Mamo zabiorę cię do dentysty


Ząb mnie rozbolał. Nagle i złośliwie. I wrednie. Przecież dostał lekarstwo i miałam się zgłosić za tydzień! A tu już wczoraj wieczorem wiedziałam, że jest źle, gorzej – jest bardzo źle. Leki przeciwbólowe nie chciały współpracować. Noc przespałam z lodem na twarzy – cztery kostki lodu zawinięte w chusteczkę do nosa przynosiły ulgę na mniej więcej dwie godziny. Po tym czasie lód się topił i budził mnie koszmarny ból. Szłam do lodówki po nowy okład  i tak kilka razy w nocy.

No dobrze, noc się skończyła, coś by trzeba zrobić.

Udałam się do mojej przychodni. Bardzo miła recepcjonistka poinformowała mnie, że stomatolodzy będą dopiero po południu i na pewno któryś mnie przyjmie, przecież jestem z bólem. Po południu? Jak ja już po ścianach chodzę? Niby mogłam jeszcze kilka godzin pocierpieć, jakoś bym dała radę, ale w czym innym problem. Akurat mojemu mężowi wypadł dzień obowiązkowej wizyty w urzędzie skarbowym, nie ma zmiłuj, skarbówka spóźnień w składaniu deklaracji nie lubi. Nie wiem czemu, dziwna jakaś, no ale nie lubi, zaraz kary przywala. Gdzieś w głowie zahuczała mi świadomość, że po południu absolutnie nie mam z kim zostawić dziecka, nie mam i koniec. Sympatyczna pani Monika z rejestracji zaproponowała, że skseruje mi kartę i mogę spróbować w innej przychodni. Uczepiłam się tego pomysłu jak tonący brzytwy. O święta naiwności! W dwóch kolejnych przychodniach również usłyszałam, że lekarze będą po południu. Co oni się nagle wszyscy tacy drugozmianowi zrobili?! Zawsze musiałam zrywać się rano (przynajmniej z mojego punktu widzenia) marudziłam, że mogliby trochę później pracować i nagle co? Postanowili się do mnie dostosować? Wszyscy???

Wróciłam do domu i naradziłam z mężem. Nie bardzo było o czym dyskutować, decyzja mogła być tylko jedna, po południu zabieram Duśkę ze sobą. Jakoś to będzie…

Chwila na dygresję. Drogie przyszłe mamy, jeśli macie w swoim życiu jakiekolwiek niezałatwione sprawy czy to zdrowotne czy inne, załatwcie je teraz, nigdy nie zakładajcie, że “jakoś” to będzie. Tak naprawdę bardzo trudno to “jakoś” poukładać, jeżeli nie ma się kogoś pewnego do pomocy. Ja nie mam. Od początku wiedziałam, że będziemy zdani tylko na siebie i w sumie mnie to nie przerażało. Na co dzień jest w porządku, ale w sytuacjach ekstremalnych „jakoś to będzie” nabiera zupełnie innego wydźwięku. Planujecie wizytę u lekarza, w urzędzie, remont, przeprowadzkę, czy cokolwiek innego większego kalibru zróbcie to teraz, póki nie macie dzieci, żeby potem nie musiało być “jakoś”. I nigdy przenigdy nie zakładajcie, że Wasze dziecko będzie jak te słodziaki na reklamach pampersów, bo różnie w życiu bywa. Zdecydowanie lepiej wszelkie rewolucje życiowe przeprowadzić przed przylotem bociana.

Zapakowałam do torby pięć książeczek, Duśka wzięła w rękę ulubionego (akurat tego dnia ulubionego, bo to się zmienia jak w kalejdoskopie) pluszaka, no i w drogę. Zazwyczaj to mama zabiera chore dziecko do lekarza, ale u mnie zawsze coś musi być inaczej niż standardowo. To Duśka zabiera mnie.

Nasza przychodnia jest nieduża, nie ma obszernej poczekalni, ale jest bardzo przytulna i przyjazna. Pod gabinetami lekarskimi mały stolik dla dzieci, dwa krzesełka, kartki, kredki, klocki i karty do gry „Zagadki Smoka Obiboka”. Atrakcji wystarczyło, aby dziecko nie nudziło się czekając. Miło, że pomyśleli, przecież to nie przychodnia dla dzieci, mali pacjenci czasem się zdarzają, ale są tu rzadkimi gośćmi.

No dobrze, ale przecież nie mogłam zostawić dziecka w poczekalni i sama wejść do gabinetu. Takiego zaufania do świata to ja nie mam, o nie!

I tu okazało się, że nasza przychodnia w pełni zasługuje na nazwę „Rodzinne Centrum Zdrowia”. Mną zajęła się pani stomatolog a moją córką jej asystentka. Posadziła dziecko przy swoim biurku, dała kartkę, udostępniła wszystkie mazaki jakie tam stały i … została zagadana na śmierć :D O tak, moje dziecko to potrafi. Głośno komentowała wszystko co rysowała, a wiadomo, że jak dziecko komentuje, to nie sposób nie reagować ;)

A ja? Kolejny rentgen, kolejna zagadka stomatologiczna. Ale ze mną to zawsze tak, im bardziej nietypowy przypadek tym większe prawdopodobieństwo, że to mnie się przytrafi. Tak do końca to nie wiadomo, który ząb i czy w ogóle ząb powoduje, ze boli mnie pół twarzy. No może ćwiartka – Prawa strona od żuchwy do kości policzkowej. Myślę, że podobnie bym się czuła gdybym dostała pięścią w twarz.

Moje leczenie jeszcze trochę potrwa, jutro ciąg dalszy, Duśka już umówiła się z panią Żanetą na kolejne wspólne rysowanie.

I taka refleksja mi się nasunęła – wybierając przychodnię trzeba brać pod uwagę nie tylko odległość od domu, dostępność lekarzy, ale i indywidualne podejście do pacjenta w ekstremalnych sytuacjach. No i taki drobiazg jak rejestracja pacjentów. W naszej przychodni odbywa się przez telefon, dla mnie wstawanie o piątej rano po numerek jest reliktem przeszłości, inne przychodnie nadal to praktykują. Skąd brać tyle zdrowia na chorowanie???

Ja już wiem, że wybrałam dobrze. A wybrałam przychodnię położoną w moim rejonie najdalej od domu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Anna Maćkiewicz

    Az mnie zab rozbolal panikara dentystyczna jestem

    1. To idź do dentysty zanim się dorobisz tak jak ja ;) Nie ma strachu, dają znieczulenie na NFZ ;)

  2. Milena Kamińska

    przypomniało mi się jak po porodzie zrobiła mi się zgorzel, wielki ból spuchnięta twarz ja na szczęście miałam z kim zostawić dziecko i pojechałam do stomatologa , niestety blisko mnie nie ma tak pro rodzinnej przychodni :-(

    1. Ja już teraz wiem, że mam ósemkę do usunięcia, bo za nią robi się jakaś dziwna kieszeń gdzie się radośnie gromadzą bakterie beztlenowe i to one mnie tak załatwiły. Czekam na następny wolny dzień męża i jadę na chirurgię szczękową.

      1. A nas spotkala troche przykra sytuacja ostatnio. meza strasznie rozbolal zab i pojechalismy wszyscy do przychodni bo i z dzieciakami akurat wtedy tez szlam do lekarza, a u dentysty z bólem oczywiście go przyjęli odrazu ale dowiedzieliśmy się że na fundusz robia tylko zęby do trójki za pozostałe trzeba płacić.

      2. Może zależy jak jest umowa podpisana? Za leczenie kanałowe rzeczywiście płaciłam, za plombę nie.

      3. “u mnie” na południu PL robią wszystkie zęby na nfz, ale raczej się trzeba umówić wcześniej, a jak pilnie, to raczej tylko prywatnie. ponadto dziś dopytałam: jak to jest, że umawiam się na nfz, a i tak płacę za plombę? otóż na nfz plomby są srebrne lub szare, nieestetycznie wyglądają, odznaczają się od zęba, a w przednich są białe, ale nie utwardzane światłem, po prostu bez dodatku srebra, przez co też i mniej wytrzymałe. ja mam bardzo słabe zęby, mam 25 lat a już 4 martwe, jeden jedyny ząb bez plomby został(ósemka), a dziś się dowiedziałam, że aby uratować martwą dwójkę, przydałaby się koronka, która może kosztować między 1500 a 2 tys zł(powtórne kanałowe przy okazji, wzmocnione ponoć “na zawsze”). potem pozostałe dwa zęby przydałoby się też umocnić powtórnym kanałowym z wypełnieniem włóknem szklanym i też koronka. także już się cieszę na to ile jeszcze w życiu wydam na dentystę.

      4. Moja plomba na NFZ jest biała, fakt, że nie była utwardzana światłem, ale nie odznacza się od zęba. Widać co przychodnia to obyczaj.

  3. Wybitnie odlotowy post, ciekawe wpisy polecam wszystkim lekturę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Tort pieluszkowy dla Lili – DIY


Kiedy na świecie pojawia się mały człowieczek, zazwyczaj na powitanie obdarowujemy go jakimś prezentem. No właśnie, prezentem.. tylko JAKIM??

Generalnie pomysłów jest całe mnóstwo, od ubranek, przez zabawki i pamiątki, po praktyczne gadżety typu – kocyk czy leżaczek. Ale prawda jest taka, że jak człowiek staje przed wyborem, to jakby trochę głupieje i nie wie na co się właściwie zdecydować?

Problem staje się  jeszcze większy kiedy rodzice noworodka, mają już starsze rodzeństwo i wnioskujemy wówczas, że teoretycznie mają już „wszystko”. I ja właśnie przed takim dylematem stanęłam w lipcu ubiegłego roku, kiedy na świat przyszła druga córeczka mojej szwagierki, Lili.

W związku z tym, że drzemie we mnie artystyczna dusza, a do narodzin Lilki podchodziłam bardzo emocjonalnie, chciałam aby mój prezent był wyjątkowy, niestandardowy i  od serca.

Wymyśliłam więc, że własnoręcznie zrobię dla niej……. tort! Ale nie taki do jedzenia! Raczej do pupy… ;-)

Podaję więc przepis na (mój) TORT PIELUSZKOWY

 

Składniki:

  • Paczka pieluszek jednorazowych 
  • Patera pod tort – może być gruba i sztywna tektura, pamiętaj tylko że tort będzie dosyć ciężki, więc ta podstawa musi go utrzymać. Ja wykorzystałam do tego celu, stary, plastikowy talerz, kupiony w jakimś markecie za 5 zł
  • Sznureczek do związywania pojedynczych pampersów (ja wykorzystałam kolorową rafię)
  • Wstążeczki / Tasiemki / Kwiatki / Naklejki / Scrapki / wszelkie inne ozdoby do dekorowania tortu
  • Celofan
  • Nożyczki
  • Taśma klejąca dwustronna lub klej / ewentualnie agrafki

Dodatkowo:

  • Pluszak
  • Buciki / skarpetki
  • Opaska na głowię / dla chłopca może być czapeczka
  • Smoczek / Butelka / Kosmetyki do pielęgnacji / Kocyk / … – w moim torcie ich nie użyłam, ale Ty oczywiście możesz o tym pomyśleć, wszystko zależy od wielkości Twojego tortu oraz inwencji twórczej ;-)

Sposób wykonania:

1. Każdą pieluszkę zwiń w rulonik, zwiąż sznureczkiem by się nie rozwijały.

2. Jeśli jest taka potrzeba przygotuj paterę – wytnij koło z tektury lub (co jest zdecydowanie wygodniejsze) weź tak jak ja, gotowy, plastikowy (nieużywany już dawno) talerz.  Na wybranej podstawie tortu zacznij układać pojedyncze pieluszki, najpierw jeden poziom, następnie na nim – drugi, nieco mniejszy, itd.  W moim torcie zużyłam 68 sztuk pampersów i wyszły mi cztery poziomy.

3. Każdy poziom tortu przewiąż wstążeczką/ami tak by pieluszki się nie przewracały oraz by dodać pierwszy element dekoracji. Ja  do tego, użyłam dwóch kolorów wstążeczek – pastelowego różu i szarego, ponieważ wiedziałam, że pokój Lilki jest w takiej aranżacji i chciałam by z nim współgrał.

Ostatni, najmniejszy poziom tortu, zamiast wstążeczką „związałam” elastyczną opaską do włosów.

4. Kolejnym krokiem, jest zdobienie – w tym celu użyłam scrapków w kształcie serduszek, kwiatków i misiów, które poprzyklejałam z pomocą taśmy dwustronnej do pieluszek oraz tasiemek. Małą drewnianą klamerką przypięłam również  niewielką karteczkę z informacją dla kogo i od kogo jest owy prezent.

5. Na najwyższym poziomie tortu ułożyłam buciki, a z kolei na najniższym posadziłam misia, którego przywiązałam tasiemką do pieluszek, żeby przypadkiem się nie przewrócił  ;-)

6. Całość zawinęłam w celofan i związałam wstążeczkami w kokardki.

Voila! ;-)

Dodatkowym elementem prezentu była własnoręcznie zrobiona kartka z życzeniami, w kształcie butelki, ale nie będę już opisywać sposobu jej wykonania bo to akurat jest łatwe i chyba każdy choć raz w życiu robił coś podobnego..?!  ;-)

Powodzenia!

tort3

tort

Zdjęcia: Fizinka

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. (nie)Magda(lena)

    Super! Niebawem wykorzystam :D Ile mniej więcej pieluszek tu wykorzystałaś? Zazwyczaj te małe rozmiary mają mniej sztuk w paczce.

    1. Dokładnie 68 sztuk i bodajże 4 z paczki mi zostały – chyba jeszcze gdzieś leżą w szufladzie :) czekają na następną okazję :)

  2. Matka Wariatka

    szkoda, że wcześniej nie było tego wpisu. Dziś Szwagierka moja urodziła drugą córeczkę a prezent spakowany ładnie w torbę prezentową, tylko kartkę dokupimy z gratulacjami :)

  3. Budująca Mama

    Fajny pomysł. Ja dostałam dużo paczek z pampersami – to najlepsze prezenty, choć używamy wielorazówek, to i trochę tych pampków poszło :)

  4. Torcik był super, już dawno został skonsumowany :) Taki prezent zawsze jest trafiony i nie ma obaw że dziecko z niego nie skorzysta jak w przypadku niektórych ciuszków lub zabawek które nie wpiszą się w gust mamy. Tak zapakowany jak ten był cudowny. Dziękujemy
    http://lilubabiesfashion.wordpress.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Instrukcja obsługi kobiety


Tym razem chciałabym zwrócić się do Panów. Dlaczego? Bo przynajmniej raz każdy mężczyzna stwierdził, że kobieta to twór nie do ogarnięcia przez jego zwoje mózgowe i oddałby wiele za instrukcję obsługi. Z radością podzielę się z Wami tą tajemną wiedzą. A co mi tam! Nie musicie się bać bo obsługa kobiety jest łatwiejsza od instrukcji obsługi maszynki do golenia. Ha! Zdziwieni?

Po pierwsze i najważniejsze – my chcemy byście mieli tę drugą. Nie no, serio. Nie czytaj drugi raz poprzedniego zdania. CHCEMY. Pani E. rozumie nas co najmniej jak my same siebie. Wie skąd ten foch, dlaczego tuż przed kolacją przebieramy się dopiero z piżamy w dres. E e e – nie loguj się na portalu randkowym! Pani E. to EMPATIA. Zdolność wczuwania się w sytuację drugiej osoby. Mogłabym na tym skończyć, ale pewnie marszczysz teraz brwi i wiesz jeszcze mniej. No to wyłożę kawę na ławę, bo miało być prosto.

Wracasz z pracy, styrany, głodny, zły, bo jakiś łoś nieomal zarysował ledwo co wywoskowany lakier Twojego dziesięcioletniego cacka. Wchodzisz do domu, a tam co? Nic! NIC! A właściwie za wiele. Obiadem nie pachnie, dzieciak ryczy, Ty nie masz gdzie szanownych czterech liter usadzić, bo odzienie, które poprzedniego dnia zrzuciłeś niczym wąż swą skórę wciąż leży w tym samym miejscu. Jedyne co jesteś w stanie z siebie wydusić to „mogłaś chociaż posprzątać”. No i coś narobił! Dziwisz się, że się pakuje…?! Do matki! Chłopie doigrałeś się. Serio? Serio nie wiesz o co chodzi? Poczekam, przeczytaj poprzedni akapit jeszcze raz….

Dalej nic?

Przedstawię Ci tę sytuację jeszcze raz.

Wstała rano, dziecko od rana ma ochotę przemieszczać się tylko na jej rękach, wyje przy każdej próbie rozdzielenia przez drzwi toalety. Rozwesela się tylko wtedy gdy ona sprząta kaszkę z podłogi, kanapy i własnych włosów. Chwila nieuwagi i doczekała się przymusowych porządków w szafie. Trwa to raptem półtorej godziny, bo dziecko z pedantycznym zacięciem wyrzuca wszytko kilka razy niczym w obozie karnym. Dzwoni teściowa z pytaniem czy założyła dziecku ciepłą podkoszulkę i czy warzywa na parze już wstawione. Idzie umyć włosy, bo chusteczki nawilżone jednak nie dały rady owocowej brei. Jakie to ma znaczenie, że w połowie czynności zostaje zakręcona woda na następne dwie godziny. Czy wspominałam o jakichś porządkach w szafie? Dawno nieaktualne… Jeszcze kilka innych papek ląduje na jej twarzowym dresie, dziecko ryczy, bo chce na spacer w porze drzemki i nagle wpadasz Ty! Jedyne co masz jej do powiedzenia to podsumowanie jej „lenistwa” słowami „mogłaś CHOCIAŻ posprzątać”.

A wystarczyło zapytać jak minął dzień lub najzwyklej stwierdzić, że jej był co najmniej w takim samym stopniu ciężki jak Twój. Człowieku choć raz wczuj się w jej sytuację!

Dobra, przyznaję – instrukcja troszkę dłuższa niż maszynki, ale przynajmniej bardziej pożyteczna.

Kolejnym krokiem w zrozumieniu kobiety jest nauczenie się, jaki jest cel narzekania. Ona nie narzeka po to byś jej dał radę, ona potrzebuje czasu by móc wyrzucić z siebie wszystkie żale, bo odpowiedź doskonale zna. Niech Cię ręka boska broni, gdy słuchając narzekania jaka jest gruba, Ty proponujesz odstawienie słodyczy czy bieganie. Samobójca! „Nie kochanie, nie jesteś gruba, teraz takich badziewnych materiałów używają co się kurczą. Masz XXXzł (ilość iksów nieprzypadkowa . Ważne! Pierwszy X to cyfra powyżej 2) i kup sobie tę sukienkę”. „Masz rację, Jolka fatalnie wygląda w tym stroju kąpielowym. Na Tobie leżałby znaczniej lepiej”. „Faktycznie, Twój szef to palant. Niech sam przestanie pić kawę w godzinach pracy”. No, widzę, że załapałeś. Brawo!

Skoro idzie Ci już tak dobrze (w końcu dotarłeś aż tutaj), powiem Ci o co chodzi z awanturą o skarpetki. Jeśli uważasz, że te wątpliwej świeżości kawałki splątanych nici na podłodze to prawdziwy powód spięcia to pędzę wyprowadzić Cię z błędu. One są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Góry Twoich przewinień. A że szczyt był już tak stromy to biedaczki sturlały się z niej prosto na odcisk Twojej kobiety. U podnóża znajdziemy niepowieszony żyrandol, włosy w umywalce, niezakręconą pastę do zębów, podniesioną klapę toalety i wiele, WIELE innych.

Na koniec zdradzę Ci najlepszy sposób na wieczorny ból głowy. Zastosuj się do powyższej instrukcji – nie ma lepszej gry wstępnej jak zainteresowanie kobietą w ciągu dnia. I może wydawać Ci się, że nie ma to żadnego związku ze sferą seksualną, ale taka jest właśnie natura kobieca – przygotuj grunt ;)

P.S. Niedawno usłyszałam od księdza pierwszorzędną mądrość: „mężu, jeśli w ciągu dnia zamieniłeś z żoną jedynie dwa słowa <jest obiad?>, a wieczorem po kolejnym piwku wymagasz od niej zbliżenia to lepiej połóż się od razu w legowisku psa”.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mega dobry tekst :D

  2. Uśmiałam się! :)
    A najbardziej podoba mi się puenta!!! :)

    P.s. Ciekawe czy jakiś facio wypowie się pod tym tekstem…? :)

    1. A wypowie się…
      Stereotypowe podejście, małego wożę do żłobka regularnie i tylko czasami robi to żona. Ciuchów nie rozrzucam u mnie robi to żona, zajmuję się dzieckiem przez większość czasu (nie wolnego bo tego nie miewam). A to że nie potraficie się przyznać do wad – mam ich wiele ale za mało tu miejsca by opisywać – to ja mam z tego tytułu ponosić finansowe i emocjonalne koszty??

      No i doczytałem do końca i wynika że szanowana pani ma fatalnego faceta, a sama jest idealna.

      Nie każdy facet taki jest i nie każda kobieta – u mnie jest odwrotnie i większość przywar męskich (włosy w sitku wanny, ciuchy na każdym krześle itp)

      A instrukcji to radzę poszukać do prawdziwego faceta.

      Teraz jest czas do jeżdzenia po mnie bo przecież odezwał się samiec i raczył nie zgodzić się.

      Pozdrawiam

      1. (nie)Magda(lena)

        Chyba czeka Cię powtórna lektura ;)
        Po pierwsze i chyba najważniejsze – tekst jest napisany z przymrużeniem oka, choć są w nim zawarte prawdy uniwersalne. A wystarczyło nieco więcej dystansu :P Streszczając – chodzi o to by ze sobą rozmawiać, ot cała filozofia.
        Napisałam do po fali skarg i zażaleń na partnerów (głównie świeżo upieczonych matek), na które napotkałam w internecie.
        Instrukcji obsługi prawdziwego faceta nie muszę szukać, bo widać mam ją opanowaną bardzo dobrze, skoro mam takiego fajnego partnera.
        Czy ja jestem idealna? Pewnie tak ;) i mam idealnego faceta, a jego małe wady w całości są rekompensowane przez zalety, których ma znacznie więcej. Wiec wynika z tego, że jednak nie pisałam o sobie (skoro forma wypowiedzi tego nie zasugerowała :P)

        ps. zapraszamy częściej do dyskusji :D

      2. Pan wyraził własne zdanie i zarzut o brak dystansu. Jest wielu facetów empatycznych, partnerskich, bardzo wspierających, często mimo zmęczenia. Czytając ten artykuł ( w tym klimacie było już kilka), życzę empatii przede wszytskim Autorkom. Nie ma czegoś takiego jak “prawdy uniwersalne” i ten tekst jest tego przykładem. Pozdrawiam.

  3. Super i swieta prawda:)

  4. świetne , tą instrukcję na pewno pokażę mężowi

  5. Budująca Mama

    Ja nawet swojemu nie podsunę, ale ja mam półideał ;)

  6. Podpisuję się pod tym rękami i nogami. U mnie wieczne wojny w tej kwestii. Na pewno podsunę mężowi. Dziękuję ☺

  7. Fajny artykuł trzeba spróbować :)
    Z racji tego, że jestem pierwszym Panem w komentarzach :) to jak nie zapomnę to po miesiącu lub dwóch napiszę czy się sprawdza …
    Może jakiś facet przeczyta mój komentarz i sam spróbuje ew wyciągnie własne wnioski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

STOP katowaniu dzieci!


Ostatnimi czasy zdumiewa mnie liczba doniesień w mediach o zakatowanych dzieciach. Jestem tym przerażona!!!!

Jak wiecie mam w domu dwójkę maluchów – Maja ma prawie 3 latka a Mateusz niespełna rok. Niewyobrażalnym jest dla mnie fakt, iż ktoś może być tak nieludzki, by zadać ból takim kruszynkom. Ale jak widać ludzkie bestialstwo nie ma granic. Czy takie zachowanie i czyny można w jakikolwiek sposób wytłumaczyć? Jakoś usprawiedliwić?

NIE, NIE, NIE, NIE!!!!!!!!!!!!!

Nie potrafię objąć umysłem takiego zachowania. Patrząc na te małe skarby, ich delikatne ciałka, na samą myśl o takim okrucieństwie chce mi się płakać. Nie potrafię wymyślić takiej kary dla kata, która byłaby adekwatna do dokonanych czynów.

Najgorszy jest fakt, że często dzieje się to w „naszym sąsiedztwie”, ktoś coś słyszał, coś widział, ale nikt nic nie mówi. Bo po co się wtrącać, a już reagować – toż to absurd! Panie pielęgniarki, lekarki w przychodniach nie są zaniepokojone siniakami, dziwnymi tłumaczeniami rodziców? Gdzie tu są ludzkie odruchy??!! Jak siebie dorośli leją po mordach to niech się obijają, ale dzieci niech zostawią w spokoju!!!

Patrząc w oczy moim dzieciom, widzę bezgraniczną miłość i ufność. Jasne, że takie szkraby potrafią człowiekowi nieźle zaleźć za skórę, to normalne. To trudy wychowania, odpowiedzialność, dojrzałość. Ale żeby z premedytacją podnieść na nie rękę, pas, kabel, młotek czy co tam jeszcze te bestie wymyślają??!! I to systematycznie, jeden siniak czy złamanie się nie zagoi, a małe ciałko ponownie zostaje okaleczone. A psychika? Taki mały człowieczek, jeśli przeżyje, już nigdy nie zazna spokoju. Nie rozumie zachowania dorosłych, nie wie czym sobie zasłużył na takie traktowanie. Ale czy potrafimy odpowiedzieć na to pytanie – czym to dziecko sobie zasłużyło na takie traktowanie? Na takie cierpienia? Czy Ci zwyrodnialcy myślą, że im mniejsze dziecko tym słabiej odczuwa ból?!

Jak tylko pomyśle sobie, albo wyobrażę taki mały, bezbronny skarbek gdzieś tam, zwinięty, zapłakany w kącie pokoju, czy sponiewierany w łóżeczku, mam ochotę wyć. Ludzie gdzie podziały się wasze rozumy!! Wasze normalne uczucia, relacje, odruchy??!! Wiem, że często zalewacie je alkoholem czy innymi używkami, ale dajcie żyć Waszym dzieciom! A jeśli nie jesteście w stanie udźwignąć tej odpowiedzialności jaka na Was spoczywa, jest wiele opcji które możecie wykorzystać, wystarczy tylko odrobina ludzkich zachowań.

STOP KATOWANIU DZIECI!!

Nie mam pomysłu na pytanie zachęcające Was do skomentowania tego wpisu, ale czy trzeba zachęcać…?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena Kamińska

    STOP KATOWANIU DZIECI!! ciężki i niezrozumiały dla mnie temat , moje jest zdanie takie że żaden zdrowy człowiek nie jest w stanie dopuścić się takiego czynu są to osoby chore psychicznie

    1. Magdalena Marczuk Romanowska

      Też uważam, że ten kto podnosi rękę na bezbronne dziecko nie jest normalny!!!

  2. Jagoda Polak-Wątor

    Pracuje w osrodku pomocy spolecznej i spotykam sie w swojej pracy z roznymi sytuacjami. Sama jestem mama 3,5 letniego Mateuszka. Jak dla mnie kara dla dzieciecych oprawcow nie wazne czy to pedofil czy ojciecc matka czy sasiad powinna byc jedna – smierc. I choc to okrutne i zapewne wiele osob mnie za to zlinczuje moim zdaniem tylko tak mozna ich ukarac! Dzieci nie obronia sie same ufaja i kochaja bezgranicznie. Kto je krzywdzi zasluguje jak dla mnie na najgorsza kare!

    1. Magdalena Marczuk Romanowska

      Niby tak, ale czy śmierć dla takich oprawców nie byłaby zbyt “szybkim” rozwiązaniem? Niezależnie od formy jej wykonania, to chwila cierpienia i koniec, a katowane dzieci cierpią do końca swoich dni. Więc kat też powinien cierpieć i nie zaznać spokoju. Takie moje zdanie

      1. Jagoda Polak-Wątor

        Moze i za szybkim ale mialabym pewnosc ze zadne dziecko nie zostanie wiecej przez niego skrzywdzone. Dla mnie osobicie kary sa nieadekwatne do popelnianych przestepstw. Zwlaszcza dzieci POWINNY BYC CHRONIONE NAJBARDZIEJ przez organ sprawiedliwosci bo kto krzywdzi bezbronne dziecko jest ZWYRODNIALCEM ktory zasluguje na najciezsza kare

      2. Magdalena Marczuk Romanowska

        to mocny argument, ale jakby taki posiedział w pace z równymi sobie, został by tam “odpowiednio” potraktowany to może by mu się odechciało. Oczywiście oby siedział tam do końca życia, a nie że wyjdzie za dobre sprawowania. nie minie dużo czasu a znów podniesie rękę.

  3. Maria Ciahotna

    To rzeczywiście straszne, nie do pojęcia, przecież dziecko nie ma jak się bronić, początkowe zaufanie wobec dorosłych i miłość do rodziców przeradza się w lęk, nienawiść, brak poczucia bezpieczeństwa… a to wszystko zostaje w nich na zawsze – przykro to mówić, ale krzywd rodziców dzieci nie potrafią nigdy całkowicie zapomnieć. A karuzela zła właśnie w ten sposób się nakręca… Dzieci dorastają a wcześniej poznane zachowania niestety często stają się dla nich normą – przecież “w ten sposób rozwiązuje się wszystko”.
    Okropność… choć przyznam, że z trójką dzieci nie zawsze łatwo jest trzymać ręce na boku, głos spokojny, być wyrozumiałym i cierpliwym, uczyć dzieci zaufaniu zamiast strachu, miłości zamiast nienawiści – ale przecież właśnie tego wymaga od nas życie, jeżeli chcemy nasze pociechy “wychować na ludzi” – warto każdego wieczoru przed snem pomyśleć, co było dzisiaj nie tak, co można było zrobić inaczej – i rozmawiać z dziećmi, z mężem/żoną, by wspólnie uświadamiać sobie nawzajem, że jedynym poprawnym rozwiązaniem jest miłość i troska o naszych najukochańszych…

    1. Magdalena Marczuk Romanowska

      Marysiu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku