Dom 5 sierpnia 2020

Dom bez chemii – domowe środki do prania i mycia naczyń

Zastanawialiście się kiedyś, a może nawet spróbowaliście policzyć – jak dużo pieniędzy wydajecie miesięcznie na chemię do prania i sprzątania domu? Myślę, że gdyby ktoś podjął to wyzwanie, mógłby się solidnie zdziwić. Zdecydowanie korzystniej i zdrowiej – dla nas oraz całego środowiska – wychodzi tzw. „Sprzątanie Zero Waste”.

Wystarczy zaopatrzyć się w kilka podstawowych produktów, choć część z nich na pewno macie w domu, w kuchni, i samemu tworzyć naturalną, ekologiczną „chemię”.

Potrzebne do tego są przede wszystkim:

Boraks (sól sodowa kwasu borowego) – czyści, wywabia plamy, odkaża.
Ocet spirytusowy – zwalcza tłuszcz, brzydki zapach i pleśń.
Kwasek cytrynowy – odkamienia, odświeża, usuwa tłuszcz, plamy i różnego rodzaju zabrudzenia.
Soda oczyszczona – czyści, odświeża, usuwa plamy, delikatnie ściera.
Cytryna – usuwa kamień, plamy, silne zabrudzenia, pochłania brzydkie zapachy.
Sól – oczyszcza, odkaża, dezynfekuje, wykazuje delikatne działanie ścierające.
Szare mydło lub płatki mydlane – przydatne są do tworzenia domowego płynu do naczyń oraz proszku do prania.
Olejki eteryczne – poza oczywistym, czyli zapachem, wykazują różne cenne właściwości, między innymi: antybakteryjne i przeciwwirusowe. Do domowej chemii najbardziej polecane są: olejek miętowy, cytrynowy, lawendowy, geraniowy i z drzewa herbacianego.

Swoją przygodę z ograniczeniem kupowania gotowej „chemii” i tworzeniem własnych, domowych środków czystości, zaczęłam od proszku do prania. Wydaje mi się, że jest to najprostsza, a zarazem najbardziej opłacalna zamiana, ponieważ ilość brudnej odzieży, szczególnie w rodzinie wielodzietnej, zazwyczaj rośnie w oczach, a wraz z nią zużycie proszku.

Poza tym moje dzieci źle reagowały na gotowe proszki, nawet te, które były przeznaczone dla alergików. Ciągle męczyliśmy się z suchą skórą, czerwonymi plamami, swędzeniem itp.  Dlatego poniekąd nie miałam wyjścia i musiałam przynajmniej spróbować, stworzyć domowy środek do prania. Efekt jest taki, że odkąd nie używam gotowych proszków, płynów i innych kapsułek, moje dzieci mają gładką i zdrową skórę, a portfel nie wydaje z siebie za dużo monet 😉

Jeśli Was również interesuje życie w bardziej naturalny, ekologiczny sposób i idea Zero Waste,  zachęcam do wypróbowania przynajmniej kilku przepisów…

Domowy proszek do kolorowego prania:

1 porcja (np. 1 szklanka) boraksu
1 porcja sody kalcynowanej
1 porcja płatków mydlanych lub startego szarego mydła (zdarza mi się je czasem pominąć, jeśli akurat nie mam)
Kilka kropli dowolnego olejku eterycznego – choć ze względu na właściwości antybakteryjne polecam olejek lawendowy, olejek z drzewa herbacianego.

Domowy proszek do białego prania:

Do powyższych składników (przeznaczonych do prania kolorowego), można dodać jedną porcję nadwęglanu sodu, który ma działanie wybielające.

Wszystkie składniki wsypuję do słoika i mieszam. Na jedno pranie wystarczy jedna łyżka takiego proszku, ewentualnie jeśli mamy do czynienia z mocno zabrudzoną odzieżą, można dać dwie łyżki.

Domowa pasta na trudne do usunięcia plamy

Sody oczyszczona
Woda utleniona
Zwykła woda

Trudne do usunięcia plamy można potraktować pastą stworzoną z powyższych składników. Wszystko wystarczy zmieszać w równych proporcjach, lekko wetrzeć w plamę szczoteczką lub gąbką, zostawić do wchłonięcia, a potem wyprać.

Bardzo silne zabrudzenia można również czyścić pastą z boraksu i wody, którą wcieramy w plamę.

Potrzebujemy do tego:

1 łyżkę boraksu
0.5 litra wody

Domowy płyn do płukania tkanin (na jedno pranie)

Przepis I

0.5 szklanki octu
1.5 łyżeczki sody oczyszczonej
Około 10 kropli ulubionego olejku eterycznego

Przepis II

2.5 łyżki kwasku cytrynowego
100 ml letniej wody
Około 10 kropli ulubionego olejku eterycznego

 Domowy płyn do naczyń

Przepis I

Około 450 ml wody
1 łyżka startego na tarce szarego mydła
1 łyżeczka boraksu
Około 30 kropli olejku eterycznego, np. miętowego, cytrynowego, tymiankowego

Wodę zagotuj w czajniku. W misce wymieszaj starte mydło i boraks. Wlej do niej wodę i mieszaj do rozpuszczenia składników. Odstaw do ostygnięcia, w między czasie płyn zacznie gęstnieć. Po wystudzeniu dodaj olejek eteryczny i przelej do dozownika lub butelki po starym płynie do naczyń.

Przepis II

Około 400 ml wody
200 g soli drobnoziarnistej
100 ml octu spirytusowego
Sok z trzech cytryn

Wszystkie składniki wymieszaj i gotuj około dziesięciu minut, aż płyn zgęstnieje.

Przepis III

2 l gorącej wody
1 łyżeczka octu
1 łyżeczka sody oczyszczonej
Około 1-2 łyżki płatków mydlanych

Kilka kropli olejku eterycznego, np. z drzewa herbacianego

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać.

Domowe tabletki do zmywarki

Przepis I

1 porcja boraksu
1 porcja sody
2 porcje kwasku cytrynowego
0.5 porcji soli

Kilka kropli olejku eterycznego, np. miętowego lub cytrynowego

Przepis II

500 g boraksu
500 g sody
120 ml octu

Kilka kropli olejku eterycznego.

Wszystkie składniki wymieszać i przesypać, np. do silikonowych foremek na lód. Dobrze docisnąć i odstawić w suche miejsce, na kilka – kilkanaście godzin, do utwardzenia. Gdy tabletki stwardnieją przełożyć je do słoika.

W miejsce płynu do nabłyszczania można wlać ocet z dodatkiem gliceryny roślinnej i/lub olejku eterycznego.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Podróże 4 sierpnia 2020

Wrocław – atrakcje. Udany i bezpieczny wypoczynek

Moja rodzina, podobnie jak większość z Was, w tym roku zrezygnowała z wakacyjnych dalekich, zagranicznych wypraw i postawiła na wypoczynek w kraju. Ostatnio dzieliliście się swoimi obserwacjami, jak po macoszemu właściciele hoteli i pensjonatów traktują zalecenia dotyczące bezpieczeństwa w związku z COVID-19. My odwiedzając Wrocław, mieliśmy dużo więcej szczęścia – Novotel Wrocław City zdał egzamin na maksymalną liczbę punktów.

Novotel Wrocław City odwiedziliśmy ponownie po trzyletniej przerwie i byliśmy mile zaskoczeni jego metamorfozą. Gruntowny remont objął chyba wszystkie zakamarki budynku – jest nowocześnie, ładnie i dosłownie pachnie nowością.

Na ścianach wygodnych pokoi pojawiły się tapety z wrocławskimi krasnoludkami. Bardzo fajny pomysł, nawiązujący do miasta, które przyjechaliśmy zwiedzić.

Dzieci w hotelu traktowane są w sposób wyjątkowy. Specjalnie dla nich powstał plac zabaw, dzięki któremu rodzice mogą się relaksować w ogrodzie lub delektować kawą siedząc w hotelowej restauracji. Aleks natomiast spędzał większość czasu na grze w piłkarzyki. Małolatów w hotelu było dużo, ale ich obecność nie była w ogóle odczuwana – o dziwo było spokojnie i cicho, ale nie wiem czyja to akurat zasługa 😉 I uwaga, dzieci do lat 16 mają bezpłatne noclegi wraz ze śniadaniami.

Opiszę Wam jeszcze króciutko, jaka niespodzianka czekała na naszego syna zaraz po przyjeździe. Na łóżku w jego pokoju rozłożony był plan zagadki detektywistycznej. Jego zadanie polegało na odnalezieniu na terenie hotelu i przylegającego do niego ogrodu, ukrytych krasnoludków. Które dziecko nie lubi takich wyzwań? Aleks bardzo, a więc z entuzjazmem podszedł do wykonania misji.

Wspomnę jeszcze o jednym ważnym atucie, który docenią właściciele zwierzaków. My na czas wyjazdu znaleźliśmy opiekę dla naszych trzech kotów, ale posiadacze czworonogów są w hotelu mile widziani wraz ze swoimi pupilami. Podczas naszego pobytu widzieliśmy kilku zadowolonych futrzastych gości hotelu.

Wracając do kwestii bezpieczeństwa, o których wspomniałam na samym początku – w Novotelu Wrocław City czuliśmy się po prostu bezpiecznie. Tabliczki o zdezynfekowanych miejscach można było zobaczyć dosłownie wszędzie, jak również pracowników obsługi, którzy dokładnie odkażali stoliki, oparcia itp. Cały personel hotelu miał maseczki lub przyłbice, nigdy nie brakowało też w dozowniku preparatu do dezynfekcji rąk. Podobał mi się sposób wydawania śniadania w formie szwedzkiego stołu. Wszystkie produkty były podawane przez bardzo sympatyczną i pomocną obsługę kelnerską, a goście hotelowi stali w niewielkiej kolejce, zachowując bezpieczne odległości.

Podsumowując, pobyt w Novotel Wrocław City przyniósł nam nie tylko dużo przyjemności i relaksu, ale co równie ważne – poczucie bezpieczeństwa, jak w domu.

I choć na miejscu spędzało się czas miło i wygodnie, to oczywiście każdego dnia ruszaliśmy na podbój stolicy Dolnego Śląska. W tym roku staraliśmy się zobaczyć inne, nowe miejsca niż podczas ostatniej wizyty, o której możecie przeczytać tutaj.

A co w tym roku zwiedzaliśmy we Wrocławiu?

  1. Ostrów Tumski

Cudowne, klimatyczne miejsce w samym centrum Wrocławia, na które dostaliśmy się przechodząc przez Most Tumski. Jest to najstarsza, zabytkowa część miasta z urokliwymi uliczkami i zaułkami. Pierwszego dnia dotarliśmy tu późniejszą porą i czekaliśmy na zachód słońca. Wtedy to zapalane zostają liczne tradycyjne gazowe latarnie i dopiero robi się nastrojowo.

  1. Wrocławski Latarnik

Gazowe latarnie codziennie tuż przed zmrokiem zapalane są przez najprawdziwszego latarnika w czarnej pelerynie i meloniku. Jest to super atrakcja, na którą nie tylko my liczyliśmy. Na tajemniczego pana przed katedrą czekała niemała grupka turystów. Gdy tylko się pojawił i zapalił pierwszą latarnię, wszyscy w ciszy, by nie przeszkadzać mu w pracy, ruszyli za nim. Nam to podążanie ludzi za idącym latarnikiem skojarzyło się z filmem Forrest Gump 😉. Latarnik każdego dnia pokonuje taką samą trasę — przemieszcza się na Plac Katedralny i zapala tamtejsze latarnie, potem przechodzi dalej w boczne uliczki. Jeśli chcecie spotkać latarnika z Ostrowa Tumskiego, wybierzcie się na spacer tuż przed zmrokiem, wtedy zaczyna on swój obchód, który trwa około godziny.

  1. Panorama Wrocławia z wieży katedry pw. św. Jana Chrzciciela

Podczas ostatniego naszego pobytu oglądaliśmy panoramę miasta z Mostku Pokutnic w kościele św. Marii Magdaleny na rynku (45 m wysokości). Tym razem wjechaliśmy windą na taras widokowy na wieży katedry pw. św. Jana Chrzciciela również na Ostrowie Tumskim (97 m wysokości). Warto, bo widok naprawdę robi wrażenie. Polecam sprawdzić, w jakich godzinach można skorzystać z tej atrakcji. Bilet rodzinny (rodzice plus dziecko) to koszt 24 zł plus 7 zł za każdą następną pociechę.

  1. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego

Leniwe niedzielne popołudnie spędziliśmy w ogrodzie botanicznym. Niesamowite jest to, że będąc w centrum miasta, zostawiliśmy jego zgiełk i przekraczając bramę, znaleźliśmy się nagle w zielonej, cichej oazie. W ogrodzie naprawdę można się wyciszyć i odpocząć wśród ferii kolorów, zapachów, czy szumu pluskającej wody. Na terenie ogrodu usytuowano różne ławki, stoliki – gdzie można usiąść, zrelaksować się, czy coś przekąsić. Można tak siedzieć i siedzieć, wsłuchując się w odgłosy przyrody lub własne myśli. Z ogrodu botanicznego przywieźliśmy sobie słodką pamiątkę — słoik miodu lipowego.

Koszt biletu rodzinnego to 40 zł.

  1. Kolejkowo

Jesteśmy ze Śląska, więc nieraz odwiedzaliśmy Kolejkowo w Gliwicach, wrocławskie – zwiedzaliśmy pierwszy raz i oczywiście zauroczył nas ten miniaturowy świat. Pochylaliśmy się nad każdą scenką, by dokładnie przyjrzeć się najdrobniejszym szczegółom oraz wyłapać humorystyczne detale. W Kolejkowie co jakiś czas na kilka minut zapada zmrok – oświetlenie ściemnia się, zapalają się latarnie i światła w oknach domów, kamienic oraz… znicze na cmentarzu. Można wtedy podglądnąć co dzieje się we wnętrzach sklepów, różnego rodzaju zakładów, hoteli i mieszkań. We wrocławskim Kolejkowie przy wielu ekspozycjach znajdują się przyciski, które uruchamiają przeróżne dodatkowe funkcje, np. włączają telewizor w jednym z domów, odblokowują dźwig czy uaktywniają dźwięki zwierząt. Swoje miejsce znalazły tam lokalne perełki architektoniczne – m.in. Dworzec Świebodzki, kamienice wrocławskiego rynku, obserwatorium meteorologiczne na Śnieżce, Karkonoskie Tajemnice w Karpaczu.

Było super, zresztą to jest taka atrakcja, gdzie zawsze doskonale bawią się duzi i mali.

Dorosły za wstęp zapłaci 23 zł, a dziecko – 17 zł.

  1. Stary Cmentarz Żydowski

Z naszej trójki to najbardziej mi zależało na zobaczeniu tego szczególnego miejsca. Bardzo żałuję, że nie udało nam się zarezerwować oprowadzenia z przewodnikiem, które odbywa się tylko raz w tygodniu, w niedzielę o godzinie 10.00 i z racji pandemii liczba miejsc ograniczona jest do 20. Zwiedziliśmy go na własną rękę (bilet rodzinny to koszt 30 zł).

Cmentarz z wszystkich stron otoczony jest wysokim murem. Przekraczając bramę, cofamy się do XIX wieku, znika dźwięk samochodów przejeżdżających nieopodal. Zieleń – drzewa, paprocie, bluszcze tworzą jego wyjątkowy nastrój. Większość nagrobków ma kształt pionowych płyt, znajduje się tu także wiele pięknych pod względem architektonicznym grobowców rodzin, które przede wszystkim usytuowane są przy murach nekropolii. Cechą charakterystyczną żydowskich cmentarzy są symbole na pomnikach związane z zawodem zmarłego, charakterem śmierci, wiekiem. Pochowanych tu jest wiele znanych Żydów nie tylko z Wrocławia, ale i z różnych części Europy. Jeśli interesują Was takie miejsca, Muzeum Sztuki Cmentarnej na pewno zrobi na Was wrażenie.

  1. Ogród Ossolineum

To miejsce na mapie Wrocławia, które łatwo przeoczyć, a znajduje się w ścisłym centrum miasta, więc szkoda tam nie wdepnąć na chwilkę. Ten barokowy ogród mieści się na dziedzińcu Ossolineum, tworzą go przystrzyżone żywopłoty oraz marmurowe zdobienia. Można tu usiąść na jednej z ławek i odpocząć. Ogród o 20.00 jest zamykany, ale można go podziwiać przez bramę od ulicy Szewskiej, gdyż jest pięknie podświetlony latarniami. Wejście jest darmowe.

Jeżeli chodzi o nasze wrażenia, to znowu mamy uczucie, że nasze nogi muszą jeszcze we Wrocławiu zawitać. Oprócz zwiedzania nowych miejsc, znowu odwiedziliśmy rynek, zoo i fontannę multimedialną. Przywieźliśmy piękne wspomnienia oraz mnóstwo zdjęć.

Mimo że robiliśmy kilkadziesiąt tysięcy kroków dziennie, to i tak wiele miejsc, jeszcze zostało przez nas nieodkrytych. Mam nadzieję, że ta oraz moja wcześniejsza relacja zachęci Was do odwiedzenia stolicy Dolnego Śląska.

Bardzo dziękujemy Novotel Wrocław City za zaproszenie. Gdybyśmy przyznawali swoje gwiazdki, Hotel otrzymałby komplet rekomendacji!

 

Zdjęcia: Basia Heppa-Chudy

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Podróże 31 lipca 2020

Władysławowo 2020. Byłam, widziałam. Internet kłamie!

Gdybym się słuchała radia, telewizji i internetu, to tegoroczne wakacje spędziłabym w domu. Rzekomo nad morzem, a we Władysławowie szczególnie, miało być tłoczno, drogo i zimno. Jak było? Jak zwykle – za krótko! 

 

Władysławowo 2020 – noclegi 

Nie umiem powiedzieć, czy ceny różnią się od zeszłorocznych. Ja zapłaciłam tyle samo co rok temu i tyle samo zapłacę za rok. Cena wynegocjowana, pokój typu studio już się buduje, za rok ma na mnie czekać. To efekt nocowania od trzech sezonów w tym samym miejscu. No i uroku osobistego naszej rodziny oczywiście ;-) Za jedną osobę płacę 40 złotych, ale pobyt trwa dłużej niż tydzień. Gdyby było mniej dni, to cena byłaby wyższa. 

Internet twierdzi, że ceny noclegów w pokojach gościnnych zaczynają się od 35 zł. Nie wiem, ile w tym prawdy. Za to wiem, że domek przy plaży w miesiącach wakacyjnych kosztuje 400 zł za dobę, więc ten… da się tanio, da się drogo, zależy kto czego i jak szuka. 

Drogie jedzenie? No bez przesady! 

Ten, kto wypisuje w sieci, że we „Władku” nie da się tanio zjeść, chyba tam nie był. Ewentualnie ma nadmorski biznes gdzie indziej i chce wykosić konkurencję. W smażalni, w której ja się stołuję, codziennie była oferta obiadu za 20 złotych. Podobne propozycje widywałam w innych miejscach. Przy czym obiad to była zupa dnia, jakieś mięso z ziemniakami i surówką oraz kompot. Za ryby płaci się więcej, ale… niewiele więcej. Za zestaw z dorszem, frytkami i surówką płaciliśmy 26 złotych. Najdroższy był chyba halibut – 31 zł za zestaw. Przy czym były to naprawdę spore ryby, a nie ilości symboliczne. Pizza wegetariańska, całkiem spora – 20 złotych. Zestawy śniadaniowe to koszt rzędu kilkunastu złotych. Ceny w sklepach spożywczych standardowe. 

Drogo jest w miejscach najbardziej obleganych, czyli fast foodach. Za zapiekankę trzeba zapłacić 17 złotych, przynajmniej tam, gdzie ja kupowałam. Ponoć kebab też jest drogi, tego nie wiem. Za to wiem, że piwo w smażalniach podrożało bardzo i to ono winduje rachunki. 

Gofry (nie zjeść gofra nad morzem to grzech!) kosztują od 4 złotych za suchy do bodaj 14 za najbardziej wypasiony, czyli z bitą śmietaną i owocami. Mój kosztował 13, ale widziałam miejsca, gdzie było drożej. 

Drogo jest na plaży u tych chłopaków, co chodzą i krzyczą, że mają popcorn, gotowaną kukurydzę, mrożoną kawę, naczosy i inne bzdury. Sałatka owocowa, która mieści się w kubku na koktajl, kosztowała 12 złotych i składała się głównie z pokrojonego w kostkę arbuza. Za naczosy także musiałam dać 12 złotych. Wniosek? Na plażę trzeba chodzić z własnym jedzeniem. 

Domyślam się, że w restauracjach, w których kelnerzy noszą fraki, też nie jest tanio, ale tylko się domyślam, bo tam nie bywałam. 

W barze, w którym ja jadałam, dezynfekowano stoliki po każdym gościu. Dodatkowo przy wejściu wisiał pojemnik z płynem do dezynfekcji. Kelnerzy nosili maseczki. O innych barach, smażalniach i jadłodajniach ciężko mi się wypowiadać, ale obstawiam, że też dezynfekują. Jeśli nie z potrzeby serca i dla bezpieczeństwa, to z obawy przed zamknięciem obiektu przez Sanepid :P 

Władysławowo 2020 – plaża 

Plaża jak plaża. Czysta, posprzątana, zadbana. Ratownicy na miejscu. Czy jest tłok? Moim zdaniem rok temu był większy. Faktycznie są ludzie na plaży, są i w wodzie, ale o miejsce na plaży jest łatwo, nawet blisko wody. Nie ma ścisku. Podobnie jest na ulicach. Są ludzie, owszem, ale mam porównanie do lat ubiegłych i wiem, że w tym roku rekord frekwencji nie zostanie pobity. Gospodarze, u których mieszkałam, mówili, że to nie jest dobry sezon i to mimo tego, że nie wszyscy właściciele pokojów gościnnych w tym roku je wynajmują. Po prostu nie przyjechało tyle ludzi co zawsze. 

Czy plażowicze zachowują zalecany dystans? Nikt się o to specjalnie nie stara, ale parawany robią swoje. Te dwa metry odległości od koca do koca jednak są. Raz tylko nam się zdarzyło, że ktoś się położył tuż za naszym parawanem, wręcz do niego przytulił. Bardzo się zdziwił, jak go zwijaliśmy :P 

Wypożyczalnie leżaków działają normalnie, gdyby to kogoś interesowało. Na plaży w Chłapowie (dzielnica Władysławowa) były darmowe Toi-Toi’e. Informacja dla stałych bywalców: nie da się wejść na plażę przez Centralny Ośrodek Sportu. 

Niemniej ogólnie ludzi jest sporo i nie wszyscy noszą maseczki w sklepach, a na ulicy i plaży to praktycznie nikt. Jeśli zależy Wam na pandemicznej izolacji, to jednak omińcie Władysławowo. 

Nad morzem jest zimno? No nie we Władysławowie!

Okej, okej, upałów faktycznie nie było. Takich prawdziwych upałów, od których się umiera z gorąca nawet na plaży i bez parawanu. No nie było. Ale było ciepło, a w słońcu nawet bardzo ciepło. Ja przemierzałam miasto w krótkich spodenkach i nie stroniłam od plaży. I nawet się opaliłam! 

Zdradzę Wam tajemnicę. Nad morzem może być nawet 18°C, byle świeciło słońce. I wtedy jest naprawdę ciepło. Ja przy takiej pogodzie pływałam. 

Jak nie ma słońca to faktycznie – morze tylko dla amatorów i miłośników Bałtyku. Tak. Macie rację. Dla mnie. A jak do kompletu wieje, to jest bardzo zimno i trzeba mieć kurtkę na plaży. Co nie znaczy, że nie weszłam do wody. Oczywiście, że weszłam i to nawet z syrenką. I powiem Wam jeszcze, że ten moment, kiedy nade mną zamknęła się fala, był wart tej odwagi i przełamania pierwszego wrażenia, że zaraz zamarznę. Tak naprawdę będę za tym uczuciem tęsknić cały rok. Fala na twarzy to jest to, mówię Wam! I co tam zimno, co tam chmury :P 

Władysławowo 2020 – atrakcje 

Mam zamiar napisać o tym obszerniej, więc tu tylko wspomnę. W mieście naprawdę jest co robić, nawet jak nie ma pogody. Niestety tu warto chwilami złapać się za kieszeń, bo różnorakie atrakcje są drogie. No ale to atrakcje, można, ale nie trzeba. Z tańszych mogę polecić Muzeum Iluzji i Muzeum Motyli w Domu Rybaka. Za taras widokowy też warto zapłacić, aczkolwiek na górny poziom nie zostaniecie wpuszczeni. Kwarantanna :-( 

Zdjęcie: Pixabay 

 

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Małgorzata
Małgorzata
3 miesięcy temu

Jesteśmy we Wladku, to kolejny nasz pobyt. Ludzi wydaje mi się, że mniej niż w latach poprzednich, ceny jak zawsze, zależy kto co chce robić i gdzie jeść, pogoda dzisiaj słaba, zimno i trochę deszczu, ale to uroki polskiego morza, mimo wszystko jest super, urlop, plaża, odpoczynek. Pozdrawiam, zgadzam się z autorką powyższego tekstu.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close