Dom 18 marca 2014

Zalany sąsiad

Dzwonek do drzwi, najpierw jeden, za chwilę kolejne. Trudno, odstawiam dziecko od piersi wyzywając w duchu tego, kto mi tak upierdliwie do drzwi się dobija. Szybki rzut okiem w judasza, otwieram patent, a tu sąsiad…

– Dzień dobry sąsiadko, a nie cieknie u was przypadkiem? Łazienkę mi zalało…

Patrzę jak na dziwnego, dziecię oderwane od piersi mruczy z niezadowolenia.

– Nic nie wiem w temacie, wydaje mi się że jest ok, ale sprawdzę. W łazience, tak?

Drzwi otwarte, robi się przeciąg, dziecko mruczy. Patrzę z przerażeniem po mieszkaniu a tu jak po przejściu tornada. Do diaska nie miałam kiedy posprzątać, to znaczy miałam, ale wolałam położyć się z małym.

– Niech sąsiad wejdzie, tylko ostrzegam jeszcze dziś nie sprzątałam.

Od razu po głowie kołacze się myśl “idiotko, trzeba było się nie odzywać, może nie zauważy”. No pewnie, to skrzypienie piachu pod kapciami, bo kuźwa mąż był rano z psem na łące i tonę piachu naniósł a do tego suche liście nie wiadomo skąd, skoro wiosnę już mamy. Szybki rzut okiem w lewo – jedną ręką przymknęłam drzwi do sypialni, akurat przez szybę nic nie widać. Szybki rzut okiem w prawo… Fuck, mogłam trzymać gościa na korytarzu, bo w salonie to miałam już wszystko na podłodze, łącznie z pieluchą, ale kiedy do jasnej Anielki miałam się jej pozbyć, skoro młody od razu do cyca po spaniu??? Sąsiad wszedł i widziałam kątem oka jak się rozgląda po tym syfie… Mi aż gorąco, nic że go zalaliśmy, nic że szkody, za to trauma, że ja, swojska wersja Perfekcyjnej Pani Domu, raz kiedyś poszłam spać i nie ogarnęłam chaty. A teraz mam za swoje. Syf, kiła i mogiła.

Dziecko zaczyna płakać głodne i wystraszone, sąsiad oferuje się, że zanurkuje w otchłań pajęczyn w zabudowanym pionie (nie wierzę że ktokolwiek sprząta w tym betonowym zaułku).

– To może pierwsza zerknę.

Jasne. Patrzę i nie wiem gdzie i na co mam patrzeć. Sąsiad przezorny, ma latarkę, trudno niech nurkuje.

– No nie wiem… nie widzę… aha! Jest, widzi pani skąd tak cieknie?

Dalej nie widzę niczego. Ale jak sąsiad widzi to znaczy że ja się nie znam, bo on facet to zna się na pewno na rurach i ciemnej otchłani.

– Zakręcę u pani zimną wodę bo u nas dalej leci i trans…. (coś tam) mi spaliło, a jakby nie było nas w domu to wszystko mogłoby pójść z ogniem.

Boże, niedobrze! Padł na mnie blady strach przed pokryciem szkód z własnej kieszeni  i przylgnięciem miana podpalaczki. A może zatapiaczko – podpalaczki. A ci sąsiedzi to takie miłe ludzie są. I dzieci skaczące nad głowami nie przeszkadzają, i zawsze kilka zdań zamienią. W niczym mi nie wadzą, a ja ich topię i podpalam. Dziecko na ręku już nie mruczy, nawet nie płacze, wyje. Spojrzał  na sąsiada i drze się z przerażenia. Jeszcze tego brakowało…

– Wie pan, przykro mi że tak się stało, złośliwość rzeczy martwych, zadzwonię do męża, jak wróci z pracy od razu do pana podejdzie bo ja się zupełnie na tym nie znam.

– Nie trzeba, bo pani wie, że to w pionie, ( co z tego, że wiem jak nie kumam do końca) tylko trans…. (coś tam) spalone….

– Dobrze, to ja poproszę męża….

W tył zwrot, dziecko łka, sąsiad do drzwi, dziecko płacze jakby ciszej. Jeszcze na odchodnym, sąsiad zwraca się do malucha:

– Nie płacz, ja ciebie nie zauroczę, bo co jak co ale paznokcie to mamusia ma ładnie zrobione, czerwone…

No tak, w chacie syf, dziecko głodne się drze, zapach zupy rybnej i zużytej pieluchy roznosi się po mieszkaniu, ale na paznokcie miała czas… Czy może być piękniej? Ano, może… Nie dodzwoniłam się do ślubnego, więc jeszcze nie wiem, ile godzin spędzę bez bieżącej wody w kranie. Ne zapytam więcej, czy może być jeszcze piękniej :P

Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 lat temu

A czy było piękniej? A było- przyszła tez sąsiadka :P

Magda
Magda
6 lat temu

A woda w kranie już jest? I tak to czasem bywa w życiu, porządki odkładamy na później a ktoś przychodzi w nieodpowiednim momencie…. Moja teściowa złego słowa nie powie odnośnie mojego wychowywania dziecka wręcz przeciwnie jeszcze chwali ale co do moich porządków w domu to często ma zastrzeżenia, nie to żebym nie sprzątała ale czasem naprawdę są takie dni gdzie człowiek nie ma już sił po całym dniu i zwyczajnie w świecie chce choć chwilę odpocząć zamiast sprzątać w kółko to samo …. :)

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 lat temu
Reply to  Magda

Woda była, ale ciepła, zimna do czasu naprawy była tylko marzeniem. A co do „tymczasowego bałaganu” to chyba nie ma osoby która zawsze byłaby gotowa przyjąć najdziwniejszych gości, tym bardziej z dziećmi pod ręką. Niby nie ma co się przejmować, ale zawsze lekki wstydek i myśl że czemu akurat teraz coś lub ktoś się dzieje pozostaje.

Milena Kamińska
Milena Kamińska
6 lat temu

:-) super tekst z życia wzięte, jestem osobą która nie lubi bałaganu, staram się sprzątać na bieżąco ale tego jednego dnia było inaczej gdy: – dzieci z salonu zrobiły sobie sale zabaw,( pozwoliłam na to bo źle się czułam a one było cicho) , -stos naczyń w zlewie, – sterta prania do prasowania -nierozpakowane zakupy ja w samej bieliźnie leżę na łóżku i odpoczywam .Nagle otwieram oczy i w moim salonie stoi jakaś zjawa, przeciez nikt nie pukał nikt nie mówił dzień dobry otwieram szeroko oczy a to sołtysowa za wodę zbiera , szok chwile pomyślałam – no ale przecież… Czytaj więcej »

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 lat temu

sołtysowa :D to zacna persona jest ;) teraz fama pójdzie „w miasto” że Milena nie tylko goła i wesoła, ale i pyskata ;)

Uroda 16 marca 2014

Mamo zabiorę cię do dentysty

Ząb mnie rozbolał. Nagle i złośliwie. I wrednie. Przecież dostał lekarstwo i miałam się zgłosić za tydzień! A tu już wczoraj wieczorem wiedziałam, że jest źle, gorzej – jest bardzo źle. Leki przeciwbólowe nie chciały współpracować. Noc przespałam z lodem na twarzy – cztery kostki lodu zawinięte w chusteczkę do nosa przynosiły ulgę na mniej więcej dwie godziny. Po tym czasie lód się topił i budził mnie koszmarny ból. Szłam do lodówki po nowy okład  i tak kilka razy w nocy.

No dobrze, noc się skończyła, coś by trzeba zrobić.

Udałam się do mojej przychodni. Bardzo miła recepcjonistka poinformowała mnie, że stomatolodzy będą dopiero po południu i na pewno któryś mnie przyjmie, przecież jestem z bólem. Po południu? Jak ja już po ścianach chodzę? Niby mogłam jeszcze kilka godzin pocierpieć, jakoś bym dała radę, ale w czym innym problem. Akurat mojemu mężowi wypadł dzień obowiązkowej wizyty w urzędzie skarbowym, nie ma zmiłuj, skarbówka spóźnień w składaniu deklaracji nie lubi. Nie wiem czemu, dziwna jakaś, no ale nie lubi, zaraz kary przywala. Gdzieś w głowie zahuczała mi świadomość, że po południu absolutnie nie mam z kim zostawić dziecka, nie mam i koniec. Sympatyczna pani Monika z rejestracji zaproponowała, że skseruje mi kartę i mogę spróbować w innej przychodni. Uczepiłam się tego pomysłu jak tonący brzytwy. O święta naiwności! W dwóch kolejnych przychodniach również usłyszałam, że lekarze będą po południu. Co oni się nagle wszyscy tacy drugozmianowi zrobili?! Zawsze musiałam zrywać się rano (przynajmniej z mojego punktu widzenia) marudziłam, że mogliby trochę później pracować i nagle co? Postanowili się do mnie dostosować? Wszyscy???

Wróciłam do domu i naradziłam z mężem. Nie bardzo było o czym dyskutować, decyzja mogła być tylko jedna, po południu zabieram Duśkę ze sobą. Jakoś to będzie…

Chwila na dygresję. Drogie przyszłe mamy, jeśli macie w swoim życiu jakiekolwiek niezałatwione sprawy czy to zdrowotne czy inne, załatwcie je teraz, nigdy nie zakładajcie, że “jakoś” to będzie. Tak naprawdę bardzo trudno to “jakoś” poukładać, jeżeli nie ma się kogoś pewnego do pomocy. Ja nie mam. Od początku wiedziałam, że będziemy zdani tylko na siebie i w sumie mnie to nie przerażało. Na co dzień jest w porządku, ale w sytuacjach ekstremalnych „jakoś to będzie” nabiera zupełnie innego wydźwięku. Planujecie wizytę u lekarza, w urzędzie, remont, przeprowadzkę, czy cokolwiek innego większego kalibru zróbcie to teraz, póki nie macie dzieci, żeby potem nie musiało być “jakoś”. I nigdy przenigdy nie zakładajcie, że Wasze dziecko będzie jak te słodziaki na reklamach pampersów, bo różnie w życiu bywa. Zdecydowanie lepiej wszelkie rewolucje życiowe przeprowadzić przed przylotem bociana.

Zapakowałam do torby pięć książeczek, Duśka wzięła w rękę ulubionego (akurat tego dnia ulubionego, bo to się zmienia jak w kalejdoskopie) pluszaka, no i w drogę. Zazwyczaj to mama zabiera chore dziecko do lekarza, ale u mnie zawsze coś musi być inaczej niż standardowo. To Duśka zabiera mnie.

Nasza przychodnia jest nieduża, nie ma obszernej poczekalni, ale jest bardzo przytulna i przyjazna. Pod gabinetami lekarskimi mały stolik dla dzieci, dwa krzesełka, kartki, kredki, klocki i karty do gry „Zagadki Smoka Obiboka”. Atrakcji wystarczyło, aby dziecko nie nudziło się czekając. Miło, że pomyśleli, przecież to nie przychodnia dla dzieci, mali pacjenci czasem się zdarzają, ale są tu rzadkimi gośćmi.

No dobrze, ale przecież nie mogłam zostawić dziecka w poczekalni i sama wejść do gabinetu. Takiego zaufania do świata to ja nie mam, o nie!

I tu okazało się, że nasza przychodnia w pełni zasługuje na nazwę „Rodzinne Centrum Zdrowia”. Mną zajęła się pani stomatolog a moją córką jej asystentka. Posadziła dziecko przy swoim biurku, dała kartkę, udostępniła wszystkie mazaki jakie tam stały i … została zagadana na śmierć :D O tak, moje dziecko to potrafi. Głośno komentowała wszystko co rysowała, a wiadomo, że jak dziecko komentuje, to nie sposób nie reagować ;)

A ja? Kolejny rentgen, kolejna zagadka stomatologiczna. Ale ze mną to zawsze tak, im bardziej nietypowy przypadek tym większe prawdopodobieństwo, że to mnie się przytrafi. Tak do końca to nie wiadomo, który ząb i czy w ogóle ząb powoduje, ze boli mnie pół twarzy. No może ćwiartka – Prawa strona od żuchwy do kości policzkowej. Myślę, że podobnie bym się czuła gdybym dostała pięścią w twarz.

Moje leczenie jeszcze trochę potrwa, jutro ciąg dalszy, Duśka już umówiła się z panią Żanetą na kolejne wspólne rysowanie.

I taka refleksja mi się nasunęła – wybierając przychodnię trzeba brać pod uwagę nie tylko odległość od domu, dostępność lekarzy, ale i indywidualne podejście do pacjenta w ekstremalnych sytuacjach. No i taki drobiazg jak rejestracja pacjentów. W naszej przychodni odbywa się przez telefon, dla mnie wstawanie o piątej rano po numerek jest reliktem przeszłości, inne przychodnie nadal to praktykują. Skąd brać tyle zdrowia na chorowanie???

Ja już wiem, że wybrałam dobrze. A wybrałam przychodnię położoną w moim rejonie najdalej od domu.

Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Maćkiewicz
Anna Maćkiewicz
6 lat temu

Az mnie zab rozbolal panikara dentystyczna jestem

Mirella
Mirella
6 lat temu

To idź do dentysty zanim się dorobisz tak jak ja ;) Nie ma strachu, dają znieczulenie na NFZ ;)

Milena Kamińska
Milena Kamińska
6 lat temu

przypomniało mi się jak po porodzie zrobiła mi się zgorzel, wielki ból spuchnięta twarz ja na szczęście miałam z kim zostawić dziecko i pojechałam do stomatologa , niestety blisko mnie nie ma tak pro rodzinnej przychodni :-(

Mirella
Mirella
6 lat temu

Ja już teraz wiem, że mam ósemkę do usunięcia, bo za nią robi się jakaś dziwna kieszeń gdzie się radośnie gromadzą bakterie beztlenowe i to one mnie tak załatwiły. Czekam na następny wolny dzień męża i jadę na chirurgię szczękową.

Agnieszka
Agnieszka
6 lat temu
Reply to  Mirella

A nas spotkala troche przykra sytuacja ostatnio. meza strasznie rozbolal zab i pojechalismy wszyscy do przychodni bo i z dzieciakami akurat wtedy tez szlam do lekarza, a u dentysty z bólem oczywiście go przyjęli odrazu ale dowiedzieliśmy się że na fundusz robia tylko zęby do trójki za pozostałe trzeba płacić.

Mirella
Mirella
6 lat temu
Reply to  Agnieszka

Może zależy jak jest umowa podpisana? Za leczenie kanałowe rzeczywiście płaciłam, za plombę nie.

bezaczek7
bezaczek7
6 lat temu
Reply to  Mirella

„u mnie” na południu PL robią wszystkie zęby na nfz, ale raczej się trzeba umówić wcześniej, a jak pilnie, to raczej tylko prywatnie. ponadto dziś dopytałam: jak to jest, że umawiam się na nfz, a i tak płacę za plombę? otóż na nfz plomby są srebrne lub szare, nieestetycznie wyglądają, odznaczają się od zęba, a w przednich są białe, ale nie utwardzane światłem, po prostu bez dodatku srebra, przez co też i mniej wytrzymałe. ja mam bardzo słabe zęby, mam 25 lat a już 4 martwe, jeden jedyny ząb bez plomby został(ósemka), a dziś się dowiedziałam, że aby uratować martwą… Czytaj więcej »

Mirella
Mirella
6 lat temu
Reply to  bezaczek7

Moja plomba na NFZ jest biała, fakt, że nie była utwardzana światłem, ale nie odznacza się od zęba. Widać co przychodnia to obyczaj.

Irenlit
Irenlit
6 lat temu

Wybitnie odlotowy post, ciekawe wpisy polecam wszystkim lekturę

DIY 13 marca 2014

Tort pieluszkowy dla Lili – DIY

Kiedy na świecie pojawia się mały człowieczek, zazwyczaj na powitanie obdarowujemy go jakimś prezentem. No właśnie, prezentem.. tylko JAKIM??

Generalnie pomysłów jest całe mnóstwo, od ubranek, przez zabawki i pamiątki, po praktyczne gadżety typu – kocyk czy leżaczek. Ale prawda jest taka, że jak człowiek staje przed wyborem, to jakby trochę głupieje i nie wie na co się właściwie zdecydować?

Problem staje się  jeszcze większy kiedy rodzice noworodka, mają już starsze rodzeństwo i wnioskujemy wówczas, że teoretycznie mają już „wszystko”. I ja właśnie przed takim dylematem stanęłam w lipcu ubiegłego roku, kiedy na świat przyszła druga córeczka mojej szwagierki, Lili.

W związku z tym, że drzemie we mnie artystyczna dusza, a do narodzin Lilki podchodziłam bardzo emocjonalnie, chciałam aby mój prezent był wyjątkowy, niestandardowy i  od serca.

Wymyśliłam więc, że własnoręcznie zrobię dla niej……. tort! Ale nie taki do jedzenia! Raczej do pupy… ;-)

Podaję więc przepis na (mój) TORT PIELUSZKOWY

 

Składniki:

  • Paczka pieluszek jednorazowych 
  • Patera pod tort – może być gruba i sztywna tektura, pamiętaj tylko że tort będzie dosyć ciężki, więc ta podstawa musi go utrzymać. Ja wykorzystałam do tego celu, stary, plastikowy talerz, kupiony w jakimś markecie za 5 zł
  • Sznureczek do związywania pojedynczych pampersów (ja wykorzystałam kolorową rafię)
  • Wstążeczki / Tasiemki / Kwiatki / Naklejki / Scrapki / wszelkie inne ozdoby do dekorowania tortu
  • Celofan
  • Nożyczki
  • Taśma klejąca dwustronna lub klej / ewentualnie agrafki

Dodatkowo:

  • Pluszak
  • Buciki / skarpetki
  • Opaska na głowię / dla chłopca może być czapeczka
  • Smoczek / Butelka / Kosmetyki do pielęgnacji / Kocyk / … – w moim torcie ich nie użyłam, ale Ty oczywiście możesz o tym pomyśleć, wszystko zależy od wielkości Twojego tortu oraz inwencji twórczej ;-)

Sposób wykonania:

1. Każdą pieluszkę zwiń w rulonik, zwiąż sznureczkiem by się nie rozwijały.

2. Jeśli jest taka potrzeba przygotuj paterę – wytnij koło z tektury lub (co jest zdecydowanie wygodniejsze) weź tak jak ja, gotowy, plastikowy (nieużywany już dawno) talerz.  Na wybranej podstawie tortu zacznij układać pojedyncze pieluszki, najpierw jeden poziom, następnie na nim – drugi, nieco mniejszy, itd.  W moim torcie zużyłam 68 sztuk pampersów i wyszły mi cztery poziomy.

3. Każdy poziom tortu przewiąż wstążeczką/ami tak by pieluszki się nie przewracały oraz by dodać pierwszy element dekoracji. Ja  do tego, użyłam dwóch kolorów wstążeczek – pastelowego różu i szarego, ponieważ wiedziałam, że pokój Lilki jest w takiej aranżacji i chciałam by z nim współgrał.

Ostatni, najmniejszy poziom tortu, zamiast wstążeczką „związałam” elastyczną opaską do włosów.

4. Kolejnym krokiem, jest zdobienie – w tym celu użyłam scrapków w kształcie serduszek, kwiatków i misiów, które poprzyklejałam z pomocą taśmy dwustronnej do pieluszek oraz tasiemek. Małą drewnianą klamerką przypięłam również  niewielką karteczkę z informacją dla kogo i od kogo jest owy prezent.

5. Na najwyższym poziomie tortu ułożyłam buciki, a z kolei na najniższym posadziłam misia, którego przywiązałam tasiemką do pieluszek, żeby przypadkiem się nie przewrócił  ;-)

6. Całość zawinęłam w celofan i związałam wstążeczkami w kokardki.

Voila! ;-)

Dodatkowym elementem prezentu była własnoręcznie zrobiona kartka z życzeniami, w kształcie butelki, ale nie będę już opisywać sposobu jej wykonania bo to akurat jest łatwe i chyba każdy choć raz w życiu robił coś podobnego..?!  ;-)

Powodzenia!

tort3

tort

Zdjęcia: Fizinka

Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
(nie)Magda(lena)
(nie)Magda(lena)
6 lat temu

Super! Niebawem wykorzystam :D Ile mniej więcej pieluszek tu wykorzystałaś? Zazwyczaj te małe rozmiary mają mniej sztuk w paczce.

Fizinka
Fizinka
6 lat temu

Dokładnie 68 sztuk i bodajże 4 z paczki mi zostały – chyba jeszcze gdzieś leżą w szufladzie :) czekają na następną okazję :)

Matka Wariatka
Matka Wariatka
6 lat temu

szkoda, że wcześniej nie było tego wpisu. Dziś Szwagierka moja urodziła drugą córeczkę a prezent spakowany ładnie w torbę prezentową, tylko kartkę dokupimy z gratulacjami :)

Budująca Mama
Budująca Mama
6 lat temu

Fajny pomysł. Ja dostałam dużo paczek z pampersami – to najlepsze prezenty, choć używamy wielorazówek, to i trochę tych pampków poszło :)

Lilu
Lilu
6 lat temu

Torcik był super, już dawno został skonsumowany :) Taki prezent zawsze jest trafiony i nie ma obaw że dziecko z niego nie skorzysta jak w przypadku niektórych ciuszków lub zabawek które nie wpiszą się w gust mamy. Tak zapakowany jak ten był cudowny. Dziękujemy
http://lilubabiesfashion.wordpress.com/

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close