Największe pomyłki jakie popełniasz układając dziecko do snu


Nieprzespane noce, podkrążone oczy, ślinotok na widok kawy, sterta prania, druga do wyprasowania, mieszkanie jak po wybuchu bomby atomowej. Spokojnie to nie armagedon. To tylko rodzice i ich mieszkanie. Za odrobinę snu dziecka są wstanie oddać wszystko, każdy marzy, by przespało ono choć godzinę lub dwie w jednym kawałku. Niestety bardzo często my – rodzice popełniamy szereg pomyłek, które zaburzają naturalny, biologiczny sen dziecka.

Wybudzanie na karmienie

Karmienie piersią nie należy do łatwych rzeczy, nic nie dzieje się ot tak. Przy pierwszym dziecku długo szukaliśmy wspólnej mlecznej drogi. Nie było łatwo, ale udało się. Mimo że było to prawie sześć lat temu, pamiętam rady pielęgniarek, by koniecznie co dwie godziny wybudzać dziecko na karmienie. No najwyżej co trzy. Jeśli dziecko samo się nie budzi, to należy wziąć mokrą chusteczkę i delikatnie przejechać po karku dziecka i się obudzi, wtedy proszę go nakarmić. Do teraz mam ciarki na samą myśl o tej metodzie. Dziś patrzę na to zupełnie inaczej – przy drugim dziecku nie dałam się wkręcić i pozwoliłam dziecku spać – samo przebudziło się na karmienie, to po dwóch, czasem trzech, a nawet czterech godzinach snu. Sen dziecka, dla nas rodziców powinien być święty – będzie głodne, to samo się obudzi. Niemowlęta i małe dzieci większość czasu spędzają śpiąc, co wyraźnie wskazuje, iż stan ten jest niezbędny dla rozwoju ich mózgu i prawidłowego wzrostu organizmu (1). Pamiętajmy także, że w ciągu trzech pierwszych lat życia mózg najszybciej powiększa swoją objętość, jest najbardziej plastyczny oraz wrażliwy na bodźce zewnętrzne. Dlatego warto wsłuchać się w swoje dziecko i nie wybudzać go na karmienie co dwie godziny.

Metoda usypiania – niech się wypłacze lub 3-5-7

Małe dziecko bardzo szybko potrafi zaadaptować się do nowej sytuacji, z nami już gorzej.  Wiecznie niewyspani rodzice szukają i łapią się wszelkich rad, jak wydłużyć sen dziecka. Najgorszą metodą z jaką  osobiście się spotkałam, jest pozostawienie dziecka w łóżeczku i niech się wypłacze – a potem zaśnie, np. ze zmęczenia. Nie mogę słuchać rodziców przekonanych o skuteczności tej metody, kiedy tłumaczą, że dziś płakało już tylko 5 minut, a nie jak wcześniej 15. Nic bardziej mylnego. Dziecko zaadaptowało się do nowej sytuacji, jednak odbije się to na jego psychicznym zdrowiu i ogólnym rozwoju. W przyszłości może wykazywać trudność w radzeniu sobie z agresją, skupieniem uwagi. Łagodniejszą wersją  metody wypłakania się dziecka jest metoda 3-5-7 – i nie warto jej opisywać i proszę nie stosujcie jej. Pamiętajcie sen dziecka jest najważniejszy – nie tylko czas kiedy śpi, ale to jak zasypia. Nikt z nas nie chciałby zasypiać czując się odtrącony, niekochany!

Beciki, wiązanie na faraona

Jak to nie wiążesz dziecka w beciku? Zwiąż mocniej, bo się wyswobodzi i  na pewno obudzi. Sposobów wiązania maluszków w pieluszki, beciki jest cała masa, a to na faraona, a to jak mumię…. Mają jedno zadanie, unieruchomić dziecko, zabezpieczyć przed mimowolnymi ruchami, które mogłyby wybudzić go ze snu. Ale czy na pewno tędy droga? Polecam zrobić mały test. Niech ktoś mocno zwiąże was w długi szal, chustę do noszenia dzieci, czy koc – spróbujcie się poruszyć, lub uwolnić jedną rękę. Co zauważyliście? Nie tylko ręka była zaangażowana w wyswobodzenie się, ale całe ciało. Podobnie jest z dziećmi, one też w trakcie snu chcą się przeciągnąć – a my im zabraniamy.  

Spacyfikowanie dziecka sprawia, że walczymy przeciwko niemu. Poprzez to zakłócamy jego gospodarkę hormonalną, pokarmową, zakłócamy funkcjonowanie układu nerwowego, trawienia i krążenia. Dzieci są bardzo wytrzymałe i one to przeżyją, szybko zaadoptują się do nowej sytuacji – jednak konsekwencje będą duże – rozregulowanie naturalnego rozwoju dziecka.  Musimy nauczyć się wsłuchiwać w sygnały wysyłane przez naszą pociechę, takie jak odmowa jedzenia, odmowa położenia się, zmiany pieluchy, czy rozdrażnienie. Uwierzcie mi, potrafimy to zrobić, zauważyć te sygnały, jednak nie wiedzieć czemu uciekamy się do porad z różnych książek, internetu. W konsekwencji ignorujemy odmienny rytm biologiczny dziecka, narzucając mu rozwiązanie z danego poradnika. A wystarczą tylko rytuały, a nie rutyna wg naszego widzi mi się.

To dopiero początek góry lodowej pomyłek, jakie popełniamy odnośnie snu dziecka. Cieszę się, że nareszcie mówi się o tym głośno, a nie zamiata pod dywan. Nie żałuję udziału w warsztatach w Warszawie. Przekonałam się, jak ważny jest sen w życiu małego dziecka dla jego prawidłowego rozwoju. O tym jak istotne są proste, jasne rytuały, takie jak ciepła kąpiel, delikatny masaż i wyciszenie….

Swoją wiedzą i doświadczeniem podczas warsztatów dzielą się eksperci Paweł Zawitkowski, Agnieszka Machnio, i Marta Żysko – Pałuba. Warsztaty Raz, dwa, trzy… Maluch śpi są częścią akcji edukacyjnej Johnson’s so much more,  przybliżającej tematykę zaburzeń snu u dzieci oraz radzenia sobie z nimi za pomocą prostych rytuałów sennych. Najbliższe warsztaty odbędą się już w ten wtorek w Poznaniu – 4 kwietnia, potem Katowice (10.05.), Kraków (17.05), Gdańsk (07.06.) i ostatni we Wrocławiu (14.09). Jako ambasadorka akcji polecam wam z całego serca udział w tych warsztatach, nie tylko rodzicom, ale także lekarzom i położnym.

Wystarczy się zapisać i przyjechać! – http://johnsons.babyonline.pl/zapisy

Na koniec konkurs:

W komentarzu do tego wpisu na naszym proflu fb z tym postem (tutaj) dodajcie zdjęcia śpiących maluszków, a my wybierzemy 5 najlepszych i nagrodzimy zestawami najnowszej serii Bedtime Johnsons Baby. Konkurs trwa do 10 kwietnia, a wyniki ogłosimy na blogu i naszym profilu fb do 16 kwietnia. Zaproście innych do zabawy!

Fot. Materiały prasowe

A jeśli jeszcze Was nie przekonałam zobaczcie zdjęcia z warsztatów z Warszawy!

1. El-Sheikh, Mona., Sadeh, Avi. “I. SLEEP AND DEVELOPMENT: INTRODUCTION TO THE MONOGRAPH”, Monographs of the Society for Research in Child Development, 2015, pp 1-14.

Zdjęcia: Johnson’s
Wyniki konkursu: https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=1402029926501873&substory_index=0&id=231801266858084

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

comments powered by Disqus

Zobacz kolejny artykuł

Biedronka Super Zwierzaki – falstart na starcie, a potem…


Jeszcze nie przebrzmiało echo afery z biedronkowymi pluszakami Świeżakami, a sieć sklepów już ogłosiła nową akcję kolekcjonerską. Tym razem zbieramy Super Zwierzaki. Znaczy – my zbieramy. A Wy?

Ogólnie rzecz biorąc zasada jest prosta. Trzeba zrobić zakupy i dostać karty przy kasie. Potem włożyć je do albumu. A może wkleić, nie jestem pewna. Dublety wymienić z kolegami i koleżankami. I tyle. W praktyce:

– Za co dokładnie dostaje się karty ciężko wyczuć. Ponoć trzeba mieć warzywa lub owoce na paragonie. Przy czym afera o to, czy ziemniak jest warzywem, bo za ziemniaki kart nie było, rozegrała się już w pierwszym tygodniu nowej promocji. Na stronie Biedronki pewnie da się dokładnie przeczytać regulamin. Nie wiem, nie próbowałam. Nie czytam regulaminów. Instrukcji też nie.

– Teoretycznie za zakupy powyżej 99 zł bez alkoholu i okazanie karty Moja Biedronka można rzeczony album do kolekcjonowania kart nabyć za złotówkę. Pod warunkiem, że jest dostępny. W naszym sklepie jakoś go nie ma. Ani za złotówkę, ani za pięć, bo tyle kosztuje bez rabatów.

– Żeby dostać karty, trzeba się o nie upomnieć. I nie zawsze się dostanie. Ot, nie każdy kasjer wyda. Dlaczego? A kto ich tam wie! Jeden nawet twierdził, że nic się za punkty nie dostaje!

Wczoraj zaliczyłyśmy taką sytuację:

Rachunek spory, bo zakupy też niemałe. Zresztą nie ma co ukrywać, blisko 200 złotych wydałam. Duśka podekscytowana, że dostanie nowe karty, jak to dziecko. A kasjerka łaskawie wręczyła mi… kupon na karty, które mogę sobie odebrać przy kolejnych zakupach. No zaraz, zaraz, coś tu chyba jest mocno nie tak?? Zakupy zrobione, alkoholu nie ma, karty się należą, tak? Należą owszem, ale pani ich nie ma. Wkurzyłam się. Lekko i wewnętrznie, ale jednak. Bo jeśli nie dostaniemy tych cholernych kart, to będę przez dwie godziny słuchała, jak bardzo to jest nie fair, że najpierw mówią, że dają, a potem jak się zrobi zakupy, to nie dają. No pewnie, że to nie jest fair, zgadzam się, ale żeby o tym godzinami dyskutować nie mam czasu.

– Czy pani widzi rozczarowanie w oczach mojego dziecka? – Duśka jak na dany znak (inteligencja po mamusi, mówię Wam!) zrobiła naburmuszoną minę. – Drugi tydzień promocji i już się karty skończyły??

 

Pytajcie, a odpowiedzą Wam. Oczekujcie, a dostaniecie.

 

– Ola, masz jeszcze karty, bo mnie się skończyły?

– Mam.

– To wydaj pani.

– Ale jak, muszę chociaż reklamówkę nabić.

– Nie musisz, sczytaj kartę, masz tam napisane, ile się należy, to wydaj.

 

Pani z sąsiedniej kasy zaryzykowała i wzięła się do dzieła.

 

– Edytka, ale ja nie mogę, jak ja teraz paragon zamknę?

– Możesz, wpisz kwotę zero i płatność gotówką.

– I to przejdzie?

– Przejdzie, ja tak dziś robiłam.

 

Faktycznie przeszło. Jakby Wam w Biedronce wstręty czynili, to nie dajcie się zbyć. Pamiętajcie, kwota zero, płatność gotówką i można odebrać karty zapisane na… karcie.

Udało mi się jeszcze dowiedzieć, że kasjer jednorazowo przed początkiem zmiany pobiera karty i nie może ich w trakcie zmiany dobrać. Jak mu się skończą, to wydaje kupony na odbiór przy następnych zakupach. Przy czym ten kupon tak naprawdę nie jest potrzebny, wcale go nie dawałam tej drugiej kasjerce. To raczej jakiś chwyt psychologiczny. Wniosek? Jeśli zbieracie karty, to zakupy trzeba robić o szóstej rano, albo o czternastej, jak druga zmiana siada przy kasie. Wtedy kupony na pewno są. Przed siedemnastą już było różnie.

Karty same w sobie są nawet ładne, nie powiem, zawierają krótką informację o każdym zwierzaku, ale żeby w pełni docenić nową akcję Biedronki, trzeba pobrać na telefon aplikację Biedronka Super Zwierzaki. Sama aplikacja jest całkiem spora, więc proponuję pobierać przez Wi-Fi i nie marnować transferu. Ponadto nieznośnie rozgrzewa telefon, więc pewnie jest bateriożerna. Mnie to akurat nie przeszkadza, moja gra też nieźle żre.

Co mogę powiedzieć o aplikacji? Hmm, widziałam ją tylko kilka minut, potem Duśka zawładnęła moim telefonem, ale:

– Jest bardzo ładna graficznie.

– Jest bardzo intuicyjna.

– Skanowanie kart jest trochę dziwne, nie udało nam się ustalić, czy trzeba skanować całą kartę, czy kawałek, a jeśli kawałek to który, ale ostatecznie Duśka zeskanowała sobie wszystkie, więc to nie może być skomplikowane.

– Zasadniczą cechą tej aplikacji jest odtwarzanie dźwięków wydawanych przez poszczególne zwierzęta. Nie wiem, czy mnie by to wkręciło, ale Duśkę wkręciło bardzo. Walor edukacyjny niezaprzeczalny. Lepiej uczyć się odgłosów zwierząt niż grać w… właściwie nie wiem, w co teraz małolaty grają. Dźwięki są czyste, wyraźne i bardzo realistyczne.

Ostatniej cechy aplikacji twórcy chyba nie przewidzieli, a jak przewidzieli, to nie reklamują. Otóż… żeby uzbierać wszystkie karty w aplikacji, wcale nie trzeba ich dostać w sklepie, można pożyczyć od kogoś, kto też zbiera. W ten sposób kolekcja uzupełni się szybciej, a portfel nie schudnie jakoś przesadnie. Chociaż, żeby nie było — nie kupiłam nic ponadto, co naprawdę potrzebowałam.

Reasumując: Chociaż zdobycie kart wymaga determinacji, strategii i dużego samozaparcia warto dzieciakom tę frajdę zrobić. Ogólnie tę akcję cenię dużo wyżej niż ubiegłoroczne Świeżaki.

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.biedronka.pl

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. się wkłada ale jak dla mnie to głupie rozwiązanie zrobili dla dziecka jest niewygodne zwierzaki można zeskanować z albumu do aplikacje :P he he jak nie masz kart taka mała podpowiedz :)

    1. Oooo, na to nie wpadłam, może dlatego, że nie mam albumu ;)

    2. trochę zabawy przy tym jest i frajdy starsza mi córa wpadła na ten pomysł :P

    3. To już rozumiem, dlaczego album tak trudno dostać

    4. oj tak u nas był tylko przez dwa dni dostępny w sklepie bo sa tam jeszcze aplikacje na stronkach do oglądanie w 3d

  2. Sam album i karty – super!
    System wydawania – jedna wielka zagadka.
    Nie robię zakupów w Biedronce, ale zaczęłam, bo zbieramy karty… i już mam dosyć.
    Ostatnio – cały koszyk warzyw i owoców! Kart – zero. Dlaczego?
    Bo się nie wybija…

    1. Biedronka? Coś tu chyba nie tak…

    2. Nawet kasjerzy tego nie ogarniaja a muszą się tłumaczy.
      Ta akcja nie jest do końca przemyslana

    3. Tak jak swierzaki tez nie przemyslana akcja. My nadal czekamy na 2 pluszaki

  3. Moje dziewczyny na tablet zgrały aplikację. Jednak w tablecie większe “szkiełko ” to inaczej widac. A może jednak w telefonie lepiej? nie próbowałam. Póki co u nas nie ma braku kart itp.

  4. syn (5lat) ostatnio podszedł do kasy i najpierw zapytał czy ma Pani jeszcze karty….poszedł by do innej heh…..miała….
    system wydawania…trzeba mieć owoców albo warzyw za 5zł, często klientom brakuje kilka groszy i wtedy pretensje do kasjera ale co on za to może? jak się skasuje dobrać już nie można….do tego za karte moja biedronka kolejny komplet kart i dodatkowe za produkty oznaczone na sklepie (ostatnio były np. chipsy duszki, monster)

    1. na pewno jest więcej tych produktów ale nie wiem jakie, na pewno się zmieniają co kilka dni

    2. Ja miałam tylko owoce i warzywa za ponad 40 zł i nic :(

    3. oooo ;/ to odezwałabym się, chyba jest limit, że za owoce i warzywa max. 4 komplety można dostać…to za 20 i tak Pani powinna otrzymać…..

    4. Napisz na.stronie biedronki, oni to zwerifikuja widzialam.jak ostatnio ktos tam pisal ze nie dostal kart, mieli sie tym zająć

  5. U nas dziala dobrze wszystko i mamy prawie wszystkie karty-na poczatku mozna bylo kupic po 0, 12 gr to kupilismy ;)

  6. Karty mozna tez skserowac i tez beda działać w aplikacji.

  7. Aleks jutro dostanie kilkadziesiąt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny artykuł

Kwitnące krzewy, pąki na drzewach i bazie nie zwiastują wiosny


Pamiętam z czasów dzieciństwa, że wiosnę najszybciej można było zobaczyć nie na drzewach, czy wśród trawy, a na boisku i placu zabaw. Jedno i drugie miałam pod nosem, a właściwie to przed blokiem, w którym wówczas mieszkałam.

Pamiętam, że przez zimę oba te miejsca świeciły pustkami, straszyły ciszą i w ogóle były strasznie smutne. A wystarczyło tylko, że słońce zaświeciło wysoko na niebie i zrobiło się na tyle ciepło, że można było zrzucić z siebie zimowe kurtki i zaraz dzieciaki mnożyły się jak grzyby po deszczu.

Na boisku, jedni biegali za piłką grając w „nogę”, inni rzucali do kosza, jeszcze inni uskuteczniali podwórkową wersję siatkówki – przez płot ;-) Za to na placu, tuż pod moim blokiem, uwielbialiśmy grać w palanta, kijem do bejzbola albo rakietą do tenisa. Przedział wiekowy był duży, od łepków co to ledwo 10 lat miały (a może i nie?), po 25-letnią „młodzież” ;-) Doskonale pamiętam ten ciągły gwar, który dochodził nawet zza zamkniętych okien – lubiłam go.

W tamtych czasach nie mieliśmy komórek, tabletów i kilku komputerów – dla każdego domownika po jednym. W tamtych czasach uwielbialiśmy spędzać czas na dworze. Jedyne o czym marzyliśmy po powrocie ze szkoły, to rzucić plecak w kąt i wyjść „na plac”. Nikomu nie doskwierał głód, nikt nie chciał iść na obiad – lepsza była „klapsznita” do ręki. I właściwie każdy chciał, by jego rodzice prędko nie zawołali (przez okno ;-), że to już czas wracać…

To było piękne. Tęsknię za tym. I za tamtymi wiosnami również. A przypomniało mi się to wczoraj, kiedy kolejny dzień z rzędu, mój 6-latek wrócił z przedszkola, rzucił plecakiem i popędził na dwór. Na obiad nie przyjdzie, bo po co? Przebrać się, nie ma czasu. Do wc też jakoś nie po drodze. I jeszcze udaje, że nie słyszy kiedy go wołam…. – taki to znajomy obrazek :-)

I choć nie mieszkamy w mieście, ani w bloku, to tak nam się fajnie złożyło, że na naszej ulicy jest kilku rówieśników Jaśka. Bawią się wszyscy razem, biegając z jednego podwórka, na drugie, od jednego domu do drugiego, wydając ten charakterystyczny dziecięcy gwar, który tak doskonale pamiętam, lubię, i za którym tak tęsknię.

Cieszę się, że w czasach, kiedy to dzieci trzeba wyganiać z domu na dwór, a nie na odwrót, moje dziecko tak chętnie spędza czas na świeżym powietrzu. Z dala od telewizora i innych elektronicznych bajerów. I cieszę się, że w ostatnich dniach przyszła do nas wiosna – jeszcze nie zielona, ale już ciepła, słoneczna i gwarna. No i że mogę to obserwować z kuchennego okna, jak niegdyś moja mama… ;-)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny artykuł

Piękno w kilku krokach, czyli makijaż kontra brak czasu


Całe życie dążymy do jakichś ideałów. Chcemy być piękne, szczupłe, mądre, udowadniać jakie jesteśmy zaradne itp. Dziś mam dla was mój sposób na wydobycie naturalnego piękna. Bo pamiętajmy, że każda kobieta jest piękna. Każda z nas jest wyjątkowa i co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Gdy jesteśmy młode, bez zobowiązań w postaci naszych pociech, łatwo dbać nam o nasz wygląd. Mamy mnóstwo czasu na makijaż, wymyślne fryzury i pielęgnację. Jednak gdy ten stan się kończy i mamy więcej obowiązków np. dzieci, dużo pracy itp. zaczyna nam brakować na wszystko czasu. Ileż łatwiej nam zmalować piękne smoky eyes, gdy mamy mnóstwo czasu i nikt nam nie przeszkadza. Mimo to są sposoby aby skrócić czas makijażu, a ilość produktów ograniczyć do minimum, nie tracąc na efekcie końcowym. Jeżeli jesteście ciekawe jak tego dokonać zapraszam was dalej.Twarz

Istotnym elementem przed wykonaniem każdego makijażu jest odpowiednie przygotowanie skóry . W tym celu należy zaaplikować na całą twarz krem, który ładnie nawilży i wygładzi cerę. Wiemy, że pod podkład trzeba nałożyć krem. Jednakże czekać aż krem się wchłonie, aby nałożyć podkład? To tyle trwa. Czas się okropnie dłuży, zwłaszcza gdy na jednym ramieniu wisi nam nasza starsza pociecha, a nogą ruszamy bujaczek młodszej. Tak samo długo czas się ciągnie, gdy wiemy, że za 10 min będzie taksówka, aby zawieźć nas na ważne spotkanie.
Co wtedy zrobić? Mój trik polega na tym, że do podkładu dodaje odrobinę kremu pielęgnującego. Podkład lepiej się rozprowadza, a krem nadaje swoje pielęgnacyjne właściwości skórze.

Utrwalenie

Aby podkład utrzymał się wiele godzin na twarzy, koniecznie musimy go utrwalić. Służą do tego pudry, których na rynku mamy wiele. Szczególnie polecam wam pudry sypkie (bambusowe do skóry suchej i ryżowe do skóry tłustej). Doskonale utrwalają makijaż, dodatkowo są transparentne czyli dopasowują się do koloru naszego podkładu. Sama używam i polecam pudry z Paese i Ecocera.

Konturowanie wcale nie jest trudne

W moim makijażu użyłam trio z Catrice. Jest ono o tyle wygodne, że posiada rozświetlacz, róż i bronzer. Kupując jeden produkt, tak naprawdę mamy ich trzy. W trzech ruchach nadajemy twarzy efekt 3D. Dlaczego to konieczne? Podkład wyrównuje nam koloryt twarzy, a puder sprawia, że wygląda ona na płaską co sprawia, że musimy nadać jej wyrazu. Wystarczy lekko omieść twarz tymi produktami, aby wyglądać obłędnie.

Rozświetlacz nakładamy na miejsca, które chcemy pokazać (na zasadzie światło cienia), czyli zależnie od kształtu twarzy najczęściej są to: szczyty kości policzkowych, łuk kupidyna, środek czoła i grzbiet nosa.

Róż nakładamy delikatnie na policzki.

Bronzerem jesteśmy w stanie schować niektóre partie twarzy. Nakładamy go pod kości policzkowe, pod linię żuchwy jeżeli chcemy optycznie wyszczuplić twarz, na skronie i na płatki nosa. Jest to naprawdę proste, a daje niesamowity efekt. Spróbuj, a przekonasz się, że warto.

Brwi ramą twarzy

Makijaż może wyglądać dobrze bez pomalowanych ust. Można również, gdy ma się bezproblemową cerę, wykonać makijaż bez podkładu. Nie można wykonać makijażu bez chociaż delikatnie podkreślonych brwi. Nie ma potrzeby robienia brwi godnych Instagrama, wystarczy delikatnie pociągnąć je kredką, aby nadać twarzy wyrazu. Ja używam kredki, którą można kupić w Rossmannie za śmieszne pieniądze i jestem zadowolona.

Oczy, czyli punkt nieobowiązkowy

Gdy bardzo się śpieszymy, to możemy darować sobie nałożenie cieni. Jeśli jednak się już zdecydujemy na “zrobienie oka” – delikatne konturowanie oka ciemniejszym cieniem i jasnym na środek powieki robi ekstra efekt, zwłaszcza gdy jest to makijaż na spotkanie biznesowe lub jakieś wyjście. Nie potrzeba dużych umiejętności aby go wykonać a wrażenie jest naprawdę super.

Rzęsy ramą oka

Myślę, że o tym aby pomalować rzęsy ulubionym tuszem, wie  każda z nas, ale warto o tym wspomnieć. Dobrze wytuszowane rzęsy otwierają nam oko i sprawiają, że wyglądamy na bardziej wypoczęte niż jesteśmy.

Na koniec trochę koloru

Na sam koniec warto nałożyć coś na usta i tu jest pełna dowolność. Może to być pomadka ochronna, kryjący błyszczyk lub pomadka matowa wszystko zależy od tego, jaki efekt chcemy osiągnąć.

Taki makijaż zajmuje maksymalnie 15 min a przy wyćwiczonych dłoniach nawet i 10. Polecam wykonać go w domu, ponieważ nie zajmie on wam dużo czasu, a pozwoli poczuć się jeszcze piękniej. Kosmetyki, których użyłam to tanie produkty do kupienia w drogeriach typu Rossmann, Natura lub Hebe. Drogerie te znajdują się w większości Polskich miast.

Gdy już wykonasz taki makijaż nie zapomnij pochwalić się efektem w social mediach. Pokaż innym, że to nie jest trudne. Pamiętajmy, że nawet bez makijażu jesteśmy piękne, ale to dzięki niemu dostajemy zastrzyk pewności siebie.

Zdjęcia: Kamila Minkina

Blog: www.kammin.blogspot.com
Insta: www.instagram.com/kamilaminkina/
Facebook: https://web.facebook.com/kamminblog/

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku