Prezent last minute dla dziecka

Prezent last minute dla dziecka


Mirella

21 grudnia 2018

To nie jest lista prezentów dla Waszych dzieci, bo te na pewno już dawno kupiliście. Raczej nie znajdziecie tu nic oryginalnego. To jest lista na wypadek, gdyby nagle, wręcz w ostatniej chwili, okazało się, że odwiedzi Was dziecko, którego kompletnie nie braliście pod uwagę. Myślicie, że to niemożliwe? Mnie to spotkało trzy lata temu.

  1. Klocki

Obojętnie jakie. Klocki nie wyjdą z mody chyba nigdy. Nie musi to być od razu mega duży zestaw Lego, który do najtańszych nie należy. W każdym przyzwoitym sklepie z zabawkami znajdziemy przynajmniej jedną półkę, na której królują klocki. Bezpieczniejszym wyborem są klocki drewniane, ale to te plastikowe dają większe możliwości budowy zaawansowanych konstrukcji. Z drugiej strony – drewniane dopasują się do każdego zestawu, jakie dziecko ewentualnie już ma, z plastikowymi może być gorzej.

  1. Tablica magnetyczna z literkami

Idealny prezent dla przedszkolaka. Magnetyczne literki zachęcą dziecko do nauki, wprowadzą w tajniki budowania słów, manipulowania drobnymi przedmiotami i dadzą masę frajdy. Nawet jeśli dziecko ma już coś takiego, to z literkami jest tak, że im więcej, tym lepiej. Jak nie będą się mieścić na jednej tablicy, zawsze można się przenieść na lodówkę.

  1. Książka

Książki są wieczne. Jeśli kompletnie nic nie wiemy o zainteresowaniach dziecka, najbezpieczniej postawić na klasykę. Brzechwa i Tuwim zawsze w modzie. Innym dobrym rozwiązaniem jest celowanie w nowości, których przed świętami wychodzi całkiem sporo. Przynajmniej będziemy mieć pewność, że nie zdublujemy żadnej pozycji.

  1. Puzzle

Coś, z czego się nie wyrasta. Ja tam skakałabym do góry, gdyby ktoś mi podarował mega duże puzzle i do tego ze dwa tygodnie wolnego. Z dziećmi bywa różnie, nie wszystkie kochają układanki, ale puzzle mają w sobie jakąś magię. Jeśli nie tradycyjne, to świetnie sprawdzą się puzzle 3D. Każda dziewczynka chętnie złoży domek dla lalek, a chłopiec nie pogardzi samochodem. Trójwymiarowe puzzle lepiej sprawdzą się w przypadku dzieci, które już chodzą do szkoły.

  1. Lampka-projektor

Nawet jeśli dziecko już ma lampkę nocną, to lampka, która potrafi wyczarować na suficie gwiazdki, serduszka albo bohatera bajki na pewno skradnie jego serce. Rodzice też będą nam wdzięczni. Zachwycone efektami dziecko szybciej i chętniej będzie kładło się spać.

  1. Duży ręcznik kąpielowy z bohaterem bajki

Zamiast bajkowego bohatera może być inny uniwersalny wzór. Psy kochają zarówno chłopcy, jak i dziewczynki. Z ręcznikami jest jak ze szklankami, nigdy za dużo.

  1. Koraliki do nawlekania

Prezent dla dziewczynki powyżej pięciu lat. Żadna nie oprze się koralikom i możliwościom, jakie one dają. Naszyjniki i bransoletki będą produkowane wręcz taśmowo! Nie tylko wszystkie kobiety w rodzinie, ale nawet lalki zostaną obdarowane! Koraliki sprzedawane są w bardzo różnych kolorach i kształtach. Mnie na przykład zachwyciły stópki, które Duśka dostała przy jakiejś okazji.

  1. Kolejka

Prezent dla chłopca do dziesięciu lat. Nie wiem, na czym to polega, ale nie ma chłopca, który oprze się urokowi kolejki. No po prostu nie ma. Tory można łączyć w dowolny sposób i dzięki temu zabawa nigdy się nie nudzi. Pole do popisu dla dziecięcej kreatywności. A i tatuś dziecka będzie Wam wdzięczny. Z miłości do kolejek dziwnym trafem się nie wyrasta.

  1. Robot solarny

Stosunkowo nowa, ale na pewno zachwycająca zabawka. Klocki, jakich nie znacie. Najpierw trzeba złożyć robota z klocków, następnie poczekać, aż silnik naładuje się za pomocą panelu solarnego. Potem robot zacznie się ruszać, jak prawdziwy. Robot to pojęcie umowne, raz będzie człekokształtny, innym razem będzie przypominał samochód albo pojazd kosmiczny. Z jednego zestawu klocków można stworzyć różne modele robota.

 

Powyższe propozycje mają dwie wspólne cechy, dostaniecie je bez trudu i są względnie tanie. Nie zapłacicie więcej niż kilkadziesiąt złotych.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Po świętach wyrzucamy najwięcej jedzenia! Jak nie popełniać tego grzechu?

Po świętach wyrzucamy najwięcej jedzenia! Jak nie popełniać tego grzechu?


Basia Heppa-Chudy

18 grudnia 2018

Po świętach bardzo duża część potraw wyląduje w koszach na śmieci. Pomyślałam więc, że dziś jest dobry moment, by poruszyć ten temat i podzielić się z Wami sposobami, by nie wyrzucać żywności. Podobno statystyczny Polak w ciągu roku marnuje ponad 200 kg pożywienia. Czy to możliwe? Zastanówcie się, czy sami w ciągu ostatniego tygodnia nie wyrzuciliście czasem jakiegoś jedzenia?

Jak uniknąć takich przykrych sytuacji?

  1. Nasz grzech – kupowanie za dużo jedzenia.

Dobrze jest zaplanować świąteczny jadłospis rodziny i przed wyjściem do sklepu przygotować listę zakupów. Przemyślane racjonalne zakupy i niekupowanie na zapas pod wpływem kuszących promocji, to już połowa sukcesu.

  1. Nasz grzech – przygotowanie jedzenia dla pułku wojska.

W pewnej części winna jest tradycja, która nakazuje nam suto zastawić świąteczny stół. Czy to naprawdę jest konieczne? Ograniczmy menu i starajmy się oszacować, ile jedzenia naprawdę potrzebujemy i przygotujmy tyle, ile trzeba. Przecież ile można zjeść?

  1. Nasz grzech – złe przechowywanie jedzenia.

Warto dowiedzieć się, jak przechowywać dane produkty, by jak najdłużej zachowały swoją świeżość. Sprzymierzeńcem jest lodówka – do niej wkładajmy potrawy, których akurat nie jemy, niech nie stoją długo w temperaturze pokojowej. Czy wiecie, że aby czosnek nie wysuszył się na wiór, należy go trzymać w zamkniętym słoiku, w suchym i ciemnym miejscu? A pomidor najlepiej przechowywać w temperaturze pokojowej?

  1. Nasz grzech – przegapienie terminu przydatności do spożycia.

Regularnie porządkujmy lodówkę i kuchenne szafki, wtedy wiemy co mamy i jaka jest data ważności produktów, które mamy w domu. Wkładając zakupy do szafek, ustawiajmy je z tyłu, nie zastawiając produktów z krótszą datą przydatności do spożycia.

  1. Nasz grzech – niewykorzystywanie resztek jedzenia

Starajmy się zużyć dany produkt do końca – np. poszukać w Internecie inspiracji, do czego można go jeszcze wykorzystać. Podzielmy się jedzeniem z rodziną albo oddajmy w miejscach do tego przygotowanych, w tzw. jadłodzielniach (zazwyczaj dotyczy to produktów zapakowanych i nieprzeterminowanych). Część świątecznych potraw możemy zamrozić, gdy są jeszcze całkiem świeże – mięsa (surowe i przetworzone), pierogi, bigos, kapusta, chleb itp.

Przygotowując się do świąt, pamiętajmy o tych rozwiązaniach. A ja Wam życzę, abyście nie mieli problemu ze zmianą nastawienia, że bez dużej ilości jedzenia święta stracą swój urok.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Sprawdzone sposoby na ratunek od kulinarnej katastrofy

Sprawdzone sposoby na ratunek od kulinarnej katastrofy


MamaDobraRada

16 grudnia 2018

Nawet najlepszemu mistrzowi kuchni zdarzają się różne wypadki. Przesolona zupa lub przypalona potrawa wcale nie są rzadkością zarezerwowaną dla żółtodziobów. Każdy z nas może się o te kilka minut za długo zaczytać w książce lub wciągnąć w film, czy zagadać się przez telefon. A wtedy od zajęć odrywa nas dopiero  nieprzyjemny zapach zbyt długo przetrzymanej na ogniu potrawy.

I co wtedy? Zdecydowanie szkoda wylewać całego garnka zupy tylko dlatego, że zbyt hojnie została posolona. Szkoda również wyrzucać od razu przypalonego kurczaka, choć zapewne  czuć go nieprzyjemnie. Na takie wypadki są sprytne rady, które warto wykorzystać, próbując ratować trudną sytuację.

Za dużo soli?

Przesoloną potrawę można ratować na kilka sposobów. Ja zawsze dodaję surowego ziemniaka przekrojonego w pół, którego usuwam z zupy, gdy staje się miękki. On doskonale wchłania sól i nie pozostawia po sobie posmaku. Zamiennie, jeśli akurat nie mam ziemniaka pod ręką, sięgam po makaron lub ryż w torebce – ale z tym ryżem jest ryzyko, że jego smak przedostanie się do zupy.

Przesoloną potrawę można również ratować włożeniem do zupy pajdy chleba, który wciąga nadmiar soli, jednak trzeba uważać, żeby chleb się nie rozpadł. Innym sposobem jest dorzucenie kawałka jabłka lub odrobiny cukru, aby zniwelować słodyczą słony smak, jednak nie każda potrawa przyjmie dobrze takie rozwiązanie –  mix smaków może być rozczarowujący.

Za ostro?

Zbyt duża ilość ostrych przypraw może uczynić potrawę wręcz niejadalną. Można próbować załagodzić ostrość dodaniem śmietany, jogurtu lub mleka (to mój ulubiony sposób). Można dodać troszkę soku z cytryny (limonki), odrobinę cukru lub miodu, czy też – jak robi moja przyjaciółka –  dolać sok z pomidora lub ketchup. Dodanie do jeszcze gotującej się potrawy pokrojonej marchewki również złagodzi ostry smak. Najprościej, o ile to np. zupa, dodać wodę lub łagodny bulion, by rozcieńczyć nadmiar przypraw.

Przypalone jedzenie?

W przypadku, gdy zupa została przypalona, trzeba przelać ją do innego garnka, dorzucić do niej pokrojoną na pół cebulę i ugotować, by wyciągnęła nieprzyjemny posmak spalenizny. Cebulę wyrzucamy. To się sprawdzi także w przypadku sosu.

Gdy akurat przypali się mięso, trzeba odciąć przypalony fragment, a resztę obłożyć aromatycznymi przyprawami i dusić we własnym sosie, w świeżym naczyniu. Jeśli sosu własnego brak, można sięgnąć po gotowca z torebki.

Gdy przypali się bigos lub gołąbki, nie ma tu innej rady, jak nie mieszać, tylko zdjąć nieprzypaloną górę i przełożyć do innego garnka, dalej gotując.Trzeba uważać, by nie naruszyć i nie przełożyć przypalonych części, bo wtedy nieprzyjemny smak zostanie.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Przekupiłam moje dziecko i nie żałuję

Przekupiłam moje dziecko i nie żałuję


Mirella

14 grudnia 2018

Nie jestem zwolenniczką przekupywania dzieci. Hasło „daj cioci buziaka, to dostaniesz lizaka” nie padło z moich ust nigdy. Zawsze mi się wydawało, że można wytłumaczyć, wynegocjować, dogadać się. No ale… teoria teorią, a życie życiem?

– Dziecko kochane, ale wiesz, że ten wycisk musisz mieć zrobiony? Że to ważne?

– No tak wiem, ale jak będzie bolało, to co?

– Bez przesady, nikt ci wiercił w zębach nie będzie.

– Ale włożą mi do buzi taką łyżkę z czymś. A jak to będzie truskawkowe?

– Nie będzie, przecież wiesz, jakie będzie. Pani Magda ci pokazywała. Miękkie i chłodne. Malinowe. Nie masz się czego bać. Nie poparzy cię. Będziesz dzielna?

– Nie będę.

 

I tak cały miesiąc. Wizyta u ortodonty zbliżała się wielkimi krokami, a dziecko nie wykazywało chęci współpracy. Prywatnie to nawet ją rozumiałam, ale służbowo, jako mama musiałam zrobić wszystko, żeby ta wizyta była owocna. Czyli po prostu, żeby dziecko dało sobie zrobić wycisk.

Obejrzałyśmy filmiki na YouTube, porozmawiałyśmy, poczytałyśmy opinie w internecie, a opór jak był, tak nie chciał sobie pójść. Ratunku pomocy!

 

Odstawiłam na bok swoje wszystkie niezłomne zasady.

– Dziecko kochane. Jak dasz sobie zrobić ten wycisk, możesz wybrać nagrodę.

– Jaką chcę?

– No, tylko żeby mnie było stać.

– No dobra, to do Anglii nie pojedziemy. Ale pójdziemy do Biedronki, tam są te takie fajne.

– Dobrze. Jak sobie dasz zrobić wycisk, to pójdziemy do Biedronki i kupimy te takie fajne.

Wolałam nie wnikać, co to jest takie fajne. Uznałam, że kosze w Biedrze są na tyle niedrogie, że będzie mnie stać. Zresztą na ten cel byłam w stanie przeznaczyć całkiem sporo. Cel uświęca środki. Jednak Anglia to faktycznie przesada, no i dziecko nie ma paszportu ani dowodu, nie byłoby to takie proste.

Nie przekupuję Duśki na co dzień, właściwie musiałabym się dobrze zastanowić, czy kiedykolwiek to zrobiłam. W moim przekonaniu jak dziecko coś musi, to musi i tyle. Nie ma nagrody za zjedzenie obiadu. Zresztą… Na takie akcje to akurat Duśka jest odporna. Już jako pięciolatka na propozycję zjedzenia buraczków w przedszkolu za nagrodę odpaliła: „Ale ja nie potrzebuję nagrody”. Tym razem chwyciłam się ostatniej deski ratunku i na szczęście zadziałało.

To nie jest tak, że moje dziecko nie rozumiało, dlaczego musi iść do ortodonty i co będzie, jak nie pójdzie. Bardzo dobrze rozumiało, że to się może skończyć nawet powypadaniem zębów. Tylko pół roku to tak długo… po co się martwić tym, że za pół roku sytuacja będzie krytyczna? I po co się cieszyć, że za rok będzie miało super uśmiech? Przecież to tyle czasu, że jeszcze ze dwie epoki lodowcowe mogą się przytrafić. Dla dzieci miesiąc to już jak tysiąclecie, a co tam półrocze. Tymczasem te takie fajne z Biedry miały być już. Tu i teraz. Natychmiast jak tylko wyjdziemy. Namacalne, dostępne od razu. Dla takiego efektu warto trochę pocierpieć.

Tak właśnie działają dzieci. Jeśli pozytywny skutek pojawi się natychmiast, to są skłonne do współpracy. I czasem ten fakt można wykorzystać. Czasem. Bo jak zaczniemy to robić codziennie, to w sytuacji naprawdę krytycznej dziecko samo wytrąci nam broń z ręki, mówiąc: “Za nic tego nie zrobię”. Bo też i faktycznie, jeśli wszystkie fanty oddamy za zjedzenie obiadu, odrobienie lekcji, nauczenie się do klasówki, bycie grzecznym u cioci, to co nam zostanie w naprawdę ważnych sprawach?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku