłożyć karty z dachem, czy z pierwszym piętrem. Każdy gracz może wybudować maksymalnie pięć kamienic – ustawione jedna obok drugiej

Jeżeli z jakiegoś powodu nie wykładamy w swojej rundzie kart na stół, możemy trzymać je w ręce, z tym że dozwolone jest posiadanie maksymalnie trzech. Jeśli mamy ich więcej musimy odłożyć część na spód odpowiedniego stosu. Podobnie jest z monetami –możemy mieć pieniądze o wartości sześć, jeśli mamy ich więcej, nadmiar odkładamy do banku.

Ogólne zasady budowy możemy złamać, korzystając z jednego ze swoich żetonów „Pozwolenie na budowę”, wtedy możemy np. wybudować kamienicę, która będzie składała się z różnych kolorów pięter. Odkładając jednak taki żeton do banku, pozbawiamy się przy tym trzech cennych punktów – każdy bowiem taki kartonik daje trzy dodatkowe punkty na koniec rozgrywki. Jest to ważne, ponieważ gry nie zwycięża ten, kto pierwszy ukończy budowę pięciu kamienic, a ten, kto zdobędzie najwięcej punktów.

Z kolei po to, by uzbierać sporo punktów trzeba budować kamienice z głową, tak by były atrakcyjne dla turystów i mieszkańców, którzy podbijają punkty, np. za obecne w oknach markizy i kwiaty, siedzące na parapetach, czy dachach koty, albo za postawione lokale usługowe, takie jak pizzeria, czy lodziarnia.

Tak przedstawia się ogólny zarys gry, przedstawiający czym właściwie jest Spacer po Burano. Więcej szczegółowych wskazówek, znajdziecie oczywiście w instrukcji. Zachęcam Was do sięgnięcia po tę grę, bo naprawdę jest fajna. Nie ma skomplikowanych zasad, jest dość prosta, więc moim zdaniem śmiało można grać z dziećmi młodszymi, niż jest to zasugerowane na opakowaniu (od dziesięciu lat).

Aczkolwiek nie jest to też typ gry bezmyślnej, żeby coś w niej ugrać, trzeba się skupić, trochę pomyśleć, dobrze analizować i planować. A w przypadku dzieci, szczególnie tych, które uczą się liczyć, jest dobrą okazją do ćwiczenia rachowania ;-)

Gra została ładnie wydana, mieści się w niewielkim pudełku, co jest jej dużym atutem, bo dzięki temu bez problemu będzie można zabrać ją w podróż, by umilała czas będąc poza domem.

Nam bardzo przypadła do gustu, szczególnie, że zeszłoroczne wakacje spędziliśmy we Włoszech, co prawda nie byliśmy na wyspie Burano, ale za to zwiedziliśmy Wenecję. Mamy więc z tym rejonem cudowne wspomnienia, dlatego też wieść o tym, że Nasza Księgarnia wydała grę z włoskim akcentem, przyspieszyła bicie naszych serc ;-)

Polecam!

 

 

Serdecznie dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie recenzenckiego egzemplarza gry.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Kultura 14 lutego 2020

Przesądy związane z chrztem, czyli czego nie wolno robić na chrzcinach

Chrzest, chociaż jest obrządkiem religijnym, od wieków otoczony był wieloma przesądami. Niektóre całkiem zanikły, jak choćby trzymanie dziecka w domu i z dala od ludzi, dopóki nie zostanie ochrzczone, inne nadal mają się dobrze, o ile chcemy w nie wierzyć. Zapraszam na przesądy związane z chrztem, oczywiście z przymrużeniem oka ;-).

 

  1. Nigdy nie proś na chrzestnych małżeństwa. Ponoć źle to wróży, ale nie udało mi się ustalić, czy małżeństwu, czy też chrzczonemu dziecku. Jedna z wersji głosi, że jeśli oboje podadzą cudze dziecko do chrztu, to swojego się nie doczekają. 

 

  1. Nigdy nie proś na chrzestną kobiety w ciąży. Właściwie nie do końca wiadomo dlaczego. Miłośnicy przesądów spierają się, czy to chrzczone dziecko ma odebrać zdrowie nienarodzonemu, czy też odwrotnie. Jeszcze inna wersja głosi, że zło, które wyjdzie z ochrzczonego dziecka, wejdzie w to nienarodzone.

 

  1. Chrzestnymi nie powinny zostawać osoby przypadkowe. I to nawet nie dlatego, że później nie będą miały z dzieckiem kontaktu, ale dlatego, że… dziecko odziedziczy po nich różne cechy urody i charakteru. Zwłaszcza te złe. Dlatego najlepiej, żeby to były osoby bez żadnych wad.

 

  1. Chrzestny musi być czujny w czasie chrztu. Jeśli zapali świecę lewą ręką, chrzczone dziecko wyrośnie na mańkuta. Jeszcze gorzej będzie, gdy nie zachowa uwagi i świeca mu zgaśnie tuż po zapaleniu. Plotka głosi, że zdmuchuje ją śmierć, także ten…

 

  1. Chrzestnym trzeba dobrze życzyć, zwłaszcza tym niezamężnym i bezdzietnym, dlatego panna może zostać tylko chrzestną dziewczynki, a kawaler chrzestnym chłopca. Jeśli będzie odwrotnie, sami nie doczekają się potomstwa.

 

  1. Bycia chrzestnym lub chrzestną nie można odmówić. I to nie dlatego, że zwyczajnie nie wypada, ale by nie zepsuć dziecku życia. Jeśli już na starcie ktoś mu rzuci kłody pod nogi, to tak będzie zawsze.

 

  1. W czasie chrztu dziecko powinno mieć w ubranku monetę, na przykład w kieszonce. Jeśli nie ma kieszonki, monetę trzeba umieścić gdzie indziej. Jej obecność ma zapewnić dostatnie życie dziecku.

 

  1. Chociaż chrzest jest obrzędem religijnym, nie powinno się dawać dziecku w prezencie krzyżyka. Dopuszczalny jest jedynie medalik. Podarowanie krzyżyka jest jak nałożenie krzyża na barki dziecka. Ponoć będzie go dźwigało do końca życia.

 

  1. Moneta to nie jedyny przedmiot, który powinien być blisko dziecka w tym dniu. Przyda się też cukierek, by zapewnić maluchowi słodkie życie, oraz notes i długopis, by w przyszłości garnęło się do nauki. Jeśli dołożysz do tego zestawu igłę (przy czym nie wyobrażam sobie, gdzie można by ją umieścić) dziecko będzie zręczne. 

 

  1. Po powrocie do domu, zanim położysz dziecko do łóżeczka, posadź je lub połóż na stole. Dzięki temu prostemu zabiegowi w przyszłości będzie bardzo gościnne.

 

  1. Jednym z prezentów z okazji chrztu powinna być srebrna lub złota łyżeczka. Jeśli dziecko ją dostanie, nigdy nie będzie chodziło głodne.

 

  1. Im bardziej dziecko krzyczy w czasie chrztu, tym… lepiej! Ponoć te „rozdarte” dzieci lepiej się chowają. Nie wiem tylko przed kim ;-P

 

Zdjęcie: Pixabay 

1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tomek
Gość
Tomek

Mamy rok 2020 a ja dalej jestem prześladowany za źle zapaloną świece. Dzięki. Już wystarczy że w pracy się śmieją że trzymam myszkę w drugiej ręce. Nie pozdrawiam. Tomek

Ciąża i dziecko 13 lutego 2020

Jak kobiety mogą zadbać o siebie po porodzie?

Gdy kobieta zachodzi w ciążę, nie od razu zaprząta sobie głowę tym, co jej psychikę i ciało czeka po porodzie. Z zachwytem przyglądamy się zmieniającemu ciału, celebrujemy czas, który nigdy w ten sam sposób się nie powtórzy. I to jest piękne. Jednak im bliżej porodu, tym więcej wątpliwości się pojawia, co też jest zupełnie naturalnie. 

Trzykrotnie byłam w ciąży i tylko za pierwszym razem obawiałam się przy końcówce, jak to będzie po porodzie. Dwie kolejne ciąży raczej nie przyniosły mi niczego nowego, więc nie dałam zaskoczyć się mojemu ciału. Za to za pierwszym razem nasłuchałam się opowieści doświadczonych matek, które były mało optymistyczne. Lista ułomności, jakie miały mnie czekać, była wcale niekrótka – rozstępy, rozciągnięta skóra brzucha i piersi, obwisłe pośladki, kilogramy, które długo mnie nie opuszczą. O koszmarze nietrzymania moczu nawet nie ma co wspominać. Do tego mało przyjemny połóg, oraz codzienność, w której umycie włosów zahacza o cud godny przemiany wody w wino. Z psychiką też miało nie być lepiej – w końcu baby blues nie bierze się z niczego. 

Owszem, część z tych przepowiedni sprawdziła się, ale  ich skala nie była przytłaczająca. Żyję, po pierwszym porodzie zdecydowałam się na kolejne ciąże. Wiele w tym zasługi otoczenia, które nie wywierało na mnie presji osiągnięcia doskonałego wyglądu w tydzień po porodzie. Ja sama nie czułam, że muszę stawiać sobie jakieś wygórowane granice. Ale jest mnóstwo kobiet, które widzą to zupełnie inaczej. Czują, że muszą czemuś podołać, powinny stanąć na wysokości zadania bycia młodą mamą, podkreślając jednocześnie swoją kobiecość. Tym, którym udaje się to osiągnąć bez ofiar, można pogratulować. Jednak są także mamy, które czują się osamotnione, niezrozumiane w tym rozkroku pomiędzy byciem kobietą i mamą. Wtedy pojawia się pytanie, jak kobiety mogą zadbać o siebie po porodzie, by czuły się ze sobą jak najlepiej.

Na to i inne pytania odpowiada dr Marta Mączka z Centrum Medycznego Kobieta i Matka.

ginekologia estetyczna

Najczęstsze problemy kobiet po porodzie

Jako lekarz ginekolog każdego dnia spotykam się z kobietami, które właśnie urodziły. Zaraz po tym, kiedy zobaczę zdjęcie uśmiechniętego dziecka, poznaję również problemy i zmartwienia, które towarzyszą matkom po porodach. Często pacjentki skarżą się na przedłużony proces gojenia ran i blizn powstałych po cięciu cesarskim, po pęknięciu lub nacięciu krocza. Wiele kobiet nie może pogodzić się z wyglądem swojego ciała – obwisły brzuch, wiotkie piersi, czy liczne rozstępy bywają trudne do zaakceptowania. Problemem może się stać mniejsze odczuwanie satysfakcji podczas stosunku seksualnego, wynikające zarówno z obciążenia psychicznego w nowej roli, jak i ze zmian w budowie stref intymnych – komentuje dr Marta Mączka z Centrum Medycznego Kobieta i Matka. 

Te i inne problemy kobiet są często bagatelizowane i sprowadzane do stwierdzenia, że każda mama opisane cierpienia musi jakoś przetrwać. – Zależy mi na tym, aby uświadomić kobietom, że wcale nie muszą tego znosić. Ginekologia i medycyna estetyczna mogą im pomóc i nie ma nic złego w skorzystaniu z tych możliwości – dodaje dr Mączka.

Seks przed a po porodzie

Temat seksu po ciąży to temat przemilczany. Kobiece ciało niekiedy dochodzi do siebie przez okres połogu, czyli sześć tygodni, w innych przypadkach trwa to nawet przez wiele miesięcy. – Problemów mamy kilka. Częstymi są zaburzenia strukturalne, prowadzące do zespołu rozluźnienia pochwy, albo prowadzące do obniżenia ścian pochwy lub obniżenia czy wypadania macicy. Innymi mogą być: brak odpowiedniego nawilżenia okolic intymnych, nietrzymanie moczu lub wspomniane wcześniej blizny pochwy i krocza. Problemy te stanowią dyskomfort psychiczny, estetyczny oraz funkcjonalny. Mogą zmniejszać stopień satysfakcji podczas współżycia seksualnego lub całkowicie je eliminować, generować skłonność do infekcji narządów rodnych, utrudniać lub uniemożliwiać uprawianie wielu sportów – podkreśla dr Mączka.

Na szczęście współczesna medycyna oferuje możliwość poradzenia sobie z tymi problemami dzięki zabiegom laserowym, które wykonuje się między innymi w celu obkurczenia pochwy, przebudowy tkanek okolic intymnej i odzyskania prawidłowego nawilżania pochwy. Zabiegi laserowe nie wyłączają kobiet z normalnego życia i przynoszą bardzo szybkie efekty.

To nie mój brzuch – depozyty tkanki tłuszczowej i rozstępy

Utarło się, że troska o wygląd po ciąży to przejaw próżności i samolubstwa. Społeczeństwo oczekuje od kobiety, że skupi się ona przede wszystkim na wychowywaniu dziecka a nie na sobie. Zależy mi na tym, aby wszyscy zrozumieli, że ciało po ciąży naprawdę mocno się zmienia i naturalnym jest, że kobietom trudno się do niego przyzwyczaić. Mają pełne prawo szukać efektywnego rozwiązania tego problemu – komentuje Marta Mączka. 

Dodatkowe depozyty tkanki tłuszczowej stosunkowo łatwo zredukować poprzez wprowadzenie odpowiedniej diety, aktywności fizycznej i estetycznych zabiegów modelujących sylwetkę. Z kolei rozstępy można pokonać poprzez wykorzystanie mezoterapii, peelingów i lasera frakcyjnego CO2, który działa poprzez kontrolowane, fragmentaryczne i wybiórcze poparzenie tkanek. Wiązka laserowa działa powierzchniowo – częściowo odparowując naskórek, oraz głęboko – stymulując komórki do produkcji kolagenu i elastyny, nadających wytrzymałość, jędrność i elastyczność tkankom.

Kto może pomóc w problemach po porodzie?

Wszystkie problemy związane z dolegliwościami poporodowymi należy w pierwszej kolejności skonsultować ze swoim lekarzem ginekologiem, który pokieruje dalszymi działaniami medycznymi. W przypadku fizycznych dolegliwości i uszkodzeń zazwyczaj pomoże lekarz ginekologii estetycznej oraz lekarz medycyny estetycznej. Niekiedy niezbędna będzie również pomoc psychologa lub seksuologa.

*Do powstania wpisu wykorzystano materiały prasowe pochodzące ze strony dspectrum.pl 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close