Podróże 5 czerwca 2020

Koronawirus a wakacje w Polsce. Gdzie można odpocząć?

Wakacje w Polsce będą w tym roku jedyną dostępną opcją. O wakacjach za granicą ponoć możemy zapomnieć. Polscy hotelarze już zacierają rączki i liczą potencjalne zyski. Jak będą wyglądały wakacje w Polsce? Poznajcie moje zdanie.

Pogoda w Polsce – lipiec i sierpień

Nie jestem wróżką (chociaż legenda czarownicy Mirelli w pewnych kręgach jest ciągle żywa :P ), ale myśląc o wakacjach, z optymizmem podchodzę do pogody. Hydrolodzy od lat trąbią, że mamy suszę, a w tym roku to już ponoć wyjątkową. Biorąc pod uwagę, że nie pamiętam ostatniej burzy ani nawet porządnej ulewy, jestem w stanie się z nimi zgodzić. Faktycznie, deszczu jakby mniej. Nawet jak popada jeden dzień to i tak następnego już nie pada. Dlatego spokojnie można sobie zaplanować wakacje w Polsce, dramatu nie powinno być. Co prawda lipiec według statystyk jest najbardziej deszczowym miesiącem w Polsce, ale to nie ten sam lipiec, co jeszcze kilka lat temu. Moim zdaniem będzie dobrze :-). Zresztą, jak nie ma pogody, też można sobie znaleźć ciekawe zajęcia. Nad morzem może trudniej, bo jedziemy tam przede wszystkim dla plaży, ale już do wędrówek po górach upały nie są nam potrzebne. Byle nie lało. 

Wakacje w Polsce – koronawirus nie odpuszcza 

Obostrzenia powoli znikają, ale – jak podkreślają media cytujące rząd – sytuacja jest dynamiczna. Nie wiadomo, co będzie za miesiąc. Już wiosną część naszych rodaków przeżyła chwile grozy, gdy okazało się, że powrót do Polski nie jest tak prosty, jakby to się mogło wydawać. Moim prywatnym zdaniem, dopóki wirus całkowicie nie odpuści, lepiej być na miejscu. 

Wakacje w Polsce – nie wszędzie będzie tłok

Trudno uznać rosnące bezrobocie za zaletę, ale też nie musimy udawać, że ten aspekt nas nie dotyczy. Być może w tym roku mniej ludzi pojedzie na urlop. Co prawda rząd obiecywał bon turystyczny, ale mam wrażenie, że ten projekt upadł. Nie dziwię się specjalnie, bo trudno wypocząć rodzinnie za tysiąc złotych, ale i ta kwota mogła być pomocą. Jednak prawda jest taka, że pieniądze z rynku zniknęły, a urlop trudno uznać za pierwszoplanowy wydatek. Dlatego można przypuszczać, że nawet w najbardziej obleganych kurortach nie będzie tak tłoczno, jak jeszcze rok temu. A jak ktoś nie lubi tłoku i nie chce ryzykować, to naprawdę są w Polsce takie miejsca, gdzie tego tłoku nie ma. I nie musi to być agroturystyka na wsi zabitej dechami, gdzie jedyną atrakcją jest spanie na sianie. Kilka lat temu byłam nad jeziorem na Warmii, gdzie i plaża była miniaturowa i ludzie codziennie ci sami. Po tygodniu znałam wszystkich ;-) Zaliczyłam też pobyt nad morzem w małej wiosce, którą poza sezonem zamieszkuje zaledwie sto osób. W sezonie też określa się to miejsce jako leżące na uboczu. Nie chcę tu robić reklamy, ale na pewno dacie radę takie miejsca znaleźć. 

Wakacje w Polsce – elastyczne terminy 

Wyjazdy zagraniczne z biurami podróży nie dają tak dużej swobody, jak indywidualnie organizowane wakacje w Polsce. Chcecie przyjechać we wtorek i pobyć do czwartku tydzień później? Jasne, nie ma sprawy. Nikt Wam nie każe przyjechać i wyjechać w niedzielę, kiedy najłatwiej wymienić turnus. 

Sama tak robię na kwaterach prywatnych, przyjeżdżam w poniedziałek i wyjeżdżam w poniedziałek, co jest raczej rzadko praktykowane, bo ludzie lubią zaczynać i kończyć urlop w weekend. Moim gospodarzom to nie przeszkadza. Jak będę chciała siedzieć od połowy tygodnia do połowy następnego, to też nie będzie problemu. 

Wakacje w Polsce to nie tylko góry i morze 

Ani nie Mazury. Jest jeszcze kilka puszczy, w których można się zaszyć, jeśli komuś nie zależy na wodzie w pobliżu. No i Pojezierze Kujawskie, mocno niedoceniane a naprawdę atrakcyjne. Tak naprawdę wiele zależy od tego, czego oczekujemy po urlopie. Ja nie wyobrażam sobie wyprawy na urlop do dużego miasta bez dostępu do wody, ale wiem, że są ludzie, którzy tak robią. Skoro to lubią, to czemu nie? Można zwiedzać na urlopie Paryż albo Londyn, można zwiedzić i Poznań albo Warszawę.

Czy w Polsce jest drogo 

Ponoć bardziej opłaca się jechać za granicę, bo w Polsce to i drogo i pogoda niepewna. Z pogodą, jak pisałam wyżej, jest coraz lepiej, natomiast jeśli chodzi o ceny, to są bardzo zróżnicowane. Są hotele, które kasują po kilkaset złotych za dobę, są pokoje gościnne, gdzie za 200 zeta wynajmiecie pokój dla czteroosobowej rodziny. Tak przynajmniej twierdzi internet. Ja mogę powiedzieć tyle, że w zeszłym roku za pokój z łazienką płaciliśmy 40 od osoby. Może nie był to szczyt luksusu i nie było neta, ale telewizor był. Czajnik w pokoju też. Kuchnia i lodówka były wspólne. Lodówka na trzy pokoje, a kuchnia szczerze mówiąc, nie wiem. Ja więcej nie oczekuję, bo nie jeżdżę nad morze, żeby siedzieć w pokoju. Właściwie tylko tam nocowaliśmy i jedliśmy śniadania. 

Jeśli chodzi o wyżywienie, to bywa różnie i to zależy od miejsca, do którego się wybieramy. Oraz tego, czego oczekujemy. Jeśli nie mamy problemu z samodzielnym przygotowywaniem posiłków (no dobra, śniadań i kolacji), to na pewno będzie taniej. Jeśli mamy dużo kasy i chcemy luksusu, nie ma sprawy, znajdzie się. 

Na pewno najbardziej oblegane kurorty mają inne ceny niż małe miejscowości. Teoretycznie. Bo ponoć najbardziej oblegane nad morzem Władysławowo moim zdaniem jest tanie. Drożej było w Chałupach i Jastrzębiej Górze, przynajmniej jeśli chodzi o wyżywienie. Trójmiasto pod tym względem jest bardzo drogie, tak samo Kołobrzeg. Z relacji znajomych wiem, że Zakopane też nie oszczędza kieszeni głodnych turystów.

Jak będzie w tym roku na plażach i górskich szlakach

Tego nikt nie wie. Na razie są jakieś limity i ponoć Międzyzdroje już szykują boksy plażowe dla turystów. Jednak sezon urlopowy zacznie się mniej więcej za miesiąc, kiedy skończy się rok szkolny. Do tego czasu dużo może się zmienić. Za to coraz częściej mówi się, że parawany, do tej pory symbol cebulactwa, będą jak najbardziej mile widziane. 

Nie wiem, jak będzie w górach, bo tam nie bywam, ale zakładam, że na szlakach da się zachować zalecany dystans. Trochę gorzej może być np. na zakopiańskich Krupówkach, gdzie w sezonie widzi się dosłownie głowę przy głowie. Ale tak jest na wszystkich deptakach i tego raczej nie da się ominąć. 

Zdjęcie: Pixabay

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
W przedszkolu 3 czerwca 2020

Choroby wieku przedszkolnego, na które najczęściej zapadają dzieci

Choroby wieku przedszkolnego to temat, który doskonale zna z autopsji większość rodziców dzieci uczęszczających do przedszkola.

Nie da się ukryć, że czas spędzony w przedszkolu jest czasem dość wymagającym dla zdrowia. Najczęściej dzieciaki właśnie w tym okresie hartują swoją odporność, przechodząc prawdziwy chrzest bojowy. Zdarza się, że maluchy non stop łapią jakieś mniejsze i większe infekcje. Wielu rodziców skarży się na sytuacje, w których ich pociechy chodzą tydzień do przedszkola, a kolejne dwa tygodnie spędzają w domu, lecząc chorobę i wracając do zdrowia. Tak się dzieje, ponieważ jeszcze niedostatecznie rozwinięta odporność dziecka musi nauczyć się rozpoznawać zagrożenie i odpowiednio na nie reagować. Pocieszające jest natomiast to, że  wiele chorób zakaźnych wieku dziecięcego raz przechorowanych daje odporność na resztę życia. 

Choroby zakaźne pojawiają się w przedszkolach bardzo często. Dzieje się tak, ponieważ są to skupiska ludzkie, w których najczęściej do zakażeń dochodzi drogą kropelkową. Dzieci zarażają się wzajemnie podczas kichania, kaszlu, przyjacielskiego buziaka, jedzenia jednej kanapki lub picia z jednej butelki. To są bardzo częste sytuacje i nie sposób uchronić dziecka przed nimi. W dodatku maluchy nie zawsze do serca biorą sobie konieczność dokładnej higieny rąk, więc przenoszą drobnoustroje na inne przedmioty. Tak z rąk do rąk, i z ust do ust, wędruje choroba.

Jakie choroby wieku przedszkolnego przyplątują się dzieciom najczęściej?

Choroby wieku przedszkolnego, na które najczęściej zapadają dzieci

Przeziębienie i grypa

Który rodzic nie zna tych chorób? Przeziębienie i grypa to najczęstsze przyczyny nieobecności dziecka w przedszkolu. Powodują je różne wirusy (np. rinowirusy, koronawirusy, wirusy paragrypy, lub typy A i B wirusa grypy), przenoszone drogą kropelkową, powodujące, w zależności od rodzaju infekcji, charakterystyczne objawy. W przeziębieniu objawy rozwijają się wolniej i łagodniej, narastają z czasem. U dziecka pojawia się katar, kaszel, ból gardła, chrypka i podwyższona temperatura. Narastają one powoli wraz z rozwojem infekcji. Grypa natomiast charakteryzuje się tym, że objawy pojawiają się nagle i nasilają szybko. Dziecko skarży się na wysoką gorączkę, dreszcze, bóle mięśni i stawów. 

Grypa jelitowa

Grypa jelitowa w przedszkolu nikogo nie dziwi. “Jelitówka” to nic innego, jak zapalenie przewodu pokarmowego, spowodowane przez różne wirusy. U niemowląt i dzieci najczęściej zakażenie wywołują rotawirusy i sapowirusy, którymi można się wzajemnie zarażać, szczególnie przy braku odpowiedniej higieny rąk. Choroba daje objawy wyjątkowo dokuczliwe i uniemożliwiające dziecku normalne funkcjonowanie. Ostrej, wodnistej biegunce mogą towarzyszyć wymioty, i wysoka temperatura. Objawy zazwyczaj ustępują w ciągu 3–7 dni. Niestety na “jelitówkę” dziecko może zachorować wielokrotnie. Warto wspomnieć, że dostępne są odpłatne szczepienia na rotawirusy, które jeśli nie uchronią przed zakażeniem, spowodują jego lżejsze przechorowanie. 

Ospa wietrzna

To kolejna choroba, na którą dość często zapadają przedszkolaki. Ospa wietrzna jest wysoce zakaźna i wywołuje ją wirus ospy wietrznej i półpaśca. Zakażenie następuje drogą kropelkową, i po mniej więcej 2 tygodniach pojawiają się pierwsze objawy choroby. U dziecka zakażenie przebiega zazwyczaj łagodnie. Jeden z charakterystycznych objawów, które można zauważyć, to wykwity skórne (grudki), które wypełniają się z czasem płynem surowiczym. Pęcherze podczas zdrowienia zasychają i tworzą się strupki, które odpadają. Dziecku może towarzyszyć także gorączka, dokuczliwy świąd, złe samopoczucie. Po przechorowaniu ospy, dziecko nabywa odporność na resztę życia. Warto wiedzieć, że wirus pozostaje w organizmie w stanie utajenia w zwojach nerwowych i może się po latach uaktywnić, wywołując półpasiec. 

Angina ropna

Angina ropna (paciorkowcowa) to potoczne określenie na zapalenie gardła i migdałków podniebiennych. Chorobę powodują paciorkowce Streptococcus pyogenes, których nosicielami może być może być nawet 20% dzieci w wieku od 3-15 lat. Angina ropna rozsiewa się drogą kropelkową, co szczególnie uwidacznia się w przypadku przedszkolaków, które przez bliski fizyczny kontakt zarażają się wzajemnie. Choroba wylęga się  od 1 do 4 dni. Angina ropna przebiega w sposób nieprzyjemny, ale zazwyczaj samoistnie ustępuje po 5-7 dniach. Najczęstszymi objawami anginy u dzieci są: silny ból gardła, problemy przy połykaniu pokarmów, zaczerwienienie i obrzęk migdałków podniebiennych, nalot na migdałkach, powiększone węzły chłonne, gorączka powyżej 38ºC, bóle kości i stawów, nudności, wymioty, ból brzucha, stolce o konsystencji śluzu. Przechorowanie anginy nie powołuje odporności na kolejne zakażenie. 

Szkarlatyna (płonica)

Szkarlatyna jest chorobą wysoce zakaźną, która może objawiać się podobnie do anginy paciorkowcowej, ponieważ powodują je te same chorobotwórcze drobnoustroje. Okres wylęgania szkarlatyny wynosi 2-3 dni. Choroba zazwyczaj objawia się bólem gardła i głowy, zaczerwienionymi i powiększonymi migdałkami, trudnościami z przełykaniem, białym nalotem na języku, który przechodzi później w malinowy odcień. Pojawia się także wysoka gorączka i dreszcze, nudności i wymioty. Charakterystycznym objawem jest sucha wysypka na całym ciele, wyglądająca jak po uderzeniu szczotki ryżowej, oraz rumień na twarzy (czerwona wysypka najbardziej widoczna na policzkach, gdy skóra wokół ust i w okolicy nosa  pozostaje blada, tzw. trójkąt Fiłatowa). Na szkarlatynę można w pewnych przypadkach zachorować ponownie. 

Znacznie rzadziej, dzięki obowiązkowym szczepieniom pojawiają się choroby zakaźne takie jak odra, czy różyczka.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Desery 3 czerwca 2020

Placki z kaszy jaglanej

Placki z kaszy jaglanej to moje stosunkowo nowe odkrycie. Pomysł na ich wykonanie przyszedł mi do głowy wtedy, kiedy ugotowałam za dużo kaszy na śniadanie i kombinowałam, co zrobić z resztą, żeby się nie zmarnowała. A ponieważ placki uwielbiam chyba w każdej postaci, nie inaczej było z tymi – od razu przypadły mi do gustu.

Co prawda na początku trochę musiałam się nadenerwować, żeby je usmażyć i/lub upiec, tak by wyszły w jednym kawałku, a nie w formie papki 😉 No ale nieważne, liczy się efekt końcowy i ich smak. A trzeba przyznać, że są pyszne – z wierzchu lekko chrupiące, w środku delikatne i puszyste. Można je zjadać na sucho, bez dodatków, a można serwować z kawałkami ulubionych owoców lub z musami.

Mojej rodzince bardzo posmakowały i to bez wątpienia, bo znikają tak szybko, że ledwo zdążę postawić pełny talerz na stole, obrócić się na pięcie i już niewiele zostaje 😉 A co najlepsze, nikt do tej pory nie zorientował się, że głównym ich składnikiem jest kasza jaglana! :D

Także rodzice dzieci, które lubią wybrzydzać i gardzą wszelkimi witaminami, mogą sobie wpisać placki jaglane na listę tych posiłków, dzięki którym można maluchom przemycić nieco zdrowia – ja takie dania uwielbiam! Choć przyznaję, że czasem przepis i składniki muszę utrzymywać w tajemnicy, by moje niejadki zechciały tknąć to, co przygotowałam. Pola bowiem jest do tego stopnia bezlitosna dla mnie, że potrafi tylko rzucić okiem na coś, dostrzec, że gdzieś podczas gotowania złapałam np. za jabłko i już traci apetyt! „Nie lubię tego!” – woła, nawet jeśli palcem, czy językiem nie tknie jedzenia, także sami rozumiecie, że muszę być w kuchni bardzo ostrożna 😉

Placki z kaszy jaglanej – składniki

W każdym razie, wracając do tematu przewodniego, do przygotowania placków z kaszy jaglanej, dla pięcioosobowej rodziny, potrzebuję:

Kaszę jaglaną – około 150-200g, czyli jakieś półtorej – dwie torebki

Twaróg – około 250g (jedna mała kostka)

Jabłko – jedna sztuka

Jajko – jedna sztuka

Miód lub cukier – do smaku

Kaszę mannę – około dwóch-trzech łyżek, generalnie dodaję na oko, tak by zagęścić i „związać” całą masę

Odrobinę roztopionego masła

Placki z kaszy jaglanej – przygotowanie

Kaszę jaglaną płuczę na sitku i wrzucam do osolonej, gotującej się wody. Gotuję pod przykryciem, na małym ogniu około piętnastu minut. Odcedzam i zostawiam na sitku do całkowitego odsączenia i wystudzenia – to ważne, ponieważ mokra kasza nie nada naszym plackom pożądanej konsystencji.

Następnie kaszę przerzucam do miski, dodaję pokruszony twaróg i starte na małych oczkach jabłko.

Później dodaję jajko, miód lub cukier, kaszę mannę i trochę roztopionego masła (ponieważ placki lubią przywierać do patelni, czy blachy). Całość dokładnie mieszam.

Placki próbowałam robić na dwa sposoby – smażyć na patelni i piec w piekarniku, zdecydowanie bardziej odpowiada mi druga opcja. Tak jak wspominałam placki lubią się przyklejać do dna naczynia, więc trzeba mieć dobrą patelnię do smażenia. Moja jest już chyba wysłużona, dlatego piekę placki w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.

Blachę wykładam papierem do pieczenia i smaruję nieco olejem – gdy tego nie zrobiłam, musiałam niemalże zdrapywać placki z blachy 😉

Piekę na oko, mniej więcej 30 minut, aż placki przybiorą złocisty kolor.

I tyle 😊

Placki z kaszy jaglanej są dobre na (drugie) śniadanie, przekąskę, podwieczorek, deser… – właściwie na każdą porę i każdy posiłek 😉

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close