Dieta eliminacyjna, czyli czy i jak karmić piersią małego alergika


Myślisz, że skoro karmisz piersią, to Twoje dziecko nie będzie uczuleniowcem? Nie masz racji. Około 1% niemowląt karmionych piersią cierpi na alergie pokarmowe. Czy w takim wypadku można nadal karmić piersią? Oczywiście!

Po tym rozpoznasz, że Twoje dziecko jest alergikiem

Alergie u niemowlaków objawiają się między trzecim tygodniem a trzecim miesiącem życia. Pierwszym objawem, który powinien wzbudzić niepokój u rodziców, jest wysypka na twarzy dziecka oraz w zgięciach łokci i kolan. Bardzo często towarzyszy jej przesuszenie skóry oraz ciemieniucha.

Uwaga: W tym okresie życia każdy niemowlak przechodzi trądzik niemowlęcy. Jeśli więc wysypka ogranicza się tylko do twarzy, a dziecko nie zdradza innych, niepokojących objawów, nie ma powodów do obaw. Należy z nim postępować jak ze zdrowym dzieckiem.

Wysypka to nie jedyny objaw alergii pokarmowej. Często towarzyszą jej wymioty, ulewanie, biegunki, krew w stolcu, kolki, a także niespokojny sen. U około 30% małych alergików pokarmowych reakcją alergiczną jest katar sienny.

Rodzice na ogół chcą jasnych i szybkich diagnoz i kuracji. Tymczasem zdiagnozowanie alergii nie jest sprawą prostą, wymaga czasu i wnikliwej obserwacji dziecka. Jeśli pojawią się najmniejsze nawet podejrzenia, że maluch może być alergikiem warto rozpocząć skrupulatne notowanie wszystkich potraw zjedzonych przez mamę, oraz zachowań dziecka w ciągu dnia i w nocy. Dzięki temu łatwiej będzie ustalić czy i na co dziecko może być uczulone.

Mity związane z alergią pokarmową u niemowlaków

Najpoważniejszym mitem, z którym trzeba się rozprawić jest ten, że mleko mamy nie uczula, więc dziecko karmione piersią nie jest narażone na alergię pokarmową. Tymczasem prawda wygląda tak, że mleko mamy faktycznie nie uczula, natomiast w pokarmie może przedostać się alergen – sprawca nieszczęścia.
Kolejnym nieprawdziwym, niestety dosyć powszechnym poglądem, jest wiara w natychmiastowość alergii, czyli przekonanie, że jeśli mama zjadła truskawki, nakarmiła dziecko i nic złego się nie stało, to znaczy, że może spokojnie jeść sobie truskawki dalej. Tymczasem bardzo rzadko zdarza się, że już przy pierwszym kontakcie z alergenem organizm dziecka da niepokojące objawy. Na ogół aby wytworzyła się reakcja alergiczna potrzebny jest kilkukrotny kontakt z uczulającym pokarmem. Dlatego poszukując sprawcy nieszczęścia nie wystarczy przeanalizować co mama zjadła dziś i wczoraj, trzeba się cofnąć przynajmniej o tydzień.
Przekonanie, że alergia pokarmowa jest wyrokiem na całe życie również można włożyć między bajki. W tym wypadku alergia mylona jest z nietolerancją pokarmową, czyli niemożnością przyswajania określonej grupy produktów spowodowaną brakiem potrzebnego enzymu trawiennego. Nietolerancja pokarmowa jest swego rodzaju wadą wrodzoną i faktycznie – nic nie da się z nią zrobić.

Twoje dziecko jest alergikiem? Nie przestawaj karmić piersią!

Jeśli wnikliwa obserwacja malucha doprowadzi do jednoznacznego wniosku, że mamy w domu alergika, nie trzeba od razu wpadać w panikę. Powszechnym błędem jest odstawienie malucha od piersi i podanie mleka modyfikowanego dedykowanego alergikom. Oczywiście można to zrobić, ale po co, skoro nie trzeba? Przejście na mleko modyfikowane jest ostatecznością. Dopóki można, trzeba zawalczyć o dalsze karmienie piersią.

Wiele mam po zdaniu sobie sprawy, że urodziły alergika wykreśla z jadłospisu wszystko, co uznaje za zagrożenie dla swojej pociechy. Jest to dosyć częsty i niestety poważny błąd. Takie działanie nie doprowadzi do stwierdzenia na co faktycznie uczulone jest dziecko. Jedynym efektem będzie bardzo uboga dieta mamy, co bezpośrednio przełoży się na jakość produkowanego przez nią pokarmu.

Dieta eliminacyjna czyli szukamy winowajcy

Jak sama nazwa wskazuje polega ona na eliminowaniu z diety mamy produktów podejrzewanych o powodowanie alergii u niemowlaka. Chociaż uczulać może praktycznie każdy produkt to jednak blisko 90% alergii powoduje zaledwie kilka produktów: mleko krowie i produkty mlekopochodne, jaja, gluten, soja, ryby, owoce morza, orzechy, cytrusy i truskawki. Największym wrogiem małych brzuszków jest mleko krowie i to z niego, oraz wszelkich produktów zawierających mleko, mama karmiąca piersią powinna zrezygnować w pierwszej kolejności. Następnie trzeba dać dziecku dwa tygodnie na całkowite pozbycie się alergenów z organizmu. Dopiero po tym czasie można wyrokować, czy winowajcą było mleko, czy jednak trzeba szukać dalej. Czasem zdarza się, że dzieci uczulone na mleko źle tolerują także wołowinę i cielęcinę, więc warto również to mięso wyeliminować szukając sprawcy alergii. Jeśli po dwóch tygodniach objawy nie ustąpią można uznać, że nie był to dobry wybór, przywrócić mleko do diety i wyeliminować kolejny produkt. I tak do skutku. Chociaż ustalenie przyczyn alergii może zająć wiele tygodni tak naprawdę jest to jedyna skuteczna metoda ustalenia na co uczulone jest dziecko. Testy z krwi w przypadku małych dzieci nie są wiarygodne. Bardzo często zdarza się, że wykrywają alergie dopiero u dzieci siedmioletnich a nawet starszych.
Jeśli podejrzenia o alergii u dziecka potwierdzą się tym bardziej warto karmić piersią. Bywa i tak, że dziecko jest uczulone na więcej niż jeden produkt, bezpieczniej jest sprawdzać to podając potencjalne alergeny w mleku matki niż eksperymentować bezpośrednio na małym brzuszku dziecka.

Dieta eliminacyjna to nie wszystko

Nie wystarczy wykluczyć z diety mamy pokarmów uczulających dziecko by pomóc mu całkowicie wyzdrowieć. Trzeba także pamiętać o eliminacji alergenów wziewnych, a więc mieszkanie musi być wysprzątane i wywietrzone, a wszelkim palaczom stanowczo mówimy „proszę wyjść z mojego domu!”. W jadłospisie mamy karmiącej piersią powinny znaleźć się produkty bogate w probiotyki.
Nieleczona alergia pokarmowa może podstępnie przeistoczyć się w alergię wziewną, a stąd już tylko mały krok do astmy. Dlatego chociaż „uczulenie na jedzenie” może wydawać się stosunkowo niegroźną dolegliwością nie wolno jej lekceważyć

Na pocieszenie – alergia to nie wyrok

Większość małych alergików wyrasta z tej choroby przed ukończeniem piątego roku życia. Już dwulatkowi można na próbę podać niewielką ilość pokarmu z alergenem i bacznie obserwować reakcję. Jeśli nie będzie typowych objawów alergii można uznać, że jest ono zdrowe, jeśli będą – kolejną próbę można podjąć za pół roku.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Kasia, mama MadziAnna Bochenek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Bochenek
Gość

Jestem mamą alergika. Karmilam przez 15 m-cy. Z perspektywy czasu wiem, że to najlepsze co mogłam zrobić bo dziecko nie tolerowało też mm dedykowanych alergikom. Nie powiem, że było łatwo, to była moja pierwsza restrykcyjna dieta w życiu, ale dałam radę i mam szczęśliwe dziecko u którego objawy znacznie się zmniejszyły. A początek był straszny- rany do krwi rozdrapywane. Wszystkim początkującym mamom alergików życzę sił i wytrwałości

Kasia, mama Madzi
Gość
Kasia, mama Madzi

Niestety mnie taże to dotknęło. Madzia nietoleruje mleka i pochodnych, jaj, ryb, malin, truskawek, orzecha a nawet banana, po dżemie porzeczkowym są zielone kupki. Zmiany skórne, sapka, ostra ciemieniucha nawet na brwiach i powiekach. W ruch poszedł steryd i ostra dieta. Jest poprawa, natomiast zaczeła pocierać oko. Nie wiem czy to możliwe żeby 3 miesięczne dziecko świadomie pocierało oczko, które np.swędzi.

Zobacz kolejny artykuł

Czas spędzony przy grze planszowej z dzieckiem, to coś więcej niż rozrywka. Przekonaj się dlaczego warto grać wspólnie


Jeśli lubisz gry planszowe, ale traktujesz je jako tradycyjny “zabijacz” nudy, warto byś przyjrzała się temu bliżej. A jeśli nie grałaś do tej pory z pociechą, zarówno z braku czasu, jak i przekonania do tego typu rozrywki, ja nakłonię cię do szybkiej zmiany zdania.

Gry planszowe znane są od starożytności! Dawni mieszkańcy Persji czy Egiptu opracowali zasady różnych gier, co zostało utrwalone nie tylko w starych zapisach, ale i samych zachowanych planszach i pionkach. To niezwykłe dziedzictwo świadczy o tym, że nawet w dobie wszechobecności komputerów, tradycyjnym grom planszowym nie grozi wyparcie przez cyfrowy świat.

Dlaczego warto grać w gry planszowe?

Nie chodzi tu jedynie o klasyczny przykład czynności która zajmie dziecko oraz odstresuje rodzica. Mimo problemów codzienności, gdy sięgasz po planszowy świat, coś się zmienia. Kierujesz myśli na inny tor, dajesz się ponieść wyobraźni, lub odwrotnie, wytężasz logiczne myślenie.

Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile dobrego daje w ten sposób spędzony czas tobie, pomyśl teraz jakie korzyści wynosi z każdej takiej potyczki dziecko:

  • Uczy się. To niezwykle istotna funkcja gier czyli przysposobienie dziecka do  przestrzegania reguł, co wcale nie jest łatwym zadaniem. Młody człowiek przy okazji uczy się liczenia, rozpoznawania cyferek, liter, rozszerza umiejętność rozróżniania kolorów, kształtów, grupowania danych przedmiotów. Równolegle rozwija percepcję, koncentrację i koordynację wzrokowo-ruchową, co ma niebagatelny wpływ na sprawność manualną dzieci. Pozwalają poprawnie odczytywać fakty i kształtują w dziecku umiejętność główkowania i myślenia na przód, by wygrać lub uniknąć błędu.
  • Komunikuje się. Gry są fantastycznym pretekstem do rozmów, zarówno dotyczących zasad, sytuacji jakie mają miejsce w danej rozgrywce. Ale nie tylko, dzieci potrafią w zaskakujący sposób łączyć pewne fakty, a różne czynności prowadzone podczas gry, obrazy czy dźwięki są bodźcem do zadawania pytań i poszerzania wiedzy dziecka. Są także gry obliczone na pomoc dzieciom dotkniętym problemami logopedycznymi, a dziecko chętniej zaangażuje się w naukę poprzez zabawę, niż ćwicząc “na sucho” wymowę.
  • Rywalizuje. Mogłoby się wydawać, że rywalizacja wcale nie jest tak bardzo pożądana w życiu dziecka. A jednak to rywalizacja motywuje do zwiększenia starań, daje poczucie satysfakcji, lub odwrotnie, niezadowolenia gdy dziecku nie udaje się wygrać. Czasem można pozwolić dziecku zwyciężyć, by poczuło się ono pewnie. To wzmacnia pewność siebie, rozbudza ambicje. Gra w duchu fair play uczy szacunku do przeciwnika. Wbrew pozorom, także lekcja przegrywania jest bardzo istotna. Mimo iż mało przyjemna, daje dziecku jasny sygnał, że nie wszystko dzieje się według zamierzeń. Porażkę w grze łatwiej jest omówić niż oswoić, dobrze aby dziecko miało szansę i tego spróbować. W przyszłości inaczej będzie podchodziło do ewentualnych potknięć w różnych życiowych sytuacjach, ale ze świadomością że tak czasem bywa i po przeanalizowaniu tego, wyciągnie wnioski. Przecież następnym razem może się udać. Tak jak w grze.
  • Współpracuje z innymi. Gry to nie tylko rywalizacja, ale świetne pole do współpracy i zacieśniania więzów rodzinnych, czy ogólnie międzyludzkich, gdy grają np. rówieśnicy na kolonii.
  • Odstresowuje się. To fałszywe przekonanie, ze dzieci nie cierpią z powodu stresu. One również się stresują, tylko odmiennymi problemami niż robimy to my, dorośli. Ale stres męczy tak samo, niekiedy jego przykre skutki widoczne są pod postacią ogryzionych paznokci czy apatii u dziecka. Gry rewelacyjnie pozwalają rozładować to napięcie, uczą dystansu do pewnych kwestii, pozwalając dziecku wchodzić w inne role.

Jak widać gry są wprost nieocenione, dla wszechstronnego rozwoju naszych pociech. W sposób przyjemny do wspólnego spędzania czasu można zaangażować całą rodzinę. Pozostaje jeszcze tylko jedna kwestia, jaką grę kupić?

Czym kierować się przy zakupie gry?

Jeśli kupujesz po raz pierwszy grę planszową dla dziecka, możesz się pogubić w ogromnym wyborze. Zanim cokolwiek włożysz do koszyka, znajdź informację na opakowaniu, jakiej grupie wiekowej dana gra jest dedykowana. Oczywiście nie musisz trzymać się sztywno tych ram, możesz wybrać grę dla dziecka nieco starszego, jeśli twoja pociecha ma szczególne predyspozycje czy umiejętności do danych działań w grach.

Nie obawiaj się też kupić prostszej gry na początek, mało prawdopodobne by dziecko się zniechęciło za to poziom gry dopasujesz do jego umiejętności. Jak jedna gra zda egzamin, nic nie stoi na przeszkodzie, byście poszerzyli stopień trudności i zaangażowania w rozgrywkę. Dla dzieci istotna jest kolorystyka, to, czy są ilustracje, to przyciąga wzrok i umila czas spędzony nad planszą. Weź również pod uwagę w jakim gronie będziecie grać aby dobrać grę pod kątem minimalnego wieku graczy, liczby uczestników gry, oraz czasu który przeznaczycie na wspólną zabawę.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

10
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Jelinek
Gość

Uwielbiamy grać nie tylko z dziećmi :)

Dzieciorka
Gość

My dopiero zaczynamy, mała ma 3 lata. Ale od pół roku ma opanowaną Jengę, a z planszówek na razie poznajemy Tęczę, lubimy też poukładać Domino i Memory :)

Milena Kamińska
Gość

lubimy by spędzić czas z dziećmi, pośmiać ię, dla emocji, chcę nauczyć dzieci czekania na swoją kolej no i oczywiście nauczyć znoszenia porażki

Anna Stec
Gość

A czas spędzony przy grze planszowej bez dziecka to dopiero czad

Tadeusz Szymon Trociński
Gość

Jak się gra z dziećmi to trzeba dawać im wygrywać inaczej jest wojna w domu… Ale no cóż ja tam jestem za tym żeby jednak przegrana była bardziej bolesna np kłaść dzieci bez kolacji albo coś >:) ;-) pozdrawiam

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość
W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Tadeusz, Tadeusz co z Ciebie wyrośnie :P / Magda

Sylwia Wnuk
Gość

uwielbiamy grać co prawda jesteśmy u początku tej drogi ale synek uwielbia rzucać kostką i przesuwać pionki :) ostatnio z zapałek pokonuje puzzle :)

Alicja Skowrońska
Gość

Gram. Największym hitem jest gra superbohaterowie wyd. foxgames. Żadna znana ani z tytułami, a nawet ja gram z przyjemnością

Aga
Gość
Aga

Dla mnie gry planszowe od zawsze były fajną zabawą, od dzieciństwa graliśmy całą rodziną i świetnie się bawiliśmy, potem wciągnęłam w to mojego obecnego męża a teraz i dzieci. Na razie są małe więc wybieramy mniej skomplikowane ale z czasem możliwości przybędzie.
Pozdrawiam
http://miit.pl/

Zobacz kolejny artykuł

Jest afera!


Jest afera! I to nie byle jaka bo w przedszkolu! O Panią Bożenę się rozchodzi. Chcą ją wywalić. Podobno już nawet kogoś mają na jej miejsce, kuzynkę dyrektorki czy coś. Sprzątaczka wszystko słyszała bo kłótnia była potworna. Jedna się darła, druga płakała. No mówię Wam, afera!

Poszło o błahostkę, o to że Pani Bożenka jechała z grupą przedszkolaków na występy – konkurs z wierszykami i piosenkami o zdrowym odżywianiu. Najpierw, na prośbę przedszkola, dzieciaki miały być podwiezione przez swoich rodziców – własnymi autami, ale że impreza była rano, a rodzice pracują, zasugerowano, żeby wynająć busa. No i Pani Bożena tego busa wynajęła, za pieniądze z komitetu.

…i z tego wybuchła wojna.

Plotki mówią, że te pieniądze to już dawno na inny cel były przeznaczone. Ale kto ich tam wie. Rozliczać się z rodzicami nie czują potrzeby więc skąd można wiedzieć co w trawie piszczy.
A piszczy coś na pewno, bo atmosfera jest wybitnie nerwowa ostatnio.

Pani Bożena może ideałem nie jest, ale prawda jest taka, że z całej (aż trzyosobowej) kadry przedszkolanek, tylko ona zasłużyła sobie na uznanie i sympatię rodziców. Dlatego wieść o jej rzekomym zwolnieniu wywołała potężną falę oburzenia. Szybko więc wystosowano pismo do dyrektorki z prośbą o zwołanie zebrania, by sytuację wyjaśnić i Panią Bożenę obronić.

Ojjj powiem Wam, że na takim zebraniu rodziców to ja jeszcze nie byłam! Co tam się działo!? Przeszło czterdziestu rozgoryczonych rodziców i kadra przedszkola, podzielona na dwa obozy. A właściwie to kadra kontra Pani Bożena.

Atmosfera była tak gęsta, że momentami ciężko było oddychać. Temperatura sięgała zenitu, a emocje kipiały na prawo i lewo, niechlujnie brudząc przy tym ściany.

Wszyscy się przekrzykiwali, wytykali błędy, wyciągali skrywane od dawna gorzkie żale, wysuwali co raz to gorsze zarzuty i żądali wyjaśnień. Mówić mogli wszyscy i bronić się mogli wszyscy, poza Panią Bożeną. Jej ciągle nie dawano dojść do słowa, a każda jej próba przebicia się, była automatycznie odrzucana. Konflikt pomiędzy Nią, a kadrą i dyrektorką przedszkola był tak bardzo widoczny, że już bardziej nie mógł. A mimo to, wmawiano nam – rodzicom, że żadnego konfliktu nie ma! Obozów nie ma! To jest zła ocena sytuacji, a Pani Bożena…. no cóż, Pani Bożenie w sierpniu kończy się umowa. I dyra ową umowę może przedłużyć o kolejny rok (tak jak to było robione do tej pory, od 6 lat), ale nie musi. I zdaje się, że to już jest postanowione.

Choć z drugiej strony, stuprocentowej pewności nie ma. Jest jeszcze cień szansy, że dyra się przestraszy wielkiego rozgłosu, bo rodzice zagrozili, że pójdą do burmistrza! I o wszystkim powiedzą! I napiszą petycję!
Kto wie, może pójdą z tym jeszcze do telewizji..? ;-)

Śmiać mi się chce, jak sobie przypomnę dzisiejszy obraz – naprawdę wściekli rodzice, a właściwie, w przeważającej części – wściekłe baby, to nie przelewki! Mało brakowało, aby polała się krew i pofrunęły w górę włosy!

I pomyśleć, że w ten właśnie sposób zachowują się DOROŚLI, cywilizowani i (rzekomo) wykształceni ludzie…

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

4
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina Bylina
Gość

Czekam jak sie watek rozwinie ;) Od razu widac ze co by ta pani nie zrobila to bedzie zle bo ciepla posadka juz czeka na kogos z jej rodziny

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ja też czekam! Dyra podobno do końca miesiąca ma czas żeby podjąć jakąś decyzję. Mam nadzieję, że z obawy przed dalszymi plotkami i reputacją, zostawi „biedną” panią przedszkolankę! :)

Milena Kamińska
Gość

Ale cyrk współczuje tej Pani

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Mi też jej szkoda. I ja bym tak nie chciała pracować – wiedząc, że „koleżanki” i dyra są przeciwko mnie ;/.

Zobacz kolejny artykuł

Twoje dziecko też jest uparte? 5 sposobów jak sobie z tym radzę


Mój syn jest bardzo uparty. Jak sobie coś postanowi, to nie ma zmiłuj – ani prośbą, ani groźbą. Jako mama czuję się wtedy taka bezradna. Znasz to?

Wydaje nam się, że jako rodzice powinniśmy wymagać od dziecka posłuszeństwa. Tego też oczekuje od nas otoczenie – dzieci mają słuchać dorosłych. Jeśli jest inaczej to inni oceniają takich rodziców jako nieporadnych wychowawczo – “że im dziecko wchodzi na głowę”. Rzecz dotyczy zarówno zbuntowanego dwulatka, odstawiającego histerię w sklepie, przedszkolaka, który odmawia jedzenia obiadu, jak i nieustępliwego ucznia, który chce postawić na swoim.

I nie wiem, jak Ty, ale mnie z jednej strony denerwuje ten upór mojego syna, z drugiej drażni, że zmuszając go do bezwarunkowego słuchania, „łamię” jego charakter. No bo przecież zależy mi by był wytrwałym, pewnym siebie i asertywnym dorosłym. Za nic w świecie nie chciałabym, żeby był w przyszłości uległy, niezdecydowany i nie miał swojego zdania.

Jak więc znaleźć złoty środek, by z jednej strony zaakceptować tę jego silną wolę, a z drugiej nie pozwalać na wszystko, co sobie „ubzdura”?

Doszłam do pewnych wniosków – jeśli masz podobne lub zupełnie inne doświadczenia, proszę podziel się też nimi.

  1. Są sytuacje, kiedy rodzic nie może odpuścić i musi być konsekwentny.

Kiedy? Wtedy, kiedy zachowanie dziecka łamie jakieś ustalone zasady, nie szanuje wartości, nie przestrzega granic. Wtedy nasz upór jest konieczny i nie możemy dla chwili świętego spokoju zgodzić się, by dzieciak postawił na swoim.

Pierwszy przykład, który przychodzi mi do głowy, to gdy maluch stanowczo chce na nas coś wymusić (kupno tego tu i teraz). A jeśli chodzi o starszaków – to mam idealny przykład z własnego podwórka, gdy Aleks uparł się, że chce czytać książkę przy wspólnej kolacji (wiem, w dzisiejszych czasach niejeden rodzic cieszyłby się, że dziecko w ogóle chce czytać ;)). Nie zgodziliśmy się na to, a on zagroził, że niczego w takim razie nie tknie z talerza. Próbował nas przekonać dobrych kilkanaście minut i w rezultacie poszedł spać głodny. Było mi z tym źle, ale mamy zasadę, że przy wspólnym posiłku nie czyta się, nie korzysta z komputera, nie odbiera się telefonów. Amen.

  1. Powyższy punkt wymaga dopowiedzenia – warto wytłumaczyć dziecku, dlaczego mamy takie a nie inne zdanie. Dajmy mu jasno do zrozumienia, że jego zachowanie nie jest dobrym rozwiązaniem. Zróbmy to spokojnie i cierpliwie. W mojej historii z książką przypomnienie Aleksowi obowiązującej zasady i wytłumaczenie, dlaczego nie chcemy się zgodzić – w danej chwili nie przyniosło rezultatu. Ale też nigdy ta konkretna sytuacja się już nie powtórzyła, myślę że wtedy pokazaliśmy jakiego zachowania kategorycznie nie akceptujemy.
  2. Są sytuacje, kiedy warto się zastanowić, czy nie odpuścić. Trzymanie się swojego zdania jest to pewien sposób wyrażania siebie, więc dziecko powinno też mieć na coś wpływ i czuć, że ktoś (mama, tata) liczy się z jego racjami. To dobra okazja na rozmowę, obronę własnego zdania, wysłuchania argumentów dziecka.

Aleks po pół roku zajęć w kółku teatralnym poprosił, by go stamtąd wypisać. Przekonał nas w kilku zdaniach – spróbował, kilka miesięcy przygotowywał się do przedstawienia, wystąpił i teraz wie, że to jednak mu się nie podoba, że wolałby chodzić częściej na basen.

  1. Są też sytuacje, kiedy przydatny jest kompromis. Wytłumacz dziecku na czym on polega i jeśli jest możliwy próbujcie go wypracować. Bycie rodzicem to nie udział w wojnie, z której musi wyjść zarówno zwycięzca, jak i przegrany. Znalezienie rozwiązania wymaga pójścia obu stron na pewne ustępstwa, wyrzeczenia i poświęcenia – to nie jest wcale łatwe, więc warto tę umiejętność ćwiczyć. I co istotne – dotyczy zarówno dziecko jak i rodzica, więc jest dobrą okazją, by pokazać, że dorosły nie musi zawsze dominować i może w jakiejś kwestii ustąpić.
  2. I jest jeszcze jedna wskazówka, która czasem się sprawdza – rozładowanie trudnych emocji śmiechem. Po prostu czasem wystarczy zażartować, próbować dziecko rozśmieszyć albo zacząć je łaskotać. Zaciętość i krnąbrność zazwyczaj znika, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jeśli jest potrzeba, można po jakimś czasie wrócić do tej problemowej sytuacji i ją przegadać.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

4
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
BeeMammy
Gość
BeeMammy

Slusznie. Mam podobne spostrzezenia

Anna Bochenek
Gość

Mam jedną uparciuszkę, a raczej upartą oślicę. Im bardziej zmęczona tym gorzej. W okresie buntu dwulatka było kiepsko, ani prośbą, ani groźbą, ani perswazją, ani odwracaniem uwagi, szantaż czy przekupstwo też odnosiły małe skutki. Konsekwencja dała rezultaty ale co się nazłościłam, a ona napłakała to nasze. Trzeba wyrobić sobie nerwy ze stali i powtarzać swoje jak mantrę. Teraz łatwo się mówi, ale 2-3 lata temu to niemal jak pole bitwy było.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

pole bitwy, cóż za trafne określenie :)

Marysia Fritzsche
Gość

moje dziecko wie czego chce, nie nazywam go uparciuchem, nie wymagam posluszenstwa, daje prawo do swojego zdania. rozmawiam, tlumacze, negocjuje. wiadomo, sa sytuacji w ktorych musi byc tak,jak rodzc postanowil (wzgledy bezpieczenstwa etc.) ale na szczescie nie ma ich wiele.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close