Boże Narodzenie 30 listopada 2014

Zrób to sam, czyli w bombki w 30 sekund

Poprzednim razem przedstawiłam Wam jak zrobić bombki wyklejane serwetkami. Tym razem chciałam pokazać Wam jak można jeszcze wykorzystać plastikowe bombki.

Przygotuj:

  • Plastikową, składaną, przezroczystą bombkę
  • główki suszonych lub sztucznych kwiatów, cukierki, brokat, ziarna kawy, konfetti, barwiony ryż, małe papierowe pompony, piórka, guziki, zdjęcia lub/i inne małe drobiazgi

Cała magia polega na tym, by zamknąć w kuli to co przyjdzie nam do głowy, opcjonalnie łączenie bombki można zakryć wstążką czy cekinami i voila!

Poniżej kilka moich propozycji :)

CIMG4328

CIMG4331

CIMG4335

CIMG4330

CIMG4326

CIMG1804

 

Zobacz także:
Bombka ze wstążki,
Bombka ze wstążki z cekinami,
Bombka techniką serwetkową,
Bombka sakiewkowa.

Zdjęcia: (nie)Magda(lena)

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Asia
Asia
6 lat temu

Piękne! Czuję się zainspirowana :)

Milena Kamińska
Milena Kamińska
6 lat temu

piękne ale skąd wziąć takie przezroczyste plastikowe składane bombki? szukałam i nie moge znaleźć

(nie )Magda(lena)
(nie )Magda(lena)
6 lat temu

A szukalas w pasmanteriach, kwiaciarniach, papierniczych (u mnie w takich sklepach właśnie można znaleźć? Powinny być w sklepach z akcesoriami do decoupage. Na allegro tez są i innych hurtowniach internetowych.

Milena Kamińska
Milena Kamińska
6 lat temu

dziękuję za podpowiedź

Teresa stypa
Teresa stypa
4 lat temu

Firma internetowa http://www.dekolo.pl tam znajdziesz takie bombki

Ciąża 28 listopada 2014

Aborcja?? To nie dla mnie!

Dlaczego uważam, że aborcja jest złem i jestem jej przeciwna? Mogłabym napisać, że dlatego iż jestem wierząca i na tym temat zakończyć. Jednak wyglądałoby to na tupnięcie nóżką i powiedzenie: bo tak! Spróbuję więc swój światopogląd uzasadnić.

Po pierwsze: argument, że dziecko urodzi się chore, więc lepiej je zabić jest dla mnie śmieszny. To może w takim razie zmieńmy prawo i zabijajmy dzieci, które urodzą się chore, tak do pół roku powiedzmy? Przecież i tak nie są jeszcze świadome otaczającego świata. Kroplóweczka i po krzyku. Po co je leczyć, walczyć o nie, zakładać fundacje, zbierać pieniądze. No po co, powiedzcie mi? Zabijmy – taniej będzie. Co to w końcu za różnica, czy w łonie matki czy poza nim? No może taka, że dziecko ma pesel i akt urodzenia. Ale i tak becikowe plus zasiłek pogrzebowy to duuużo mniej niż koszty leczenia.

Nie piętnujemy matek, które nie chcą dzieci, pozwalamy (jako społeczeństwo) usuwać, apelujemy o liberalne prawo aborcyjne, ale jeśli matka zabija półroczne dziecko to dostaje 25 lat do odsiadki. To co? Nagle jej prawa względem dziecka się zmieniają? Następuje ograniczenie?

Po drugie: urodzenie chorego dziecka to trauma dla matki, lepiej jej tego oszczędzić. Moim zdaniem ciąża sama w sobie to już trauma, nasze ciało zmienia się w przerażającym tempie, nasza psychika fiksuje, a my nie możemy za nią nadążyć. Pamiętam, jak bardzo wyolbrzymiałam każdą błahostkę, każda urastała do rangi tsunami co najmniej. I nie wiem czy znajdzie się ktoś kto mnie przekona, że usunięcie ciąży, nie wywołuje traumy u matki.

Po trzecie: ciąża z gwałtu. A co to dziecko winne – krótko mówiąc? Rozumiem, że matka może nie chcieć wychowywać – jest duuużo par czekających na adopcję, szczególnie noworodka. Czemu karać dziecko za grzechy biologicznego ojca? To już wyszło z mody.

Po czwarte: czy urodziłabym dziecko niezdolne do życia? Tak, urodziłabym żeby je ochrzcić i godnie pochować. Chore, zniekształcone, pokancerowane, zmasakrowane, nadal byłoby moim kochanym dzieckiem.

Po piąte: ci wszyscy głośno wrzeszczący jaki to Kościół (w domyśle oczywiście katolicki) niereformowalny, niech się dobrze wsłuchają w Jego naukę. W sytuacji gdy ciąża zagraża matce, Kościół nie stoi jednoznacznie na stanowisku: matka ma umrzeć. Lekarz ma ratować życie, nie odbierać, jednak jeśli wiadomo, że nie da się uratować obu żyć musi dokonać wyboru. Pierwsza ciąża to pikuś, kobieta jeśli chce, może podjąć ryzyko, za drugim, trzecim czy piątym razem nie jest to takie proste, co z dziećmi, które pozostały w domu? Nieprawdą jest, że ksiądz powie takiej matce: niech Cię dziecko zabije ale nie usuwaj. Jakby ktoś był ciekaw, powyższą wiedzę zaczerpnęłam dawno temu z Radia Józef. A poniżej dla Was kilka linków na ten temat, pierwszy to fragment audycji z rzeczonego radia, kolejne to artykuły, na które warto rzucić okiem.

http://www.youtube.com/watch?v=ifP0cw99v-o


http://www.fronda.pl/blogi/w-poszukiwaniu-prawdy/ratowanie-zycia-matki-to-nie-aborcja,18619.html


http://www.fronda.pl/a/ks-kieniewicz-nie-mozna-kogos-zabic-aby-leczyc-zycie-innego-nie-mozna-zabic-nienarodzonego-dziecka-aby-moc-leczyc-jego-matke,20932.html


http://nowezycie.archidiecezja.wroc.pl/numery/042011/06.html


Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że temat jest kontrowersyjny, że tak naprawdę tylko się po nim prześlizgnęłam, argumentów zarówno za jak i przeciw aborcji jest dużo więcej. Przedstawiłam Wam swój punkt widzenia. Zgadzacie się ze mną czy myślicie inaczej? Chętnie porozmawiam.

Fot. Javcon117CC BY

Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda
Magda
6 lat temu

W zasadzie to jestem rozdarta bo jestem przeciw aborcji, ale nie umiem sobie wyobrazić jak to jest nosić pod sercem chore dziecko. Ile cierpienia to wywołuje przez całe życie. Ile walki muszą stoczyć rodzice o jako takie warunki. Nie wyjdzie mi z ust żeby chore dzieci usuwać, ale też serce mnie boli na tą całą krzywdę. Strasznie przeżywam każde odstępstwo od normy zdrowotnej u swojego dziecka, mam wyrzuty sumienia i poczucie winy, czasem budzę się w nocy i płaczę a to tak naprawdę niewielki procent uszczerbku na zdrowiu w porównaniu z innymi poważnie chorymi dziećmi. Nie wiem czy bym to… Czytaj więcej »

Magda
Magda
6 lat temu
Reply to  Mirella

Również znam takie przypadki. Znam tez takie, gdzie badania genetyczne wykluczały wady, a dzieci rodziły się chore. Ale są też przypadki, kiedy nie ma wątpliwości, że płód jest uszkodzony (jak w przypadku ostatnio bardzo głośnym). W takim wypadku decyzję powinni podejmować tylko i wyłącznie rodzice – każda decyzja spoczywa na ich sumieniu, a jaka by nie była odciska piętno na ich psychice.

Karolina Płotecka
6 lat temu

Bardzo trafnie napisane. Aborcja nie jest rozwiazaniem jest pojsciem na latwizne i zwyklym egoistycznym mysleniem. Ja jestem zdania ze jezeli ktos nie chce dziecka niech po prostu przed porodem badz tuz po podpisze papiery ze zrzeka sie wszelkich praw rodzicielskich i oddaje dziecko. Zadnego przekonywania zadnego „ględzenia” psychologów tylko podpis i już. Na korytarzu powinna juz czekac rodzina ktora z radoscia adoptuje dzieciatko. Niestety procedury adopcyjne w Pl to droga przez mękę. A co do aborcji w przypadku gdy zagrozone jest zycie matki to praktycznie kazdy lekarz powie jedno i to samo najpierw ratujemy matke, sa oczywiscie wyjatkowe sytuacje jednak… Czytaj więcej »

W roli mamy - wrolimamy.pl

Dziękuję. Co do procedur adopcyjnych zgadzam się, chronią wyrodnych rodziców kompletnie nie chroniąc dzieci :(

Zuzanna Potrowska
Zuzanna Potrowska
6 lat temu

Mirella, no ze mną raczej nie podyskutujesz, nie wytoczysz swego slawetnego działa ;-) ani argumentow nie do przebicia bo ja……..ja sie po prostu podpisuję obiema rękami pod tym co napisalas! :-)) pozdrawiam serdecznie.
PS. Smutne, ze w sumie taka postawa i poglady jak Twoje czy moje to jednak mniejszosć…

Milena Kamińska
Milena Kamińska
6 lat temu

jest to bardzo ciężki temat i indywidualny, nie chce oceniać ogólnikowo, ja jestem przeciwna aborcji, gdy zaszłam po raz pierwszy w ciąży na początku były podejrzenia ciąży pozamacicznej, później ciąży pustej, byłam już szykowana na zabieg na który nie wyraziłam zgody, jeden z lekarzy chciał mnie zmusić, mówił że jest to konieczne, gdy okazało się że jednak zarodek się pojawił ten sam lekarz namawiał mnie nachalnie żebym usunęła bo urodzę kalekę ( z powodu mojej groźnej infekcji właśnie w pierwszych tygodniach ciąży). nie zgodziłam się „uciekłam ze szpitala” . oczywiście pojechałam na badania genetyczne by w razie czego móc zareagować… Czytaj więcej »

Anna B.
Anna B.
5 lat temu

Dodałabym, jako wierząca, jeszcze jedną kwestię:
wierzymy w życie po śmierci, gdzie wszyscy się spotkamy. I co powiesz takiemu dziecku któremu zafundowałaś aborcję? Sorry, ale byłaś z gwałtu? Sorry chciałam Ci oszczędzić cierpienia bo byłaś chora??
No way…

Dom 25 listopada 2014

Jak zadbać o bezpieczeństwo malucha w domu?

Dom to takie miejsce, które powinno kojarzyć się mieszkańcom z bezpieczeństwem, a  gdy przebywają w nim dzieci, należy dołożyć szczególnych starań aby taki właśnie był. Do momentu jak mój starszy syn nie zaczął się przemieszczać, nie wiedziałam specjalnie dużo o zabezpieczeniach na kontakty, blokadach na okna czy drzwi szafek kuchennych. Wiedziałam natomiast, że przy dziecku oczy trzeba mieć dookoła głowy i wszystkie niebezpieczne miejsca pod szczególnym nadzorem.

Podstawowy zakup jakiego dokonaliśmy z mężem, to zaślepki do kontaktów. Pierwszym rzutem kupiliśmy takie z szerszą dziurką na kluczyk do ich wyciągnięcia, ale gdy zobaczyliśmy jak Bartek podważył i wyjął zaślepkę jakimś przedmiotem, to kupiliśmy inne, takie z wąskim wejściem. Nie można nic do środka włożyć i odhaczyć od kontaktu, a wiem bo próbowałam to zrobić nożykiem, kiedy nie mogłam namierzyć kluczyka do wyciągnięcia zabezpieczenia z kontaktu. Dla dziecka są chyba niemożliwe do samodzielnego zdjęcia.

A więc podstawową sprawę, czyli zaślepienie gniazdek mieliśmy za sobą, przyszło nam do zablokowania drzwiczek od mebli kuchennych. Na rynku jest szeroki wybór blokad, ja natomiast postawiłam na stary sprawdzony przez nasze mamy sposób, czyli związanie rączek przy drzwiach na szerokie gumki od słoików. Sposób skuteczny i tani, garnki z szafek nie wyfruwały za sprawą dziecięcych rączek, choć teraz mając nowe meble i brak możliwości owinięcia gumkami, kupię przy raczkującym Wojtku zwykłe blokady na drzwiczki. Na ciężką szafę w przedpokoju też, bo już się przekonałam, jaki płacz podnosi się, gdy maluch włoży paluszki w szufladę i z siłą ją zamknie!

Sytuacja zmienia się gdy dziecko pionizuje się i z lubością zagląda  tam, gdzie nie powinno. Zawsze obawiałam się wypadnięcia moich dzieci przez okna. Chłopaki raczej po parapetach nie skaczą, ale jak mój starszak nauczył się podsuwać pod okno krzesło i wszedł na parapet, żarty się skończyły. Nie wchodziło w rachubę przemeblowanie pokojów tak, aby sofy czy fotele nie stały bezpośrednio pod oknem i nie kusiły dziecka, więc kupiliśmy do nich klamki z kluczykiem. Rozwiązanie to trafiony pomysł, bo dorosły blokuje możliwość otwarcia okna taką klamką, więc można by było zapomnieć o niebezpieczeństwie… Niestety po czasie mechanizmy zaczęły się wypaczać, i nie potrzeba już kluczyka aby je otworzyć. I choć jest mała szansa że dziecko da radę z taką siłą podnieść klamkę do góry, to jednak martwi mnie fakt, że jednak można to zrobić. Szukam teraz blokady zakładanej od góry na skrzydła okien, bo okno balkonowe aż zaprasza Bartka do grzebania przy jego klamce. Moja siostra wypróbowała jeszcze prostszą rzecz – wyjęła klamki z okien, których nie otwiera co dziennie i problem ma z głowy.

Kolejna kwestia to drzwi wejściowe, które na sto procent dziecko sięgające za klamkę spróbuje otworzyć i  jak to się uda, to wyjść na klatkę schodową czy na podwórze. Resztę scenariusza dopiszcie sami. Nie mam na drzwiach blokad typu zasuwa z łańcuszkiem, bo wystarczy nam pamiętać o górnym zamku, który zawsze u nas jest zamknięty. Jeśli idzie o pozostałe drzwi to nie widzieliśmy potrzeby aby specjalnie się nimi zajmować, bo nie licząc przytrzaśniętego paluszka nic więcej się nie działo.

To są rzeczy najważniejsze przy maluchu, choć oczywiście pozostaje kwestia i tak wzmożonej czujności, bo np. psie miski z wsypanym jedzeniem gwarantują albo rozkosz notorycznego sprzątania, albo co gorsze, opcję zakrztuszenia się karmą. Podłogi muszą być czyste, bez dwóch zdań, środki do sprzątania zamknięte na klucz lub odłożone wysoko na półce, noże  poza zasięgiem rączek… O bezpiecznych zabawkach nie wspomnę, bo to temat rzeka na kolejny wpis.

Jeśli wpadnie Wam do głowy coś, co jeszcze powinno się zrobić, aby dom był naprawdę bezpiecznym miejscem dla maluszka, wpiszcie pomysł w komentarzu pod wpisem, na pewno skorzystają z niego inni rodzice, chcący zagwarantować spokój i bezpieczeństwo swoim pociechom.

Subscribe
Powiadom o
guest
27 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Karolina Kałuska
6 lat temu

my mieliśmy (mamy w sumie jeszcze) zatkane kontakty – zatyczkami i była furtka na korytarz aby nie spadł młody ze schodów

Magdalena Spólnik
6 lat temu

o tak, ja do niedawna mówiłam, że moj dzien polega na chronieniu Synka przed samozagładą :D do ktorej usilnie ążył :P ale jest coraz lepiej, tylko początki są takie przerażające… :)

Regina Adamiec Babula

My jesteśmy z tym tematem „na świeżo” :-) Iwo tydzień temu zaczął raczkować a od wczoraj próbuje wstawać przy meblach. W pierwszej kolejności poraczkował do gniazdka, które dzień wcześniej zabezpieczyliśmy. Dodatkowo mamy też osłonki na rogi od stołu i szafek. Po tym jak mały notorycznie uderzał głową w kanty ścian i framugi drzwi, kupiliśmy specjalne piankowe zabezpieczenia i przykleiliśmy na wysokości do której sięga raczkujaca główka. Na drzwiach mamy zamontowane specjalne nakładki, które uniemożliwiają zamknięcie i tym samym przytrzasniecie paluszków. Mamy też specjalny kask do raczkowania i nauki chodzenia :-) przydaje się na wyjście do znajomych, którzy nie mają zabezpieczeń… Czytaj więcej »

Ada
Ada
6 lat temu

Widziałam te kaski kiedyś i myślałam, że to fejk! Dla mnie to już lekka przesada….
U mnie w domu nie było żadnych zabezpieczeń, ale też gniazdka były za meblami na przykład, więc w sumie jakiś środek pośredni. Nasza córka zaczęła chodzić w wieku 10 miesięcy wiec dość szybko,a jednak guza może nabiła sobie ze dwa razy. U znajomych po prostu była bardziej pilnowana, ale nigdy bardziej niż sam sobie radziła.
A słowa ostrzegawcze (ostrożnie, uważaj) są bardzo ważne! Wyrabiają w dziecku nawyki, uczą oceny sytuacji. Nie wolni z tego rezygnować.

Regina Adamiec Babula

Na pierwszy rzut kask wydaje się ciężki, a w rzeczywistosci waży nie cale 100 g. i jest wykonany z pianki, która ma liczne otwory wentylacyjne

Marta Sobczyk-Ziębińska

To jest nasze jedyne zabezpieczenie przed dzieckiem, taśma klejaca na barek. Mieliśmy tez bramkę, bo do sypialni mamy jeden stopień w dół, ale teraz juz jej nie używamy, cały czas jest otwarta. Córka jest dość kumata i nie grzebie w kontaktach, szafki juz zna, wiec to tez żadna atrakcja :)

Natalia Kapczuk
6 lat temu

Gdzie można takie cudo kupić? :)

Regina Adamiec Babula

Na allegro albo w sklepach „gadżeciarskich” dla maluchów np. Pomocnicy Mamy. Spory wydatek bo ceny od 110 do 150 zł, ale moim zdaniem warto. U znajomych sprawdził się też na placu zabaw i podczas zabawy wszelkiego rodzaju jeździkami. My mamy go niecały miesiąc i już wielokrotnie uchronił małego przed poważnymi urazami, chociażby przy próbie samodzielnego „zejścia” z kanapy ;-)
Kask jest firmy Thudguard

Regina Adamiec Babula

Jak syn ma na głowie kask, to się powstrzymuję od ciągłego powtarzania: uważaj! ostrożnie! uderzysz się! ;) a mały zadowolony może zwiedzać mieszkanie bez wiszących nad nim rodziców ;)

Asia Kowalska
5 lat temu

Ja mam.duzo zabezpieczen typu okna zamykane na klucz,kontakty sa zasloniete nic z chemii nie ma w zasiegu reki zeby dzieci wypily itd a nadal uwazam ze wypadek moze sie zdarzyc.nic dla mojego dylana nie jest niemozliwe-bujac sie na drzwiach od szachy i je wyrwac-zrobione,wyciagac sruby z zawasow od drzwi-zrobione,popchnac tv zeby zpadl-zrobione i moge tak wymieniac w nieskonczonosc…pomyslowsc mojego mlodszego syna nie ma granic

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Asia Kowalska

to jest najgorsze – nieprzewidywalność nieprzewidywalnego ;)

Edyta Skrzydło
5 lat temu

O. To jak Kacpi kiedyś tak szarpnął szufladą , aż TV z komody spadł . Na szczęście 5 cm od jego główki.

W roli mamy - wrolimamy.pl

Rany, Edytka, czym karmiłaś dziecko że taką parę miał w ręku ;)? Ale miał duuuużo szczęścia, telewizor mógł krzywdę zrobić, a Ty pewnie nawet nie zdążyłabyś się ruszyć. Ułamek sekundy i dzieje się nieprzewidziane…

Edyta Skrzydło
5 lat temu

Później się okazało, że nóżka komody była uszkodzona. Fakt zanim dobiegłam, już było po fakcie . Ale jednego jestem pewna nie unikniemy takich sytuacji typu lewel hard.

W roli mamy - wrolimamy.pl

Edyta, niestety, bez daru widzenia przyszłości, to się nie uda. Dzieci niszczą system ;)

Edyta Skrzydło
5 lat temu

Demolują doszczętnie :-D :-D

Ewa Gołębiewska
5 lat temu

Moja jedna już wyrosła, jedna za mała, tylko średnia szaleje ;) Mam zabezpieczone gniazdka bo ją kusiło ;) Szuflady mają blokady, więc sama nie da rady ich wyciągnąć, za to trafiła mi się alpinistka i skacze po meblach. Raz już skończyła na izbie przyjęć ze skręconym nadgarstkiem ale i tak nie pomogło. Co się odwrócę to gdzieś włazi

W roli mamy - wrolimamy.pl

oby sobie nie wyskakała innych niespodzianek ;) nic się dzieciaki nie boją.

Ewa Gołębiewska
5 lat temu

No oby ;) Kompletne zero strachu, mogę powtarzać do bólu a i tak znajdzie moment jak wyjdę do łazienki, przewijam albo kąpię malutką i włazi gdzie się da

Agata Rudnicka
5 lat temu

Ten etap mam za sobą. Ale na okna nie wchodzili, kontaktów nie zabezpieczalam, żądnych szuflad nie wyrzucili, domestos w łazieńce na podłodze stoi do dziś. Nie wyobrażam sobie wszystkiego zabezpieczać, dzieciak ma wiedzieć, że mu nie wolno!

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Agata Rudnicka

dla mnie to zbyt wielkie ryzyko, tyle słyszałam o dzieciach które połykały kreta, wypadały z okien. Boję się, moje dzieci i chyba większość innych nie mają wyobrażenia że coś może im zagrażać. Dzieci to żywioł.

Agata Rudnicka
5 lat temu
Reply to  Agata Rudnicka

Wiem o tym, poza tym matka jest w domu z dzieckiem i chyba widzi co robi. Moje wiedziały co można, a co nie. Jak bym miała wszystko chować, oklejac, zabezpieczać to bym szału dostała. Ale każdy ma inne metody wychowawcze, jeden tłumaczy, drugi zabezpiecza.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Reply to  Agata Rudnicka

Agata ja niestety poza tłumaczeniem zabezpieczam, ryzykuję tylko w totka ;)

Kasia Górska
3 lat temu

Niczego. Szybko sie ucza, ze czegos nie wolno. A „jak sie nie przewroci, to sie nie nauczy”. Obydwie szybciej opanowaly schody niz chodzenie

Sylwia Wnuk
3 lat temu

Ja niczego. Na szczęście nie musiałam zbytnio odgradzac przed dziećmi. Jedno gniazdko które w końcu i tak przestałam zakrywać. Mam tylko bramkę na schody bo góra jeszcze nie używana przez nas jest

Mariola Wica
3 lat temu

Ja to sie najbardziej obawiam starszej siostry, która ma głupie pomysły gniecenia rąk młodszej ☺

Aneta Wnuk
3 lat temu

U nas kontakty tez sa strasznie intrygujące dla Jasia ale jeszcze lepsze są kable wtyczki które chętnie by tam wsadził.. . Ja to sie obawiam ze maly w końcu głowę rozbije bo wchodzi wszędzie gdzie tylko się da

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close