Podróże 2 sierpnia 2019

Ocean Park we Władysławowie. To był horror!

Ocean Park we Władysławowie zwiedziliśmy niejako przy okazji. Pogoda nie dopisała, a siedzenie na kwaterze uznaliśmy za mało pociągające. Park jest całkiem spory i na wizytę warto zarezerwować przynajmniej pół dnia.

Ocean Park – cennik

Chyba stanowi tajemnicę handlową, bo w tej chwili (mamy sierpień) na stronie dostępny jest tylko cennik na sezon wysoki, czyli miesiące wakacyjne. Bilet dla osoby dorosłej 49 zł, dla dziecka – 39 zł. Dzieci do lat trzech wchodzą gratis. W sezonie park czynny jest do 19.00, ale nie ma sensu iść tam później niż o 14.00. Te pięć godzin to naprawdę jest minimum.

Ocean Park – żywe ryby

Były w dwóch miejscach: w rekinarium pod dachem i w stawie na zewnątrz. Rekinarium przypomina scenerię z filmu „Gdzie jest Nemo?”, a pływające rekiny są raczej małe. Trochę rozczarowują, ale w sumie spoko. Rybki na zewnątrz też raczej małe i nawet nie wiem, jak się nazywały, ale dość ładne. Przyjemniej mi się obserwowało te ryby w stawie niż rekiny z błazenkami.

ocean park

ocean park

ocean park

Ocean Park – realistyczne modele ryb i ssaków morskich

Dopiero w takim miejscu człowiek się dowiaduje, jakie te oceaniczne stworzenia są gigantyczne! Ponoć modeli jest pięćdziesiąt. Nie wiem, nie liczyłam. W każdym razie całkiem sporo i rozmiarem budzą szacunek. Zresztą popatrzcie sami.

ocean park

ocean park

ocean park

ocean park

Ocean Park – wirtualny świat

Chyba największa atrakcja Ocean Parku. Działa jak wszystkie VR-y. Wchodzi się na siedem minut do pomieszczenia, dostaje na głowę specjalne okulary i wyrusza w podróż po podziemiach oceanu bez ruszania się z fotela. Dosłownie bez ruszania i szczerze mówiąc – trochę tego ruszania brakuje. Ale podróż całkiem przyjemna, warto ruszać głową na boki, żeby zobaczyć więcej.

Mnie zabrakło jeszcze jednego. Otóż obsługujący wirtualny świat panowie stanowczo zabraniają dotykać gogli – oni zakładają i oni zdejmują. Niby słusznie, ale… Kazali mi zdjąć okulary, bo gogle nie chciały wejść. Z tego też powodu informacji o tym, że jak mi się zrobi niedobrze, to mam je natychmiast zdjąć, zwyczajnie nie dałam rady przeczytać – pojawia się na początku podróży. No i ostatnie minuty autentycznie cierpiałam, a w głowie kręciło mi się jeszcze długo potem. Zabrakło mi zwykłego: gdyby ktoś poczuł się źle i musiał zdjąć gogle, niech podniesie rękę.

Ocean Park – interaktywny wieloryb

Nie będę opisywać szczegółów, bo nie chcę nikomu psuć zabawy. Powiem tylko tyle, że to, co wydawało się atrakcją dla dzieci, było interesujące też dla dorosłych ;-)

ocean park

Ocean Park – tunel rekinów

Hmm… Człowiek spodziewa się Bóg wie czego, a dostaje… malunki na ścianie :-P Tego tunelu to się naszukałam, bo w pierwszej chwili zwyczajnie go przegapiłam. Myślałam, że pod mostem przechodzimy i tyle. No ładne to graffiti, ale jakby nie tego oczekiwaliśmy po Ocean Parku.

 

ocean park

ocean park

Ocean Park – wioska rybacka

To jest tak, że faktycznie jakieś kutry gdzieś stały i nawet je oglądaliśmy. Ale jeśli to była wioska, to jakby moje wyobrażenie o wioskach jest inne. Niemniej jednak kutry fajne.

Ocean Park – wystawa rzeźbionych ryb

Ryby wyglądają bardzo realistycznie i gdyby mi nikt nie powiedział, to bym nie uwierzyła, że są wyrzeźbione w drewnie. Na pewno warto zatrzymać się przy nich dłużej choćby po to, żeby wiedzieć, jak wyglądało to, co potem trafia na nasz talerz ;-P Tak bardziej serio: czapki z głów przed rzeźbiarzem, dał z siebie wszystko.

ocean park

ocean park

Ocean Park – papugarnia

Jak poinformowały nas pracownice, kiedyś to będzie fajne miejsce. Na razie papugarnia jest nowa, papugi przyzwyczajają się do nowego miejsca i można je oglądać tylko przez siatkę. Niech Was nie oszukają zdjęcia, sporo się namęczyłam, żeby tej siatki nie było widać. Może za rok uda się wejść do papug.

ocean park

ocean park

Ocean Park – plaża

Moim prywatnym zdaniem plaża to jest takie miejsce nad wodą. Nie wiem, co mieli na myśli autorzy, ale czegoś takiego jak plaża w Ocean Parku nie znalazłam. Owszem, jest kilka ścieżek wysypanych piachem, które wyglądają jak wydmy – może to to?

Ocean Park – wodospad

Bardzo przyjemne miejsce, w sam raz na relaks. Nieduże niestety, poza tym każdy chce tam fotkę, więc ustawia się coś na kształt kolejki ale i tak warto. W upalny dzień można złapać chwilę wytchnienia, w deszczowy – schować się pod kamiennym dachem.

ocean park

Ocean Park – festiwal kolorów

Obsypywanie się kolorowym proszkiem może i jest fajne, ale pod warunkiem, że ma się do dyspozycji pralkę, a i dziecko po takiej zabawie nie wsiądzie do samochodu. Ja Duśce nie pozwoliłam ciuchów brudzić ;-P. Zainteresowanie było całkiem spore. Może dlatego, że pogoda była taka sobie i na plaży nie było co robić.

Ocean Park – salon gier, gigantyczne klocki, piaskownica i plac zabaw

Wrzucam to do jednego wora, bo z tematyką oceanów ma się nijak, a i jakoś nie po drodze było nam skorzystanie. Salony gier przestały mnie kręcić odkąd nie ma w nich flipperów, gigantyczne klocki nie zainteresowały Duśki, więc nas tym bardziej nie, piaskownica miała koło 100 m², ale dzieci w niej nie widziałam, plac zabaw faktycznie spory i pełen atrakcji. Oprócz tradycyjnych konstrukcji, jakich pełno na każdym osiedlu, były jeszcze trampoliny i dmuchańce. I sporo dzieci, więc chyba trzeba zaliczyć na plus.

Ocean Park – tor modeli zdalnie sterowanych i nauka jazdy na segwayu

Jedno i drugie w tym samym miejscu. Nie umiem powiedzieć, czy fajne, bo nie próbowaliśmy. I zainteresowania dużego też nie widziałam, ale nie wykluczam, że zawiniły warunki atmosferyczne, przez długi czas była mżawka i może tych urządzeń nie dało się wynieść na zewnątrz. W każdym razie – jak ktoś chce, to jest okazja.

ocean park

Ocean Park – jedzenie

Akurat bardzo na plus. Co prawda trzeba poczekać, ale niedrogie i smaczne. Pizza robiona na miejscu smakowała mi jak nigdy w życiu. Mój mąż twierdzi, że żurek i bigos też były pierwsza klasa. Swoją drogą, kto poza moim mężem je nad morzem żurek i bigos?

Jedyny minus to konstrukcja jadłodajni – jak ktoś po niej przebiegł albo choćby szybko i energicznie przeszedł, to dechy trzęsły się tak, że zawartość żołądka dosłownie podchodziła do gardła.

Ocean Park – koncerty

Moim prywatnym zdaniem – zmora parku. Nie wiem, kto to wymyślił i po co, aczkolwiek zainteresowanie było, więc może coś w tym jest. Mnie muzyka disco nie kręci, a jak idę do parku rozrywki, choćby i oceanicznej, to nie po to, żeby słuchać disco polo z natężeniem, które wywołuje granie w płucach. Nie tylko mnie się nie podobało. Do tego sporo dzieci płakało i wyraźnie było rozdrażnione. Nic dziwnego, bo huk był potężny. Rodzinnie uznaliśmy, że w tym wypadku to trochę za dużo grzybów w barszcz. Ewentualnie park cienko przędzie i musi się ratować takimi atrakcjami.

Ogólnie sam park – spoko, same koncerty – jak ktoś lubi, spoko. Ale park i koncerty razem zdecydowanie nie.

Jeśli będziecie się wybierać, to sprawdźcie na stronie albo na Facebooku, czy ich czasem na dany dzień nie planują. No, chyba że lubicie, jak ktoś systematycznie zagłusza Wasze myśli i utrudnia rozmowę. Zresztą jak nie ma koncertu to też jest głośno, tylko krócej. Zasięg obejmuje praktycznie cały park, aczkolwiek jak się odejdzie dalej, to daje się rozmawiać. Rozgrzewka przed właściwym koncertem trwała długo i teraz tak sobie myślę, że najlepiej tam iść na otwarcie i koło 14.00 wyjść. A tak wychodziliśmy z przekonaniem, że to był horror.  

ocean park

 

Zdjęcia: Mirella

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Ciąża 1 sierpnia 2019

Placki ziemniaczane ze śmietaną i cukrem. Dowody, że tak smakują najlepiej!!!

Placki ziemniaczane ze śmietaną i cukrem to sztandarowe danie, które serwowała moja babcia, mama i oczywiście, robię je także ja. Od kiedy pamiętam, placki jedliśmy na słodko, od razu z patelni, póki były gorące i chrupiące. Śmietana była od swojskiej krowy – wiecie, kiedyś śmietanę i masło gospodynie robiły samodzielnie. Ale wracając do placków, w zeszłym tygodniu na naszym fanpage wrolimamy na Fb trafił się mem, dokładnie ten poniżej (osadzę tu zdjęcie).

placki ziemniaczane

Fot. Besty.pl

Przeżyłam wówczas prawdziwy szok – po raz pierwszy dowiedziałam się, że placki ziemniaczane można jeść inaczej, niż ze śmietaną i cukrem. Co więcej, masa czytelniczek i czytelników wyraziła zdziwienie, że można jeść je w ten sposób i że na pewno placki na słodko są “bleeeee”.

Zabolało mnie serce, uroniłam łzę rozpaczy i pobiegłam do siebie na Fb, zapytać znajomych, jak oni jedzą placki, skoro CAŁA Polska serwuje je do gulaszu, sosu pieczarkowego, zajada placki z solą i pieprzem, sosem czosnkowym i ketchupem, ale nikt nie je ich tak jak ja! Czy to znaczy, że jestem jakimś dziwadłem, albo matka całe życie ukrywała przede mną plackową prawdę? 

W obronie dobrego imienia placków z cukrem i śmietaną oraz mojej urażonej dumy, zanim dam Wam przepis, pozwolę sobie przytoczyć kilka opinii moich znajomych (reszta komentarzy, jakby było Wam mało, znajduje się pod przepisem :):

Krzysztof P. – Polska wschodnia – śmietana i cukier

Ewa W. – U mnie też tak się jadło z dziada, pradziada 👵 Też taką tradycję przekazałam swoim dzieciom i zapewniam, że są to najlepsze placki na świecie.

Edyta S. – Tylko ze śmietaną i cukrem

Ania B-K – Ze śmietaną i cukrem najpyszniejsze 😊smakowicie wyglądają, jutro będę musiała stanąć do patelni 😁

Ula P. – a wczoraj w pracy rozmawiałyśmy o plackach ziemniaczanych 🤪 masz wyczucie. Więc wszystkie koleżanki w tym ja ” śmietana i cukier 👑” Zresztą w moim domu mama również tak podawała. Babcie także. Dziadkowie z Kalisza i Konina, od taty strony z Olsztyna też się tak jadło. 

Mam nadzieję, że dowodów na zasadność i pychotę takiej wersji placków macie wystarczająco? Więc jeśli naszła Was ochota na słodkie co nieco, a jakimś cudem nie znacie przepisu, poniżej go znajdziecie.

Placki ziemniaczane ze śmietaną i cukrem – przepis 

Składniki dla dwóch osób (ok.10 sztuk):

  • 1/2 kg ziemniaków,
  • 1/2 łyżki mąki pszennej,
  • 1 jajko,
  • sól,
  • olej roślinny do smażenia,
  • malutka cebula – w opcji na słodko nie musicie jej dodawać.

Wykonanie:

  1. Ziemniaki obieram i ścieram w robocie kuchennym lub na tarce o małych oczkach. Zostawiam je na kilka minut, a miskę przechylam lekko w bok, by spłynął sok z ziemniaków.  
  2. Odlewam zbierający się sok, dociskając dłonią ziemniaki, by zlać jak najwięcej soku – moja babcia wyciskała je przez tetrę. 
  3. Dodaję mąkę, jajko oraz dwie szczypty soli i mieszam. Ja jestem hardcorem i z nawyku dorzucam maleńką startą cebulkę do masy ziemniaczanej – lubię to połączenie.
  4. Rozgrzewam patelnię, wlewam sporo oleju – myślę, że na pewno z centymetr na powierzchni patelni będzie. 
  5. Masę mieszam i nakładam z łyżki na patelnię, rozprowadzając dość cienki placek. Smażę z jednej strony, aż się zezłoci, przez jakieś 2-3 minuty, po czym przewracam i smażę z drugiej strony.
  6. Odkładam na talerz z ręcznikiem papierowym, żeby zebrać nadmiar tłuszczu.
  7. Wołam męża i zajadamy póki gorące – polewając śmietaną i posypując bogato cukrem :)

Jeśli nie macie pod ręką śmietany, jogurt naturalny, bałkański czy grecki też będzie smakował. Możecie zaszaleć i nałożyć na suche placki konfiturę, mus z jabłek albo twarożek na słodko z owocami. 

I już nikt więcej nie powie, że tak zjeść się nie da!

P.S. Kolejne placki zrobię wg Waszego pomysłu – na słono i ostro, żeby było sprawiedliwe :)

placki ziemniaczane

 

Ciąg dalszy komentarzy – dziękuję wszystkim, którzy zostawili po sobie ślad!

 

Iwona K. – Ze śmietana i cukrem tradycyjnie lub z sosem po węgiersku. Jak mam cukinię to dodaje w sezonie są delikatniejsze ale mniej chrupiące😜 tradycja jednak wygrywa💪💪💪

Joanna K. – Nie inaczej jak z cukrem i śmietaną

Agata A – Mój mąż ze śmietaną i cukrem Żaklina, ale ja to na ostro jednak 😍

Halina G. – Moja Mama i ja…tylko śmietana i cukier 😘

Anna S. – Całe życie tak jem placki 😊 inne wersje oczywiście wypróbowane ale nic nie przebije ze śmietaną i cukrem 😉

Halina K. –  Takie są najlepsze 😋😊

Monika B. – o matko…dziecięce żarło :P ;) u mnie się jadało takie wynalazki, ale teraz to leci śmietana bez cukru,ba! nawet śmietana z solą ;) 

Kamila B. –  U mnie jedliśmy i ja nadal jem ze śmietana i cukrem. Byłam w szoku jak się dowiedziałam (na studiach chyba to było ) że ludzie jedzą placki na słono! Albo że jest coś takiego jak placek po węgiersku!

Anna S. – Śmietana i cukier w domu a w swoim własnym jadam z sosem czosnkowym lub tzatziki dość często 😁

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Emocje 31 lipca 2019

Rodzice nie pilnują swoich dzieci, gdy bawią się w wodzie – szczyt lenistwa, czy głupoty?

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa podaje, iż od początku kwietnia utonęło już ponad 230 osób, z czego aż 113 w samym czerwcu. Tyczy się to zarówno Bałtyku, jak i mniejszych akwenów wodnych. Przyczyny są różne, między innymi: przecenianie swoich sił i możliwości, kąpiele po spożyciu alkoholu, czy pływanie w miejscach niestrzeżonych i niedozwolonych. Lecz najbardziej zatrważające są utonięcia dzieci, które bawiły się w wodzie bez opieki dorosłych! Zupełnie same, jak gdyby siedziały sobie w przydomowej piaskownicy!

Do niedawna nie zdawałam sobie z tego sprawy, bo najzwyczajniej w świecie nie przyszło mi do głowy, że dorośli mogą wykazywać się tak ogromną bezmyślnością i pozwalać swoim pociechom bawić się beztrosko w wodzie (w morzu, jeziorze…) nie sprawując nad nimi odpowiedniej pieczy! Nieprawdopodobne? A jednak!

Przypadkiem natknęłam się ostatnio na reportaż, w którym ratownik z jednej z nadmorskich plaż opowiadał o swojej pracy, o tym co się dzieje nad Bałtykiem i z jaką skrajną nieodpowiedzialnością spotyka się na co dzień. 

Nadmierne spożywanie alkoholu, szczeniackie popisy, ignorowanie wszelkich zakazów i ostrzeżeń, zmuszanie ratowników do wzywania policji, bo jedynie ona jest w stanie w jakiś sposób ogarnąć i przywołać do porządku nieposłusznych plażowiczów. To w zasadzie norma, która pewnie nikogo już nie dziwi, choć dla mnie wciąż niepojęta.

Jednak z tego wszystkiego, o czym opowiadał facet w reportażu, najbardziej przeraziła mnie informacja o tym, że dzieci puszczone na plaży samopas to niestety bardzo częsty przypadek.

Przecierałam oczy i uszy ze zdumienia, gdy usłyszałam, że ów ratownik wypatrzył kiedyś w tłumie dwoje dzieci, bawiących się w morzu bez nadzoru dorosłej osoby. Jak się później okazało matka dzieci siedziała sobie w przyhotelowej restauracji, spożywając spokojnie posiłek, a maluchy miały raptem  3 i 5 lat!!!

3 lata akurat ma moja córka i nie wyobrażam sobie, żebym pozwoliła jej wchodzić samej do morza, czy jeziora! Mało tego, nie pozwoliłabym na to nawet  mojemu najstarszemu, 8-letniemu synowi, który potrafi już pływać i posiada kartę pływacką – nie ma takiej opcji!

I doprawdy nie rozumiem, gdzie trzeba mieć głowę/rozum, żeby pozwolić (takim) dzieciom bawić się bez opieki na wielkiej, zatłoczonej plaży, na brzegu morza, którego każda fala może okazać się śmiertelna?! Nie pojmuję tego i nie potrafię znaleźć żadnego racjonalnego wytłumaczenia.

Tym bardziej, że z własnego doświadczenia wiem, iż do nieszczęścia wystarczy raptem chwila nieuwagi. Można być przy dziecku na wyciągnięcie ręki – o czym Wam kiedyś pisałam  tutaj – i to nie zawsze uchroni przed wypadkiem, a co dopiero zostawiając dzieci same w szponach nieprzewidywalnego żywiołu, jakim niewątpliwie jest woda/morze.

Mam też świadomość, że nikt nie lubi, jak mu się mówi co ma robić, ale serio czasem odnoszę wrażenie, że niektórym trzeba łopatologicznie i dużymi literami przypominać – PILNUJCIE SWOICH DZIECI, NIE ZOSTAWIAJCIE ICH BEZ OPIEKI! TO WASZ ZAKICHANY OBOWIĄZEK, NIE RATOWNIKA, KOLEŻANKI, CZY SĄSIADKI Z LEŻAKA OBOK!

 A, żeby było dobitniej pokażę Wam co znalazłam w sieci, a raczej to, KTO jest bardzo zainteresowany Waszymi dziećmi… Nie powierzajcie jednak swych pociech tej postaci, nie oddawajcie ich w jej ręce!

P.S. To zdjęcie z akcji edukacyjnej pt. „Bezpieczna Ustka” – mocne, ale takie powinno być, jak uderzenie obuchem w głowę – niektórzy dorośli najwyraźniej tego właśnie potrzebują…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close