Podróże 14 sierpnia 2020

Władysławowo – labirynt w kukurydzy

Labirynt w kukurydzy mieści się tak naprawdę w Swarzewie pod Władysławowem, ale nawet w adresie strony ma wpisane Władysławowo. Rozrywka jest przednia, nie tylko dla dzieci. 

Labirynt w kukurydzy – co rok prorok 

A dokładniej, co roku nowy labirynt z nową trasą. To pierwszy powód, dla którego mogę tam za rok wrócić. Drugi jest taki, że chyba byłam za wcześnie. Tylko tu pojawia się problem, bo ja nie jeżdżę na urlopy w sierpniu. A sierpień to najlepszy moment na zabawę w labiryncie. Powód jest prosty – kukurydza jest już bardzo wysoka ;) 

Co roku powstaje nowy, bo… co roku na jesieni trzeba kukurydzę zebrać, skosić, czy jak to się tam nazywa. Nie wiem, co się robi z kukurydzą. No w każdym razie zimy by ta instalacja nie przetrwała. Na wiosnę trzeba posiać nową, a gdy wyrośnie, można zacząć się bawić. Właśnie dlatego labirynt czynny jest tylko w miesiącach wakacyjnych. Przy czym obawiam się, że na początku lipca głowy mogą trochę wystawać, co psuje zabawę. Wiem, bo pod koniec lipca trafiliśmy na takie miejsce, gdzie była niższa i emocje od razu opadły. 

 

Atrakcje w labiryncie

To nie tak, że dostaniecie mapkę i możecie sobie połazić między kukurydzą. Mapkę faktycznie dostaniecie, ale samo przejście labiryntu to pikuś. Trzeba to zrobić w taki sposób, żeby zaliczyć wszystkie punkty kontrolne, gdzie są pytania. Odpowiedzi wpisujecie w krzyżówkę, którą dostajecie razem z mapką. Punkty można zaliczyć nie po kolei, ale będzie dłużej. Z drugiej strony – nikt nie pogania, można łazić po polu kukurydzy do godziny 21.00. 

Oprócz punktów kontrolnych możemy sobie z bliska zobaczyć całkiem fajne samoloty, a nawet statek kosmiczny! Pod samolotem pasażerskim można sobie przejść i powiem Wam, że wrażenie jest całkiem całkiem, chociaż samolot nie należy do tych największych. Mimo to powiedzcie z ręką na sercu, kto miał okazję przechodzić pod samolotem? To się nawet na lotnisku nie zdarza za często. Przy tym klatki ze zwierzakami, które można w labiryncie spotkać to już mały pikuś, aczkolwiek znalezienie ich daje satysfakcję. Dla odmiany duże obiekty są widoczne z daleka, mimo to trzeba się postarać, żeby do nich dotrzeć. 

 

Atrakcje obok labiryntu 

Sam labirynt w kukurydzy to nie wszystko. Obok są jeszcze dwa, dużo mniejsze, właściwie takie dla dzieci. Mimo to fajnie się nimi chodzi. Ale co tam labirynty, rower, rower się liczy! No nie udało mi się przejechać pięciu metrów, a szkoda, bo dostałabym zwrot kasy za mój bilet. Nikomu z nas się nie udało. Dużo ludzi próbowało, niektórzy twardo ćwiczyli i też nic. Bo też i rower nie jest zwyczajnym rowerem. Kierownica żyje swoim życiem. Ja w prawo, ona w lewo, ja prosto, ona skręca. Da się to opanować, pracownicy pokazywali, ale to kwestia treningu, zbyt długiego, żeby ten zwrot kasy za bilet wywalczyć. Mimo to polecam spróbować, bo sama jazda na takim rowerze (a raczej liczne próby jazdy) też jest niezłą atrakcją. 

Za oddzielną opłatą można się przejechać monster truckiem. 

 

Labirynt w kukurydzy – cena i adres 

Co do ceny, to mam tu zagwozdkę. Pamiętam, że bilet normalny kosztował 39 zł, a ulgowy 29. Tymczasem internet informuje mnie, że normalny bilet kosztuje 45 zł. Być może cena wzrosła, nie wiem. W każdym razie uważam, że warto te pieniądze wydać, bo zabawa, chociaż wydaje się dość infantylna, jest naprawdę przednia. Szczegółowy cennik wejść do labiryntu i przejażdżek monster truckiem znajdziecie tutaj: http://www.labirynt-wladyslawowo.pl/cennik/

Chciałam Wam podać adres, ale… chyba nawet sam labirynt go nie zna, bo na stronie internetowej nie znalazłam. Nic to. Wyguglacie sobie ;) Ja mogę tylko powiedzieć, że mieści się nie tyle w samym Swarzewie, co obok niego, za to blisko dworca kolejowego Swarzewo. 

Labirynt w kukurydzy nocą 

Ta atrakcja nas ominęła, niestety. Mówię niestety, bo to mogła być całkiem fajna zabawa. Wbrew pozorom nawet w dzień nie jest tak łatwo i swobodne przejście labiryntu zajmuje półtorej godziny. W nocy może być… no bardziej nastrojowo. Nocne przejścia przez labirynt odbywają się w każdą sobotę sierpnia. Start, o ile dobrze pamiętam, o 21.00. 

 

Zdjęcia: Mirella

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Uroda 12 sierpnia 2020

Pielęgnacja stóp – pedicure w domowym zaciszu

Stopy każdego dnia narażone są na ogromny wysiłek, chociażby dlatego, że odpowiedzialne są za dźwiganie ciężaru naszego ciała. Poza tym pomagają nam wykonywać przeróżne czynności, pracę zawodową, a także pozwalają na aktywność fizyczną. Z tego względu codzienna higiena i odpowiednia pielęgnacja stóp to konieczność.

Należy to sobie uświadomić i myśleć o stopach, tak jak o innych częściach ciała, jak choćby o twarzy, czy dłoniach, którym zwykle poświęcamy sporo uwagi. Tym bardziej, że ze stopami często nie obchodzimy się delikatnie, z należytą troską. Wręcz przeciwnie, skazujemy je na noszenie (za)ciasnych i niewygodnych butów, na wysokim obcasie, a na dodatek wykonane ze sztucznych, nieprzewiewnych materiałów (podobnie bywa ze skarpetkami). Niestety to ma olbrzymi wpływ na stan stóp, które nie skrywają tego, jak je traktujemy.

Nieodpowiednia pielęgnacja objawia się najczęściej:

– suchą i zrogowaciałą (szorstką) skórą,

– popękanymi piętami,

– łuszczącym się naskórkiem,

– nadmierną potliwością i nieprzyjemnym zapachem,

– modzelami i odciskami,

– wrastającymi paznokciami,

– a także po prostu ogólnym, nieestetycznym wyglądem.

Lekceważenie higieny i pielęgnacji stóp sprzyja również rozwojowi różnych chorób, takich jak: drożdżyca, grzybica, czy brodawki. Aby temu zapobiegać i cieszyć się ładnymi oraz zdrowymi kończynami, trzeba o nie dbać każdego dnia. W razie potrzeby lub w ramach uzupełnienia naszych codziennych rytuałów, możemy korzystać z usług profesjonalistów, tzn. kosmetyczek/pedicurzystek lub podologów, którzy zajmują się nie tylko, pielęgnacją, ale też różnymi chorobami stóp i paznokci.

W każdym razie na co dzień powinniśmy zadbać o to, by nosić wygodne i przewiewne obuwie oraz skarpetki, z oddychających materiałów, w których stopy się nie przegrzewają i nie pocą. Należy zwrócić uwagę na prawidłową postawę całego ciała i wyeliminować ewentualne wady. No i bez wątpienia stopy należy myć codziennie, a nawet kilka razy dziennie – tak samo, jak myjemy twarz, zęby i dłonie.

Tak jak wspominałam, na pedicure można umówić się do profesjonalisty, a można też (w przypadku zdrowych stóp) wykonywać taki zabieg samodzielnie w domu – choć zazwyczaj najlepsze efekty uzyskuje się łącząc jedno z drugim. Wizyty u kosmetyczki, czy podologa zazwyczaj powtarzane są mniej więcej co pięć-sześć tygodni, w domu natomiast prywatne SPA dla stóp możemy serwować sobie częściej, np. raz w tygodniu. Na dodatek do jego wykonania nie potrzebujemy specjalnych i drogich kosmetyków, w dużej mierze możemy wykorzystać naturę i to, co mamy w domu ;) 

Pielęgnacja stóp – pedicure w domowym zaciszu – krok po kroku

    1. Zmycie z paznokci lakieru. 

 

  1. Kąpiel stóp

Moczenie stóp w letniej wodzie, przez około 10 minut,  z dodatkiem mydła, soli lub octu jabłkowego. Śmiało można wykorzystać sól kuchenną (morską) lub sodę oczyszczoną. Dobrym pomysłem jest także dodanie odrobiny oliwy z oliwek, a także ziół, np. szałwii, rozmarynu, mięty, rumianku, kory dębu, skrzypu polnego, bądź olejków eterycznych, jak choćby olejku lawendowego i z drzewa herbacianego, które wykazują właściwości antybakteryjne  i przeciwgrzybicze.

  1. Skrócenie paznokci

Skrócenie paznokci na prosto i nie za krótko – nieprawidłowe obcinanie paznokci, zbyt mocne ich przycinanie przy wałach paznokciowych (na brzegach) może doprowadzić do ich wrastania. Poza tym zbyt krótkie przycinanie umożliwia wnikanie drobnoustrojów pod płytkę. Ponadto odradza się używanie nożyczek oraz obcinaczek. Lepszą opcję stanowią cążki do paznokci, a także pilnik.

  1. Opiłowanie paznokci

Opiłowanie paznokci pilnikiem papierowym, średnioziarnistym (gradacja 180/220), w celu wygładzenia ich brzegu oraz nadania im odpowiedniego kształtu.

  1. Wygładzenie i wypolerowanie paznokci

Jeśli płytka paznokcia jest nierówna, ma brzydkie bruzdy, można ją delikatnie wygładzić specjalnym bloczkiem lub pilnikiem (o gradacji nie mniejszej niż 220), a następnie wypolerować polerką, by nadać jej zdrowy połysk.   

  1. Odsunięcie skórek

Delikatnie, patyczkiem lub dłutkiem przeznaczonym do tego celu (można je kupić w drogeriach) usuwamy skórki narastające na płytkę. Nie zaleca się ich wycinania, a już na pewno nie samodzielnie w domu – zbyt mocne ich usuwanie może doprowadzić nie tylko do skaleczenia, ale także infekcji oraz urazów i trwałej deformacji paznokci.

  1. Peeling

W celu usunięcia zrogowaciałego naskórka, warto zrobić peeling, wykonując przy tym delikatny masaż. Niepotrzebne są do tego celu gotowe produkty, peeling można bowiem przygotować samemu w kuchni, z naturalnych produktów, między innymi z kawy mielonej lub cukru drobnoziarnistego i oliwy z oliwek. Poza tym dobrym i z pewnością najtańszym peelingiem jest chodzenie boso po piasku 😉

Do usuwania suchego i zgrubiałego naskórka można również użyć pumeksu – zmoczonego wodą i posmarowanego mydłem. Czynność tę należy wykonać delikatnie, nie dociskając mocno i nie trąc zbyt agresywnie. Na rynku dostępne są pumeksy syntetyczne oraz naturalne – wulkaniczne. Jedne i drugie, mają porowatą powierzchnię, w której zbiera się starty naskórek, dlatego też koniecznie trzeba je czyścić szczoteczką po każdym użyciu. Poza tym, pumeks, tak jak szczoteczka do zębów, powinien być używany przez jedną osobę.

Należy jednak pamiętać, że skóra stóp jest grubsza i twardsza w miejscach ich obciążenia, tzn. na piętach, zewnętrznych krawędziach i śródstopiu – taka ich natura, nigdy nie będą miękkie i delikatne jak pupcia niemowlaka ;-)  Nie powinno się więc nadmiernie złuszczać tych partii, bo może się to przyczynić do szybszego rogowacenia, czyli do odwrotnego efektu.

  1. Opłukanie i osuszenie stóp

Opłukanie stóp i dokładne ich osuszenie, ze szczególnym uwzględnieniem miejsc między palcami.

  1. Malowanie paznokci

Przed malowaniem paznokcie należy odtłuścić np. zmywaczem, inaczej lakier może spływać z płytki, nierównomiernie się rozprowadzać i szybciej ścierać.

  1. Wmasowanie kremu

Wmasowanie kremu nawilżającego, natłuszczającego lub odżywczego, z dodatkiem mocznika, kwasu mlekowego, mikrosrebra, gliceryny, lanoliny. Zamiast kremu, można też wykorzystać: masło Shea, masło kakaowe, olej z awokado, olej jojoba, olej z pestek śliwki, oliwę z oliwek, olej kokosowy. Na tak wypielęgnowane stopy można założyć bawełniane skarpety, dzięki którym (poprzez wytworzone ciepło) zaaplikowane produkty lepiej się wchłoną i głębiej będą penetrować skórę. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Desery 11 sierpnia 2020

Ciasto banoffee pie bez pieczenia

Ciasto banoffee – pyszne, słodkie ciasto bez pieczenia, w którym każda warstwa smakuje obłędnie – to moje najnowsze odkrycie. Zaraz po tym, jak miałam okazję go spróbować, postanowiłam sama przyrządzić i okazało się, że jego przygotowanie jest chyba najłatwiejsze z wszystkich mi znanych ciast.

Ciasto banoffee — jak łatwo się domyślić, nazwa pochodzi od połączenia słów „banana” i „toffee”.  Ale wiem z doświadczenia, że to deser nie tylko dla miłośników karmelu i bananów, bo mój syn tych ostatnich nie lubi, a ciasto… uwielbia. Jego niewątpliwą zaletą jest to, że jest bez pieczenia, więc nie trzeba włączać piekarnika, co w letnie upały jest zbawienne.

Dobra, szkoda czasu na gadanie. Sprawdźcie, czy macie w domu, wszystkie potrzebne składniki ;)

Ciasto banoffee – składniki: 

(używam okrągłej formy o średnicy 28 cm)

280 g kruchych ciasteczek (mogą być herbatniki, kakaowe herbatniki, ciasteczka pełnoziarniste itp.)

100 g masła

puszka masy kajmakowej

3 banany

pół cytryny lub limonki

500 ml śmietanki kremówki 30%

opcjonalnie: serek mascarpone, gorzka czekolada, cukier waniliowy

Ciasto banoffee – przygotowanie:

  1. Herbatniki rozdrabniam za pomocą blendera na „piasek”.
  2. Roztapiam pół kostki masła.
  3. Łącze rozkruszone ciasteczka z masłem.
  4. Dno formy wykładam papierem do pieczenia i wykładam na nie masę ciasteczkową, którą „oblepiam” mocno dociskając całe dno i boki tortownicy.
  5. Tak przygotowany spód wkładam na ok. godzinę do lodówki.
  6. Po schłodzeniu wykładam warstwę masy kajmakowej.
  7. Następnie na masie krówkowej układam pokrojone w plastry (ok. 0,5 cm grubości) banany. I skrapiamy je sokiem z cytryny (żeby nie zbrązowiały).
  1. Śmietanę ubijam razem z cukrem waniliowym (ciasto i tak jest słodkie, więc możecie pominąć dodanie cukru do bitej śmietany). Do sztywnej śmietany dodaję serek mascarpone (można, nie trzeba).
  2. Tak przygotowaną masę wykładam na banany i można posypać startą gorzką czekoladę.
  3. Wstawiam na noc (ale  spokojnie wystarczą dwie godziny) do lodówki.

Smacznego! Gwarantuje, że ciasto nie doczeka kolejnego dnia ;)

Zdjęcia: Basia

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close