Ciąża 6 sierpnia 2020

Trzeci miesiąc ciąży. Co się dzieje tydzień po tygodniu u dziecka i mamy?

Trzeci miesiąc ciąży to czas, w którym przyszłe mamy, świadome swojego stanu, zaczynają się nim cieszyć. Ciąża jest jeszcze raczej niewidoczna, ale kobieta nadal może odczuwać różne, mało przyjemne ciążowe dolegliwości. To również czas kolejnych zmian u dziecka, które coraz bardziej przypomina miniaturę człowieka. 

Trzeci miesiąc ciąży jest tym, który kończy pierwszy trymestr. Liczymy go od 9. do 13. tygodnia ciąży. 

Trzeci miesiąc ciąży – co się dzieje tydzień po tygodniu u dziecka?

Dziecko otoczone jest płynem owodniowym, który chroni go, umożliwia ruchy i dynamiczny rozwój. 

9. tydzień 

Główka zaczyna oddzielać się od klatki piersiowej, uwidacznia się szyja, a płód kształtem coraz mniej przypomina “fasolę”. Jego ręce i nogi rosną szybko, a szkielet intensywnie kostnieje. Największe naczynia krwionośne są już ukształtowane. W tym czasie żołądek wędruje na swoje miejsce. Dziecko mierzy ok. 2 cm długości.  

10. tydzień  

Głowa dziecka, od teraz ruchoma, nadal góruje nad ciałem płodu, które nadal się prostuje. W tym tygodniu zanika także błona pomiędzy palcami dłoni i stóp, pojawiają się paznokcie, brwi i rzęsy. Maluch mierzy około 3 cm długości. 

11. tydzień 

W 11. tygodniu ciąży zarodek otrzymuje oficjalnie miano płodu. Dziecko uczy się wyciągać nóżki i kopać nimi. Na jego coraz bardziej przypominającej dziecięcą twarzy, pod wciąż zamkniętymi powiekami rozwijają się gałki oczne. Widoczne są także malutkie uszy. Na skórze pojawiają się miękkie włoski, nazywane lanugo, które w większości znikną do chwili narodzin. Dziecko, mierzone bez nóżek, mierzy ok. 4 cm.

12. tydzień 

Serce i najważniejsze struktury mózgu są  już ostatecznie ukształtowane, a łożysko stanowi już odrębny narząd. Nerki i pęcherz moczowy pracują — dziecko oddaje mocz do płynu owodniowego. Pojawiają się także zalążki 20 zębów mlecznych. W 12. tygodniu ciąży płód osiąga długość ok. 5-6 cm.

13. tydzień

U płodu pojawiają się pierwsze odruchy ssania, oddychania i przełykania. Dziecko posiada już wykształcony narząd słuchu, choć jeszcze nie odbiera i nie przetwarza bodźców słuchowych. Dziecko mierzy już ok. 6,5 -7 cm.

Trzeci miesiąc ciąży — o czym przyszła mama powinna pamiętać?

Badania genetyczne

Przyszła mama powinna pamiętać o wyznaczonych przez lekarza prowadzącego ciążę wizytach. Bardzo ważna jest ta pomiędzy 11. a 14. tygodniem ciąży, na której przeprowadza się badanie zwane USG “genetycznym”. Ma ono na celu sprawdzenie, czy dziecko nie ma zauważalnych wad genetycznych. Podczas wykonywania USG przyszła mama na dobrym aparacie może także zauważyć, jak jej dziecko np. ziewa albo kopie. Przy odrobinie szczęścia i dobrym obrazie można już rozpoznać płeć dziecka.

Zaleca się przy okazji USG “genetycznego”  dodatkowe wykonanie testu PAPP-A, z niewielkiej ilości krwi z żyły łokciowej kobiety. Jest to test złożony, który pozwala wykryć u płodu wady takie jak zespoły: Downa, Patau i Edwardsa.

Trzeci miesiąc ciąży — zmiany w ciele przyszłej mamy 

U większości ciężarnych brzuch jeszcze nie zaokrąglił się w widoczny sposób, choć macica szybko zwiększa swój rozmiar. Z czasem będzie ona uciskać na pęcherz moczowy, więc wiele kobiet musi częściej odwiedzać toaletę. 

U 25% ciężarnych nadal będą pojawiały się nudności, ale po 12. tygodniu ciąży powinny już zanikać. Układ krążenia zasila dwa istnienia, więc na skórze uwidaczniają się żyły, których stan wróci do normy po rozwiązaniu ciąży. Przez zmiany naczyniowe mogą dokuczać nadal zawroty głowy. Raczej na pewno każda przyszła mama zauważy u siebie widocznie nabrzmiałe piersi.

Jeśli ginekolog nie stwierdzi nieprawidłowości czy zagrożenia dla ciąży (plamień, krwawień), ciężarna może bezpiecznie współżyć. 

Zobacz także ciąża: drugi miesiącczwarty miesiąc

 

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Dom 5 sierpnia 2020

Dom bez chemii – domowe środki do prania i mycia naczyń

Zastanawialiście się kiedyś, a może nawet spróbowaliście policzyć – jak dużo pieniędzy wydajecie miesięcznie na chemię do prania i sprzątania domu? Myślę, że gdyby ktoś podjął to wyzwanie, mógłby się solidnie zdziwić. Zdecydowanie korzystniej i zdrowiej – dla nas oraz całego środowiska – wychodzi tzw. „Sprzątanie Zero Waste”.

Wystarczy zaopatrzyć się w kilka podstawowych produktów, choć część z nich na pewno macie w domu, w kuchni, i samemu tworzyć naturalną, ekologiczną „chemię”.

Potrzebne do tego są przede wszystkim:

Boraks (sól sodowa kwasu borowego) – czyści, wywabia plamy, odkaża.
Ocet spirytusowy – zwalcza tłuszcz, brzydki zapach i pleśń.
Kwasek cytrynowy – odkamienia, odświeża, usuwa tłuszcz, plamy i różnego rodzaju zabrudzenia.
Soda oczyszczona – czyści, odświeża, usuwa plamy, delikatnie ściera.
Cytryna – usuwa kamień, plamy, silne zabrudzenia, pochłania brzydkie zapachy.
Sól – oczyszcza, odkaża, dezynfekuje, wykazuje delikatne działanie ścierające.
Szare mydło lub płatki mydlane – przydatne są do tworzenia domowego płynu do naczyń oraz proszku do prania.
Olejki eteryczne – poza oczywistym, czyli zapachem, wykazują różne cenne właściwości, między innymi: antybakteryjne i przeciwwirusowe. Do domowej chemii najbardziej polecane są: olejek miętowy, cytrynowy, lawendowy, geraniowy i z drzewa herbacianego.

Swoją przygodę z ograniczeniem kupowania gotowej „chemii” i tworzeniem własnych, domowych środków czystości, zaczęłam od proszku do prania. Wydaje mi się, że jest to najprostsza, a zarazem najbardziej opłacalna zamiana, ponieważ ilość brudnej odzieży, szczególnie w rodzinie wielodzietnej, zazwyczaj rośnie w oczach, a wraz z nią zużycie proszku.

Poza tym moje dzieci źle reagowały na gotowe proszki, nawet te, które były przeznaczone dla alergików. Ciągle męczyliśmy się z suchą skórą, czerwonymi plamami, swędzeniem itp.  Dlatego poniekąd nie miałam wyjścia i musiałam przynajmniej spróbować, stworzyć domowy środek do prania. Efekt jest taki, że odkąd nie używam gotowych proszków, płynów i innych kapsułek, moje dzieci mają gładką i zdrową skórę, a portfel nie wydaje z siebie za dużo monet 😉

Jeśli Was również interesuje życie w bardziej naturalny, ekologiczny sposób i idea Zero Waste,  zachęcam do wypróbowania przynajmniej kilku przepisów…

Domowy proszek do kolorowego prania:

1 porcja (np. 1 szklanka) boraksu
1 porcja sody kalcynowanej
1 porcja płatków mydlanych lub startego szarego mydła (zdarza mi się je czasem pominąć, jeśli akurat nie mam)
Kilka kropli dowolnego olejku eterycznego – choć ze względu na właściwości antybakteryjne polecam olejek lawendowy, olejek z drzewa herbacianego.

Domowy proszek do białego prania:

Do powyższych składników (przeznaczonych do prania kolorowego), można dodać jedną porcję nadwęglanu sodu, który ma działanie wybielające.

Wszystkie składniki wsypuję do słoika i mieszam. Na jedno pranie wystarczy jedna łyżka takiego proszku, ewentualnie jeśli mamy do czynienia z mocno zabrudzoną odzieżą, można dać dwie łyżki.

Domowa pasta na trudne do usunięcia plamy

Sody oczyszczona
Woda utleniona
Zwykła woda

Trudne do usunięcia plamy można potraktować pastą stworzoną z powyższych składników. Wszystko wystarczy zmieszać w równych proporcjach, lekko wetrzeć w plamę szczoteczką lub gąbką, zostawić do wchłonięcia, a potem wyprać.

Bardzo silne zabrudzenia można również czyścić pastą z boraksu i wody, którą wcieramy w plamę.

Potrzebujemy do tego:

1 łyżkę boraksu
0.5 litra wody

Domowy płyn do płukania tkanin (na jedno pranie)

Przepis I

0.5 szklanki octu
1.5 łyżeczki sody oczyszczonej
Około 10 kropli ulubionego olejku eterycznego

Przepis II

2.5 łyżki kwasku cytrynowego
100 ml letniej wody
Około 10 kropli ulubionego olejku eterycznego

 Domowy płyn do naczyń

Przepis I

Około 450 ml wody
1 łyżka startego na tarce szarego mydła
1 łyżeczka boraksu
Około 30 kropli olejku eterycznego, np. miętowego, cytrynowego, tymiankowego

Wodę zagotuj w czajniku. W misce wymieszaj starte mydło i boraks. Wlej do niej wodę i mieszaj do rozpuszczenia składników. Odstaw do ostygnięcia, w między czasie płyn zacznie gęstnieć. Po wystudzeniu dodaj olejek eteryczny i przelej do dozownika lub butelki po starym płynie do naczyń.

Przepis II

Około 400 ml wody
200 g soli drobnoziarnistej
100 ml octu spirytusowego
Sok z trzech cytryn

Wszystkie składniki wymieszaj i gotuj około dziesięciu minut, aż płyn zgęstnieje.

Przepis III

2 l gorącej wody
1 łyżeczka octu
1 łyżeczka sody oczyszczonej
Około 1-2 łyżki płatków mydlanych

Kilka kropli olejku eterycznego, np. z drzewa herbacianego

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać.

Domowe tabletki do zmywarki

Przepis I

1 porcja boraksu
1 porcja sody
2 porcje kwasku cytrynowego
0.5 porcji soli

Kilka kropli olejku eterycznego, np. miętowego lub cytrynowego

Przepis II

500 g boraksu
500 g sody
120 ml octu

Kilka kropli olejku eterycznego.

Wszystkie składniki wymieszać i przesypać, np. do silikonowych foremek na lód. Dobrze docisnąć i odstawić w suche miejsce, na kilka – kilkanaście godzin, do utwardzenia. Gdy tabletki stwardnieją przełożyć je do słoika.

W miejsce płynu do nabłyszczania można wlać ocet z dodatkiem gliceryny roślinnej i/lub olejku eterycznego.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Podróże 4 sierpnia 2020

Wrocław – atrakcje. Udany i bezpieczny wypoczynek

Moja rodzina, podobnie jak większość z Was, w tym roku zrezygnowała z wakacyjnych dalekich, zagranicznych wypraw i postawiła na wypoczynek w kraju. Ostatnio dzieliliście się swoimi obserwacjami, jak po macoszemu właściciele hoteli i pensjonatów traktują zalecenia dotyczące bezpieczeństwa w związku z COVID-19. My odwiedzając Wrocław, mieliśmy dużo więcej szczęścia – Novotel Wrocław City zdał egzamin na maksymalną liczbę punktów.

Novotel Wrocław City odwiedziliśmy ponownie po trzyletniej przerwie i byliśmy mile zaskoczeni jego metamorfozą. Gruntowny remont objął chyba wszystkie zakamarki budynku – jest nowocześnie, ładnie i dosłownie pachnie nowością.

Na ścianach wygodnych pokoi pojawiły się tapety z wrocławskimi krasnoludkami. Bardzo fajny pomysł, nawiązujący do miasta, które przyjechaliśmy zwiedzić.

Dzieci w hotelu traktowane są w sposób wyjątkowy. Specjalnie dla nich powstał plac zabaw, dzięki któremu rodzice mogą się relaksować w ogrodzie lub delektować kawą siedząc w hotelowej restauracji. Aleks natomiast spędzał większość czasu na grze w piłkarzyki. Małolatów w hotelu było dużo, ale ich obecność nie była w ogóle odczuwana – o dziwo było spokojnie i cicho, ale nie wiem czyja to akurat zasługa 😉 I uwaga, dzieci do lat 16 mają bezpłatne noclegi wraz ze śniadaniami.

Opiszę Wam jeszcze króciutko, jaka niespodzianka czekała na naszego syna zaraz po przyjeździe. Na łóżku w jego pokoju rozłożony był plan zagadki detektywistycznej. Jego zadanie polegało na odnalezieniu na terenie hotelu i przylegającego do niego ogrodu, ukrytych krasnoludków. Które dziecko nie lubi takich wyzwań? Aleks bardzo, a więc z entuzjazmem podszedł do wykonania misji.

Wspomnę jeszcze o jednym ważnym atucie, który docenią właściciele zwierzaków. My na czas wyjazdu znaleźliśmy opiekę dla naszych trzech kotów, ale posiadacze czworonogów są w hotelu mile widziani wraz ze swoimi pupilami. Podczas naszego pobytu widzieliśmy kilku zadowolonych futrzastych gości hotelu.

Wracając do kwestii bezpieczeństwa, o których wspomniałam na samym początku – w Novotelu Wrocław City czuliśmy się po prostu bezpiecznie. Tabliczki o zdezynfekowanych miejscach można było zobaczyć dosłownie wszędzie, jak również pracowników obsługi, którzy dokładnie odkażali stoliki, oparcia itp. Cały personel hotelu miał maseczki lub przyłbice, nigdy nie brakowało też w dozowniku preparatu do dezynfekcji rąk. Podobał mi się sposób wydawania śniadania w formie szwedzkiego stołu. Wszystkie produkty były podawane przez bardzo sympatyczną i pomocną obsługę kelnerską, a goście hotelowi stali w niewielkiej kolejce, zachowując bezpieczne odległości.

Podsumowując, pobyt w Novotel Wrocław City przyniósł nam nie tylko dużo przyjemności i relaksu, ale co równie ważne – poczucie bezpieczeństwa, jak w domu.

I choć na miejscu spędzało się czas miło i wygodnie, to oczywiście każdego dnia ruszaliśmy na podbój stolicy Dolnego Śląska. W tym roku staraliśmy się zobaczyć inne, nowe miejsca niż podczas ostatniej wizyty, o której możecie przeczytać tutaj.

A co w tym roku zwiedzaliśmy we Wrocławiu?

  1. Ostrów Tumski

Cudowne, klimatyczne miejsce w samym centrum Wrocławia, na które dostaliśmy się przechodząc przez Most Tumski. Jest to najstarsza, zabytkowa część miasta z urokliwymi uliczkami i zaułkami. Pierwszego dnia dotarliśmy tu późniejszą porą i czekaliśmy na zachód słońca. Wtedy to zapalane zostają liczne tradycyjne gazowe latarnie i dopiero robi się nastrojowo.

  1. Wrocławski Latarnik

Gazowe latarnie codziennie tuż przed zmrokiem zapalane są przez najprawdziwszego latarnika w czarnej pelerynie i meloniku. Jest to super atrakcja, na którą nie tylko my liczyliśmy. Na tajemniczego pana przed katedrą czekała niemała grupka turystów. Gdy tylko się pojawił i zapalił pierwszą latarnię, wszyscy w ciszy, by nie przeszkadzać mu w pracy, ruszyli za nim. Nam to podążanie ludzi za idącym latarnikiem skojarzyło się z filmem Forrest Gump 😉. Latarnik każdego dnia pokonuje taką samą trasę — przemieszcza się na Plac Katedralny i zapala tamtejsze latarnie, potem przechodzi dalej w boczne uliczki. Jeśli chcecie spotkać latarnika z Ostrowa Tumskiego, wybierzcie się na spacer tuż przed zmrokiem, wtedy zaczyna on swój obchód, który trwa około godziny.

  1. Panorama Wrocławia z wieży katedry pw. św. Jana Chrzciciela

Podczas ostatniego naszego pobytu oglądaliśmy panoramę miasta z Mostku Pokutnic w kościele św. Marii Magdaleny na rynku (45 m wysokości). Tym razem wjechaliśmy windą na taras widokowy na wieży katedry pw. św. Jana Chrzciciela również na Ostrowie Tumskim (97 m wysokości). Warto, bo widok naprawdę robi wrażenie. Polecam sprawdzić, w jakich godzinach można skorzystać z tej atrakcji. Bilet rodzinny (rodzice plus dziecko) to koszt 24 zł plus 7 zł za każdą następną pociechę.

  1. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego

Leniwe niedzielne popołudnie spędziliśmy w ogrodzie botanicznym. Niesamowite jest to, że będąc w centrum miasta, zostawiliśmy jego zgiełk i przekraczając bramę, znaleźliśmy się nagle w zielonej, cichej oazie. W ogrodzie naprawdę można się wyciszyć i odpocząć wśród ferii kolorów, zapachów, czy szumu pluskającej wody. Na terenie ogrodu usytuowano różne ławki, stoliki – gdzie można usiąść, zrelaksować się, czy coś przekąsić. Można tak siedzieć i siedzieć, wsłuchując się w odgłosy przyrody lub własne myśli. Z ogrodu botanicznego przywieźliśmy sobie słodką pamiątkę — słoik miodu lipowego.

Koszt biletu rodzinnego to 40 zł.

  1. Kolejkowo

Jesteśmy ze Śląska, więc nieraz odwiedzaliśmy Kolejkowo w Gliwicach, wrocławskie – zwiedzaliśmy pierwszy raz i oczywiście zauroczył nas ten miniaturowy świat. Pochylaliśmy się nad każdą scenką, by dokładnie przyjrzeć się najdrobniejszym szczegółom oraz wyłapać humorystyczne detale. W Kolejkowie co jakiś czas na kilka minut zapada zmrok – oświetlenie ściemnia się, zapalają się latarnie i światła w oknach domów, kamienic oraz… znicze na cmentarzu. Można wtedy podglądnąć co dzieje się we wnętrzach sklepów, różnego rodzaju zakładów, hoteli i mieszkań. We wrocławskim Kolejkowie przy wielu ekspozycjach znajdują się przyciski, które uruchamiają przeróżne dodatkowe funkcje, np. włączają telewizor w jednym z domów, odblokowują dźwig czy uaktywniają dźwięki zwierząt. Swoje miejsce znalazły tam lokalne perełki architektoniczne – m.in. Dworzec Świebodzki, kamienice wrocławskiego rynku, obserwatorium meteorologiczne na Śnieżce, Karkonoskie Tajemnice w Karpaczu.

Było super, zresztą to jest taka atrakcja, gdzie zawsze doskonale bawią się duzi i mali.

Dorosły za wstęp zapłaci 23 zł, a dziecko – 17 zł.

  1. Stary Cmentarz Żydowski

Z naszej trójki to najbardziej mi zależało na zobaczeniu tego szczególnego miejsca. Bardzo żałuję, że nie udało nam się zarezerwować oprowadzenia z przewodnikiem, które odbywa się tylko raz w tygodniu, w niedzielę o godzinie 10.00 i z racji pandemii liczba miejsc ograniczona jest do 20. Zwiedziliśmy go na własną rękę (bilet rodzinny to koszt 30 zł).

Cmentarz z wszystkich stron otoczony jest wysokim murem. Przekraczając bramę, cofamy się do XIX wieku, znika dźwięk samochodów przejeżdżających nieopodal. Zieleń – drzewa, paprocie, bluszcze tworzą jego wyjątkowy nastrój. Większość nagrobków ma kształt pionowych płyt, znajduje się tu także wiele pięknych pod względem architektonicznym grobowców rodzin, które przede wszystkim usytuowane są przy murach nekropolii. Cechą charakterystyczną żydowskich cmentarzy są symbole na pomnikach związane z zawodem zmarłego, charakterem śmierci, wiekiem. Pochowanych tu jest wiele znanych Żydów nie tylko z Wrocławia, ale i z różnych części Europy. Jeśli interesują Was takie miejsca, Muzeum Sztuki Cmentarnej na pewno zrobi na Was wrażenie.

  1. Ogród Ossolineum

To miejsce na mapie Wrocławia, które łatwo przeoczyć, a znajduje się w ścisłym centrum miasta, więc szkoda tam nie wdepnąć na chwilkę. Ten barokowy ogród mieści się na dziedzińcu Ossolineum, tworzą go przystrzyżone żywopłoty oraz marmurowe zdobienia. Można tu usiąść na jednej z ławek i odpocząć. Ogród o 20.00 jest zamykany, ale można go podziwiać przez bramę od ulicy Szewskiej, gdyż jest pięknie podświetlony latarniami. Wejście jest darmowe.

Jeżeli chodzi o nasze wrażenia, to znowu mamy uczucie, że nasze nogi muszą jeszcze we Wrocławiu zawitać. Oprócz zwiedzania nowych miejsc, znowu odwiedziliśmy rynek, zoo i fontannę multimedialną. Przywieźliśmy piękne wspomnienia oraz mnóstwo zdjęć.

Mimo że robiliśmy kilkadziesiąt tysięcy kroków dziennie, to i tak wiele miejsc, jeszcze zostało przez nas nieodkrytych. Mam nadzieję, że ta oraz moja wcześniejsza relacja zachęci Was do odwiedzenia stolicy Dolnego Śląska.

Bardzo dziękujemy Novotel Wrocław City za zaproszenie. Gdybyśmy przyznawali swoje gwiazdki, Hotel otrzymałby komplet rekomendacji!

 

Zdjęcia: Basia Heppa-Chudy

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close