Podróże 5 września 2014

Wsiąść do pociągu byle jakiego…

Każdy chyba zna tę piosenkę w wykonaniu Maryli Rodowicz. Ale każdy kto ma dzieci wie, że nie da się od tak do niego wsiąść, nie dbając o bagaż czy bilet. No chyba że się chce dostać mandat od konduktora  za jazdę na gapę, opcjonalnie dzieci zagłodzić.

Będąc u siostry na wakacjach, pomyślałam sobie że dla Bartka podróż do domu koleją, będzie nie lada atrakcją, bo on pociągi bardzo lubi, ale z racji przemieszczania się wszędzie autem, zwyczajnie nie zna przyjemności takiej podróży. Celowo napisałam przyjemności, bo pociągi a faktycznie szynobusy relacji Szczecin – Kołobrzeg to wyższa szkoła jazdy. Powiem wręcz, że w stosunku do starych pociągów to wersja “de luxe” bo naprawdę szybka, cicha, klimatyzowana, bardzo wygodna, nowoczesna, etc… No i co bardzo ważne, możliwość skorzystania z czystej toalety, to przy czterolatku fantastyczne rozwiązanie. Właśnie z tych względów zdecydowałam, że kupię bilety na Inter Regio a nie na autobus. Co prawda mogliśmy poprosić o przyjazd Marcina, ale podróż 400 km w dwie strony, pochłonęłaby niemałą kwotę, wiadomo że auta na powietrze jeszcze nie jeżdżą.

Jeszcze u siostry zorientowałam się w internecie o której mamy odjazd i ile czasu będzie trwała podróż. W sumie 1,5 godziny z dwójką dzieci w wygodzie to sama przyjemność. Tak przynajmniej zakładałam. Na pół godziny przed planowanym odjazdem szynobusu kupiłam bilety dla nas, upewniłam się, że pod ręką mam pieluchy, jedzenie, picie i telefon. Siostra pomogła mi wypakować dzieci z auta i podała pomysł, żebym Wojtka wzięła w foteliku, a nie jak planowałam w chuście, i całe szczęście jej posłuchałam.

Dochodziłyśmy już do naszego stanowiska, gdy nagle usłyszałam głos z megafonu informujący o zmianie peronu i toru, z którego mieliśmy odjechać. Boże, co się wtedy działo! Ludzie jak ślepe bydło ruszyli przed siebie, akurat staliśmy na schodach gdy przelała się przez nas ta fala. A biegli jakby ktoś złoto za darmo rozdawał. Nie patrzyli pod nogi, jakaś kobieta potrąciła na schodach Bartka, a ten się przewrócił! Dobrze że młodego za rękę trzymała ciocia, bo zleciałby jak nic na dół. Oj, przejście przez morze ludzi po wysokich schodach graniczyło wręcz z cudem, ja miałam plecak, torbę przez ramię, reklamówkę w dłoni plus fotelik z Wojtkiem, a moja siostra Bartka za rękę i swojego dwulatka na ręku. I wszystko biegiem, biegiem

Szczęśliwie i z ulgą doszliśmy do pociągu a tam ludzi jak mrówek. Ledwie weszłam z dziećmi i od razu pomyślałam – to był mega błąd! A ja marzyłam sobie, że się rozsiądziemy, że odpalę Bartkowi bajkę na smartfonie a Wojtka przytulę i pojedziemy w siną dal. No tośmy pojechali, hałas, ścisk, przepychanki. Siostra krzyknęła jeszcze że pobiegnie sprawdzić z tyłu czy są wolne miejsca, ale ja już wiedziałam że nie ma szans. Cały czas staliśmy przy drzwiach co przy Bartku było bardzo niebezpieczne, postanowiłam więc skorzystać z prawa do miejsca dla matki z dzieckiem, a tam jak na złość już przez rodzinki zajęte. Od razu podziękowałam w duchu za fotelik bo mogłam odłożyć Woja na podłogę, nogą podtrzymać bagaże, na których miał usiąść Bartek. Nie zdążyłam, jakiś chłopak ustąpił miejsca młodemu, obok postawiłam fotelik Woja i podróżowanie zrobiło się przyjemne…

Jechaliśmy już w miarę wygodnie, a na milion pytań Bartka odpowiadali pasażerowie, bo mi w połowie drogi skończyły się pomysły w tematyce opowiadania o wodzie :) W międzyczasie herbatniki, woda mineralna, a tam gdzie był zasięg  to i była bajka z You Tube.

Nie nudziło się nam, pasażerowie uśmiechali się do dzieci i zagadywali cały czas, jakby przeczuwali, że gdy przestaną, może zacząć się marudzenie. Martwiłam się jeszcze tylko jak wysiąść, ale i tu pojawiły się pomocne dłonie, ktoś podał bagaże, ktoś wziął za rączkę Bartka i bezpiecznie zdjął z podestu. Na stacji czekał już Marcin więc cała reszta poszła jak z płatka. Taka to była nasza, na pewno nie ostatnia,  podróż koleją.

 

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Anna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna
Gość
Anna

Obym w najbliższy weekend trafiła na tak przyjaznych ludzi. Zamarzyła nam się wycieczka do warszawskiego ZOO. :)
A wcześniej przed nami godzinna podróż pociągiem.

Edyta Skrzydło
Gość

Głównie na Roztocze, mega przeżycia dla dzieci :-)

Maria Ciahotna
Gość

My najczęściej do (pra)dziadka – jakieś 8 przystanków, ale zawsze jest super :)

Michał Magdalena Hałasa
Gość

My jezdzimy do babci lub cioci maluchy uwielbiaja pociagi

Dom 2 września 2014

10 niezbędnych przedmiotów perfekcyjnej pani domu

Dzisiejszy wpis jest pierwszym z cyklu „TOP 10” – co jakiś czas będziemy wspólnie przygotowywać różne ciekawe zestawienia. Każda z nas dorzuci jedną (i tylko jedną) cegiełkę.

Zaczynamy od 10 niezbędnych przedmiotów, bez których nie wyobrażamy sobie sprzątania.

1. Zestaw UltraMax, czyli płaski mop z Viledy

Wygodny w użyciu (nie trzeba się schylać i moczyć rąk by wycisnąć szmatkę), bardzo dobrze zbiera do siebie, a nie na boki (co mnie drażniło w przypadku mopów okrągłych),  nie zostawia smug i jeśli się chce, można bardzo mocno odcisnąć z niego wodę. Teleskopowy kij pozwala umyć podłogę w trudno dostępnych miejscach np. pod meblami. Zatrzaski stabilnie trzymają szmatkę, którą można ściągać i prać.

Basia

2. Cif

To absolutny must have w moim domu. Wyprobowalam juz milion rożnych mleczek do czyszczenia – firmowych i mega tanich. I absolutnie nic nie zastąpi mleczka do czyszczenia marki CIF! Myję nim łazienkę od misek po toaletę, kuchnię – garnki, zlew, kuchenkę, lodówkę, ubadźgane blaty, stół itd. Nie raz uratował meble i ściany od tatuaży mazakami i swiecową kredką. Tłuszcz, osad czy zaschnięte wytwory dziecięcej wyobraźni nie sa mu straszne! Idealnie wybiela ramy okien, zewnętrze parapety czy doświadczone przez życie adidasy. No i to tylko jedna butelka do schowania!

Hanna

3. Ściereczki z mikrofibry

Niezawodne w ścieraniu kurzu na sucho i na mokro z mebli i sprzętu domowego, idealne do przecierania blatów w kuchni i każdej innej powierzchni. Ostatnio odkryłam ich super moc przy myciu okien! Jedna mokra do zmycia brudu a druga do przetarcia szyb na sucho – zero smug i ani kropli detergentu! Umycie jednego okna zajmuje mi  kilka minut.

(nie)Magda(lena)

4. Domestos

Bez tego nie ma opcji czystości ani w łazience ani w toalecie. Czyszczę nim zarówno wannę, sedes, podłogi (oczywiście rozcieńczonym), fugi, balkon, odplamiam białe tkaniny…

Żaklina

5. Rękawice gumowe

…obojętnie jakiej firmy – bez nich nie sprzątam!

Mirella

6. Czyściki S.O.S

Ratują moje garnki i patelnie przywracając im blask. Idealnie czyszczą także piekarnik, blachy, kratki rusztowe bez zbędnego wcześniejszego namaczania. Wystarczy zwilżyć powierzchnię, umyć czyścikiem, który nasączony jest już specjalna substancją czyszczącą (uaktywjącą się pod wpływem wody) i cieszyć się błyszczącymi czystymi nawierzchniami bez zapieczonych pozostałości po posiłkach.

Sylwia

7. Multi Płyn przeciw tłuszczowi W5 z Lidla

Mój stały towarzysz w codziennych porządkach. Czyszczę nim płytę pieca, zlew kuchenny, fronty meblowe oraz stół. Wystarczy prysnąć, przetrzeć wilgotną ścierką i mam kuchnię ogarniętą.

Magdalena

8. Soda oczyszczona w zestawie z octem

Czyszczę nimi wszystko, lodówkę w środku i na zewnątrz, wannę, toaletę, zlew, piekarnik, zatkane rury, piorę z sodą skarpetki i wszystko co białe. Bez sody musiałabym po dwóch użyciach wyrzucać wszystkie białe skarpetki.

Paulina

9. Ręczniki papierowe Foxy

Zawsze mam ich zapas, bo zużywam je metrami! Począwszy od wycierania tego co się akurat np. rozlało dziecku, przez mycie okien, luster, toalety, po czyszczenie komputera i telewizora oraz “polerowanie” lodówki, płyty indukcyjnej czy innych mebli na wysoki połysk.

Fizinka

10. Oliwka dla dzieci

Dziwicie się, więc wypróbujcie ją w dopieszczeniu oczyszczonych chromowanych części w Waszej kuchni. Świetnie się nada by nabłyszczyć lodówkę, mikrofale, uchwyty. Wystarczy, że oczyszczone fragmenty posmarujecie lekko skropionym oliwką ręcznikiem papierowym, a następnie drugim suchym zdejmiecie nadmiar oliwki. Kuchnia znów pięknie zabłyśnie.

Rachela

8
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agata Teresa Grzelak-Makowczyńska
Gość
Agata Teresa Grzelak-Makowczyńska

Taśma klejąca, najlepiej szeroka do ‚okłaczania’ obić kanap, dywanów i ubrań ;)

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Genialne, a zarazem proste rzeczy są najlepszym przyjacielem kobiety :)

Magda
Gość
Magda

Cytryna:
do czyszczenia drewnianych rzeczy w kuchni – deski, łyżki, szpatułki ;)
do wyczyszczenia dłoni z buraków ;)
do czyszczenia (i pozbycia się zapachów z piekarnika czy mikrofali i wyczyszczenia tłuszczu)

Anna
Gość
Anna

skórka od banana pięknie nabłyszcza liście roślin, np. fiskusa.

Martyna Hansson
Gość
Martyna Hansson

A ja polecam „kamien uniwersalny” do czyszczenia zlewow, plyt kuchenkowych i piekarnikow.Usuwa przypalone plamy. Ladnie konserwuje metale i zapobiega powstawaniu brzydkich plam po wodzie :) po zmyciu srodka woda albo sciereczka mozna przetrzec powierzchnie recznikiem papierowym i bedzie jak wypolerowane! Krany, kuchenka i wszytko co ma metalowe albo szklane czesci u mnie w domu wygladaja jak nowe :)

Monika Marczak
Gość

A ja nie wyobrażam sobie życia bez „psik psik’a” czyli „Clin’u” ☺

Marysia
Gość
Marysia

Soda – do całego prania, nie tylko do białych. Jest super zmiękczaczem – działa w połączeniu z płynami do prania. Kupuję ją na kilogramy – średnio 2-3kg miesięcznie zużywam :) choć zdarzają się miesiące, że mniej :) Niezastąpiona!!

Ania
Gość
Ania

Ekstra wpis! Dobrze wiedzieć takie rzeczy :).

https://zaira.pl/pl/c/Posciel-dla-dzieci/9

Zabawa 31 sierpnia 2014

Rozstanie z mamą czyli pierwszy dzień w przedszkolu

Całkiem niedawno pisałam Wam o tym, że Adi został zapisany do przedszkola, że bardzo się cieszy i nie może doczekać aż pójdzie.

W poniedziałek odbył się dzień otwarty, kiedy to dzieci mogły poznać koleżanki i kolegów, Panie przedszkolanki oraz samo przedszkole – miejsce, w którym będą spędzać dużo czasu wspólnie.

Entuzjazm Adiego zdawał się rosnąć z każdym dniem, każda zakupiona “do przedszkola” rzecz bardzo go cieszyła. Ja jednak niespokojnie czekałam na pierwszy dzień spodziewając się co może się wtedy wydarzyć, a konkretniej jak może Adi zareagować na rozstanie ze mną.

Cieszyłam się, że mój synek dorasta, staje się coraz bardziej samodzielny, a z drugiej strony bałam się swojej i jego reakcji…

Nadszedł pierwszy dzień przedszkola.

Spokojnie przygotowaliśmy się do wyjścia, wspólnie naszykowaliśmy drugie śniadanie, spakowaliśmy je do plecaczka. Spakowaliśmy również pozostałe potrzebne rzeczy, jak ubranie na zmianę (tzw. rezerwowe), kalosze i kurtkę przeciwdeszczową.

Odpowiednio wcześnie pojechaliśmy do przedszkola, aby się nie spóźnić, bo to może powodować dodatkowy stres. Zarówno rano jak i całą drogę omawialiśmy co się będzie działo, ile czasu Adi spędzi w przedszkolu, zapewniałam go, że dokładnie za dwie godziny po niego przyjadę. Obiecałam, że zabawa z dziećmi bardzo mu się spodobai i nawet nie zauważy kiedy wróci ze mną do domu.

Rozstanie ku mojemu zaskoczeniu przebiegło nad wyraz spokojnie. Adi wziął Panią za rączkę i grzecznie poszedł z nią na salę, machając mi na pożegnanie. Ja również mu pomachałam i obiecałam raz jeszcze, że wrócę po niego za dwie godziny (te dwie godziny były takie trochę magiczne, cały czas sam to powtarzał, mimo, że pojęcie czasu jest dla niego jeszcza nieco abstrakcyjne).

Mój synek świetnie poradził sobie z tą sytuacją. Stanął na wysokości zadania i dał radę.

Gorzej z mamą… Ja niestety totalnie się rozkleiłam, wsiadłam do samochodu i zanim mogłam ruszyć minęły chyba całe wieki… Zwyczajnie popłakałam się i nie mogłam uspokoić. Nie spodziewałam się, że ta sytuacja będzie dla mnie tak trudna. Nawet teraz gdy o tym piszę po moich policzkach płyną łzy.

Kiedy później odbierałam Adrianka z przedszkola, byłam pełna obaw, co usłyszę zarówno od niego jak i od Pani.

Adi z podkówką na twarzy rzucił mi się na szyję, wiedziałam, że było mu źle i smutno i że płakał. Odczytałam to z jego twarzy i nie myliłam się. Sam mi się przyznał, że bardzo tęsknił i płakał, bo chciał, żeby mamusia była z nim w przedszkolu. Ja starałam się w tym wszystkim zachować spokój i dawać mu do zrozumienia, że do przedszkola idzie tylko na kilka godzin a potem zawsze Ja albo Tata odbierzemy go i wróci z nami do domku. Udało mi się, dzięki temu synek sam powiedział, że na następny dzień już się nie będzie bał ani płakał, bo wie, że wrócimy po niego.Kolejny dzień minął spokojnie, bez płaczu, mojego i Adrianka.

Niestety piątek czyli dzień trzeci okazał się sądnym dniem. Najpierw synek nie chciał wysiąść z auta a później okropnie płakał przy rozstaniu. Było mi potwornie ciężko na sercu, ale wiedziałam, że jeśli się złamię to on nie oderwie się od maminej spódnicy, a przecież kiedyś będzie musiał pójść do szkoły. Więc lepiej już teraz, powoli przyzwyczajać go do krótkich rozstań.

Ogólnie te pierwsze dni były dla nas obojga ciężkie, ale pierwsze koty za płoty i mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. Bardzo pomógł nam spokój, świadomość że to jest dla nas obojga coś nowego oraz kilka rad, których udzieliła Basia tutaj.

Mogę tylko dodać, że te dodatkowe trzy dni adaptacyjne przed rozpoczęciem normalnych zajęć w przedszkolu, są świetnym pomysłem zanim malucha rzucimy na głęboką wodę.

Pewnie wiele z Was z niepokojem czeka na 1 września, dlatego pamiętajcie, że każda Mama przeżywa to samo i każda ma prawo do takich uczuć. W końcu Nasze maleństwo dorasta i opuszcza “gniazdo”.

Jestem ciekawa, czy w innych przedszkolach są dni adaptacyjne? Jak wyglądają pierwsze dni malucha w przedszkolu z obcymi? Jak Wy same poradziłyście sobie z rozstaniem z maluchem i które z Was było dzielniejsze?

4
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna
Gość
Anna

zazdroszczę – u mnie pomimo, że prawie półtorej tygodnia za nami, nadal płacz i ból przy rozstaniu z mamą. Jutro tata odprowadza, może będzie lepiej.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close