Umieszczasz zdjęcia swojego dziecka w sieci? A co jeśli zostanie… prezydentem!


Czy umieszczając zdjęcie swojego dziecka w sieci zastanawiałeś się kiedyś, jak może to wpłynąć na jego bezpieczeństwo i prywatność, nie tylko w danej chwili, ale także w przyszłości? Eksperci bezpieczeństwa z firmy ESET przypominają, że raz wrzucona do sieci treść, zostaje w niej na zawsze. Rodzice powinni zatem brać pod uwagę fakt, że uchodzące za zabawne w danym momencie zdjęcie pociechy, może w przyszłości ośmieszyć dorosłe już dziecko.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez serwis Twoje dziecko w sieci, 15 procent rodziców nastolatków przyznaje, że ich dziecko było ośmieszane w gronie rówieśników np. na skutek publikacji w Internecie zdjęcia z jego udziałem. Często dzieci same publikują swoje zdjęcia, np. na portalach społecznościowych bez zastanowienia się nad konsekwencjami ich udostępnienia. Dodają zdjęcia zrobione podczas zabawy czy imprezy, nie zdając sobie sprawy, że ich opublikowanie za kilka lat może narazić ich samych na ośmieszenie w środowisku zawodowym lub prywatnym. Ważne, by dziecko miało świadomość, że zdjęcie czy filmik wrzucony dla zabawy może zostać wykorzystany przez niepowołaną osobę, nawet pedofila.

– Usunięcie postu czy zdjęcia po publikacji na Facebooku nie gwarantuje, że zniknęło ono z sieci – ktoś mógł je skopiować lub zrobić zrzut ekranu. Poza tym raz opublikowane treści mogą pozostać na serwerach samego Facebooka przez pewien czas, nawet po usunięciu konta z portalu – w ten sposób zwykle działają serwisy społecznościowe – mówi Kamil Sadkowski, analityk zagrożeń z firmy ESET.

Blisko 70 procent rodziców deklaruje, że sprawdza sposób w jaki dziecko korzysta z Internetu. To dobrze, że rodzice kontrolują swoje dzieci, rozmawiają z nimi na temat czyhających w sieci zagrożeń i korzystają z narzędzi monitorujących aktywność dziecka w Internecie. Ale często to właśnie oni narażają dziecko na niebezpieczeństwo lub ośmieszenie w gronie rówieśników, np. publikując na Facebooku, Instagramie czy YouTubie „śmieszne” filmiki z udziałem pociechy czy prywatne zdjęcia. To tzw. parental trolling, czyli ośmieszanie i kompromitowanie swojego dziecka w sieci, za który może grozić odpowiedzialność karna. Ostatnio głośno było o pierwszej w Polsce sprawie, w której ojciec dziecka został skazany na karę 3 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 25 godzin miesięcznie za opublikowanie zdjęcia malca w niestosownej pozie.

– W przypadku opublikowania nagiego zdjęcia dziecka w sieci, należy mieć na uwadze że kodeks karny penalizuje rozpowszechnianie wizerunku nagiej osoby bez jej zgody. Natomiast tzw. „parental trolling” jest pojęciem szerszym, obejmującym ośmieszanie dzieci przez ich rodziców poprzez rozpowszechnianie potencjalnie kompromitujących informacji o nich, co może stanowić naruszenie dóbr osobistych dziecka, w szczególności jego wizerunku – komentuje Agata Gruszka, radca prawny w DAGMA Sp. z o.o., firmie specjalizującej się w bezpieczeństwie IT.

Warto także dbać o bezpieczeństwo sprzętu, na którym przechowuje się prywatne zdjęcia, filmy czy dokumenty dotyczące dziecka. Jak podkreśla Kamil Sadkowski z firmy ESET, istnieją zagrożenia potrafiące wykradać prywatne dane, w tym dokumenty i zdjęcia.

Ogólnopolskie badanie „A czy wiesz co Twoje dziecko robi w sieci?” zostało przeprowadzone na grupie 307 rodziców w terminie od 2 do 28 marca 2017 roku.

 

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Karolina Bylina
5 lat temu

Ja uwazam ze trzeba rozmyslnie wstawiac zdjecia.

Anna Pyzdra
5 lat temu

nie wstawiam zdjęć dzieci, dla ciebie może nie być ośmieszające ” koledzy” dotrą do zdjęcia za 5 lat i będą się śmiać bo fryzura nie taka itd.

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Lokalny Rolnik


Droga mamo, serdecznie zapraszamy Cię do świata zakupów u Lokalnego Rolnika. Czy wiesz , że w naszym mieście możesz dołączyć do sąsiedzkiej inicjatywy? Już kilka tysięcy osób korzysta z Lokalnego Rolnika.

Obecni jesteśmy w Krakowie od Kurdwanowa, aż po Bronowice już  30 lokalizacji oraz w Wieliczce, Skawinie, Niepołomicach, Zielonkach, Zabierzowie, Michałowicach, Mogilanach i w Chrzanowie.

Lokalny Rolnik to rodzaj bazaru internetowego gdzie w prosty i wygodny sposób nie wychodząc z domu w towarzystwie swojego malucha możesz kupić smaczne, zdrowe i pozbawione chemii, bez konserwantów, jedzenie dla Ciebie i całej Twojej rodziny.

Zakupy u nas są dziecinnie proste.

  1. Dołącz do najbliższej grupy zakupowej w Twojej okolicy na www.lokalnyrolnik.pl
  2. Dodaj interesujące Cię produkty do koszyka .
  3. Zapłać przelewem internetowym i odbierz zakupy w wybranej grupie zakupowej.

Mamo! Wiemy jak ciężko znaleźć jedzenie bez konserwantów i polepszaczy smaków , wiemy ile trudu wkładasz aby twój maluch jadł zdrowo, wiemy jak ciężkie jest rozszerzanie diety malucha i  dieta eliminacyjna alergika. Wiemy to wszystko bo same jesteśmy mamami!

Za naszym zielonym logiem stoi super mama Sylwia Modic, założycielka Lokalnego Rolnika, której córka cierpi na autyzm i ma silną alergię na konserwanty. Pomysł na portal podyktowało życie i ogromna determinacja mamy. Dlatego zapewniamy Cię, że dokładamy ogromnej staranności, aby jedzenie, które u nas kupujesz było najlepszej jakości i w najlepszej cenie.

Wspierają nas najlepsi! Do grona naszych inwestorów dołączyli Robert i Ania Lewandowscy – przyszli rodzice.
Na platformie znajdziesz produkty od lokalnych rolników m.in.:

– warzywa i owoce z upraw ekologicznych;
– mięso i wędliny bez polepszaczy smaku i konserwantów;
– ryby karmione robaczkami, a nie sztucznymi paszami, ze sprawdzonych stawów hodowlanych,
– tradycyjny nabiał – pyszne twarogi, masełka wiejskie, serki, jogurty bez cukru, mleko od krowy, wiele dobrych produktów z małych mleczarni, których nie spotkasz na co dzień w sklepie.

Mamy też jajka od szczęśliwych kurek, które karmione są zbożami i kukurydzą i mają wolny wybieg.  Soki tłoczone, chleb wyrabiany na prawdziwym zakwasie, słodycze bez cukru ręcznie robione, domowe makarony, pyszne pierogi  i krokiety  jak u babci i wiele innych produktów bezcukrowych, bezglutenowych, czy wegańskich.

Dostępnych jest ponad 2000 produktów od 52 sprawdzonych Dostawców.

Grupy zakupowe Lokalnego Rolnika znajdziesz w całym Krakowie. Nad funkcjonowaniem każdej grupy czuwa Koordynator. Często jest to właśnie mama, która interesuje się zdrowym odżywianiem, lubi kontakt z ludźmi i  dorabia w ten sposób do domowego budżetu.

Cały czas tworzymy nowe grupy. Możesz zostać koordynatorką takiej grupy zgłaszając się na: https://lokalnyrolnik.pl/promuj_zdrowa_zywnosc

Zobacz jak działa Ilona: https://www.youtube.com/watch?v=PreATLItgWU

lub zamawiaj zdrową żywność dla Twojej rodziny dołączając do już istniejącej grupy najbliżej swojego domu na
www.lokalnyrolnik.pl

Udanych zakupów!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Paulina Garbień
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Paulina Garbień
5 lat temu

Ewa Agata Jaraczewska ☺

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Biedronka Super Zwierzaki – falstart na starcie, a potem…


Jeszcze nie przebrzmiało echo afery z biedronkowymi pluszakami Świeżakami, a sieć sklepów już ogłosiła nową akcję kolekcjonerską. Tym razem zbieramy Super Zwierzaki. Znaczy – my zbieramy. A Wy?

Ogólnie rzecz biorąc zasada jest prosta. Trzeba zrobić zakupy i dostać karty przy kasie. Potem włożyć je do albumu. A może wkleić, nie jestem pewna. Dublety wymienić z kolegami i koleżankami. I tyle. W praktyce:

– Za co dokładnie dostaje się karty ciężko wyczuć. Ponoć trzeba mieć warzywa lub owoce na paragonie. Przy czym afera o to, czy ziemniak jest warzywem, bo za ziemniaki kart nie było, rozegrała się już w pierwszym tygodniu nowej promocji. Na stronie Biedronki pewnie da się dokładnie przeczytać regulamin. Nie wiem, nie próbowałam. Nie czytam regulaminów. Instrukcji też nie.

– Teoretycznie za zakupy powyżej 99 zł bez alkoholu i okazanie karty Moja Biedronka można rzeczony album do kolekcjonowania kart nabyć za złotówkę. Pod warunkiem, że jest dostępny. W naszym sklepie jakoś go nie ma. Ani za złotówkę, ani za pięć, bo tyle kosztuje bez rabatów.

– Żeby dostać karty, trzeba się o nie upomnieć. I nie zawsze się dostanie. Ot, nie każdy kasjer wyda. Dlaczego? A kto ich tam wie! Jeden nawet twierdził, że nic się za punkty nie dostaje!

Wczoraj zaliczyłyśmy taką sytuację:

Rachunek spory, bo zakupy też niemałe. Zresztą nie ma co ukrywać, blisko 200 złotych wydałam. Duśka podekscytowana, że dostanie nowe karty, jak to dziecko. A kasjerka łaskawie wręczyła mi… kupon na karty, które mogę sobie odebrać przy kolejnych zakupach. No zaraz, zaraz, coś tu chyba jest mocno nie tak?? Zakupy zrobione, alkoholu nie ma, karty się należą, tak? Należą owszem, ale pani ich nie ma. Wkurzyłam się. Lekko i wewnętrznie, ale jednak. Bo jeśli nie dostaniemy tych cholernych kart, to będę przez dwie godziny słuchała, jak bardzo to jest nie fair, że najpierw mówią, że dają, a potem jak się zrobi zakupy, to nie dają. No pewnie, że to nie jest fair, zgadzam się, ale żeby o tym godzinami dyskutować nie mam czasu.

– Czy pani widzi rozczarowanie w oczach mojego dziecka? – Duśka jak na dany znak (inteligencja po mamusi, mówię Wam!) zrobiła naburmuszoną minę. – Drugi tydzień promocji i już się karty skończyły??

 

Pytajcie, a odpowiedzą Wam. Oczekujcie, a dostaniecie.

 

– Ola, masz jeszcze karty, bo mnie się skończyły?

– Mam.

– To wydaj pani.

– Ale jak, muszę chociaż reklamówkę nabić.

– Nie musisz, sczytaj kartę, masz tam napisane, ile się należy, to wydaj.

 

Pani z sąsiedniej kasy zaryzykowała i wzięła się do dzieła.

 

– Edytka, ale ja nie mogę, jak ja teraz paragon zamknę?

– Możesz, wpisz kwotę zero i płatność gotówką.

– I to przejdzie?

– Przejdzie, ja tak dziś robiłam.

 

Faktycznie przeszło. Jakby Wam w Biedronce wstręty czynili, to nie dajcie się zbyć. Pamiętajcie, kwota zero, płatność gotówką i można odebrać karty zapisane na… karcie.

Udało mi się jeszcze dowiedzieć, że kasjer jednorazowo przed początkiem zmiany pobiera karty i nie może ich w trakcie zmiany dobrać. Jak mu się skończą, to wydaje kupony na odbiór przy następnych zakupach. Przy czym ten kupon tak naprawdę nie jest potrzebny, wcale go nie dawałam tej drugiej kasjerce. To raczej jakiś chwyt psychologiczny. Wniosek? Jeśli zbieracie karty, to zakupy trzeba robić o szóstej rano, albo o czternastej, jak druga zmiana siada przy kasie. Wtedy kupony na pewno są. Przed siedemnastą już było różnie.

Karty same w sobie są nawet ładne, nie powiem, zawierają krótką informację o każdym zwierzaku, ale żeby w pełni docenić nową akcję Biedronki, trzeba pobrać na telefon aplikację Biedronka Super Zwierzaki. Sama aplikacja jest całkiem spora, więc proponuję pobierać przez Wi-Fi i nie marnować transferu. Ponadto nieznośnie rozgrzewa telefon, więc pewnie jest bateriożerna. Mnie to akurat nie przeszkadza, moja gra też nieźle żre.

Co mogę powiedzieć o aplikacji? Hmm, widziałam ją tylko kilka minut, potem Duśka zawładnęła moim telefonem, ale:

– Jest bardzo ładna graficznie.

– Jest bardzo intuicyjna.

– Skanowanie kart jest trochę dziwne, nie udało nam się ustalić, czy trzeba skanować całą kartę, czy kawałek, a jeśli kawałek to który, ale ostatecznie Duśka zeskanowała sobie wszystkie, więc to nie może być skomplikowane.

– Zasadniczą cechą tej aplikacji jest odtwarzanie dźwięków wydawanych przez poszczególne zwierzęta. Nie wiem, czy mnie by to wkręciło, ale Duśkę wkręciło bardzo. Walor edukacyjny niezaprzeczalny. Lepiej uczyć się odgłosów zwierząt niż grać w… właściwie nie wiem, w co teraz małolaty grają. Dźwięki są czyste, wyraźne i bardzo realistyczne.

Ostatniej cechy aplikacji twórcy chyba nie przewidzieli, a jak przewidzieli, to nie reklamują. Otóż… żeby uzbierać wszystkie karty w aplikacji, wcale nie trzeba ich dostać w sklepie, można pożyczyć od kogoś, kto też zbiera. W ten sposób kolekcja uzupełni się szybciej, a portfel nie schudnie jakoś przesadnie. Chociaż, żeby nie było — nie kupiłam nic ponadto, co naprawdę potrzebowałam.

Reasumując: Chociaż zdobycie kart wymaga determinacji, strategii i dużego samozaparcia warto dzieciakom tę frajdę zrobić. Ogólnie tę akcję cenię dużo wyżej niż ubiegłoroczne Świeżaki.

 

Zdjęcie pochodzi ze strony www.biedronka.pl

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Mirella
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magdalena Stańczyk
5 lat temu

się wkłada ale jak dla mnie to głupie rozwiązanie zrobili dla dziecka jest niewygodne zwierzaki można zeskanować z albumu do aplikacje :P he he jak nie masz kart taka mała podpowiedz :)

W roli mamy - wrolimamy.pl

Oooo, na to nie wpadłam, może dlatego, że nie mam albumu ;)

Magdalena Stańczyk
5 lat temu

trochę zabawy przy tym jest i frajdy starsza mi córa wpadła na ten pomysł :P

W roli mamy - wrolimamy.pl

To już rozumiem, dlaczego album tak trudno dostać

Magdalena Stańczyk
5 lat temu

oj tak u nas był tylko przez dwa dni dostępny w sklepie bo sa tam jeszcze aplikacje na stronkach do oglądanie w 3d

Barbara Heppa-Chudy
5 lat temu

Sam album i karty – super!
System wydawania – jedna wielka zagadka.
Nie robię zakupów w Biedronce, ale zaczęłam, bo zbieramy karty… i już mam dosyć.
Ostatnio – cały koszyk warzyw i owoców! Kart – zero. Dlaczego?
Bo się nie wybija…

W roli mamy - wrolimamy.pl

Biedronka? Coś tu chyba nie tak…

Agnieszka Gnieciak
5 lat temu

Nawet kasjerzy tego nie ogarniaja a muszą się tłumaczy.
Ta akcja nie jest do końca przemyslana

Karolina Górowska
5 lat temu

Tak jak swierzaki tez nie przemyslana akcja. My nadal czekamy na 2 pluszaki

Małgorzata Durczewska

Moje dziewczyny na tablet zgrały aplikację. Jednak w tablecie większe „szkiełko ” to inaczej widac. A może jednak w telefonie lepiej? nie próbowałam. Póki co u nas nie ma braku kart itp.

Marlena Remigiusz Soja

syn (5lat) ostatnio podszedł do kasy i najpierw zapytał czy ma Pani jeszcze karty….poszedł by do innej heh…..miała….
system wydawania…trzeba mieć owoców albo warzyw za 5zł, często klientom brakuje kilka groszy i wtedy pretensje do kasjera ale co on za to może? jak się skasuje dobrać już nie można….do tego za karte moja biedronka kolejny komplet kart i dodatkowe za produkty oznaczone na sklepie (ostatnio były np. chipsy duszki, monster)

Marlena Remigiusz Soja

na pewno jest więcej tych produktów ale nie wiem jakie, na pewno się zmieniają co kilka dni

Barbara Heppa-Chudy
5 lat temu

Ja miałam tylko owoce i warzywa za ponad 40 zł i nic :(

Marlena Remigiusz Soja

oooo ;/ to odezwałabym się, chyba jest limit, że za owoce i warzywa max. 4 komplety można dostać…to za 20 i tak Pani powinna otrzymać…..

Karolina Górowska
5 lat temu

Napisz na.stronie biedronki, oni to zwerifikuja widzialam.jak ostatnio ktos tam pisal ze nie dostal kart, mieli sie tym zająć

Dorota Michalak
5 lat temu

U nas dziala dobrze wszystko i mamy prawie wszystkie karty-na poczatku mozna bylo kupic po 0, 12 gr to kupilismy ;)

Natalia Magdziarek
5 lat temu

Karty mozna tez skserowac i tez beda działać w aplikacji.

Mr hepik
Mr hepik
5 lat temu

Aleks jutro dostanie kilkadziesiąt.

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Kwitnące krzewy, pąki na drzewach i bazie nie zwiastują wiosny


Pamiętam z czasów dzieciństwa, że wiosnę najszybciej można było zobaczyć nie na drzewach, czy wśród trawy, a na boisku i placu zabaw. Jedno i drugie miałam pod nosem, a właściwie to przed blokiem, w którym wówczas mieszkałam.

Pamiętam, że przez zimę oba te miejsca świeciły pustkami, straszyły ciszą i w ogóle były strasznie smutne. A wystarczyło tylko, że słońce zaświeciło wysoko na niebie i zrobiło się na tyle ciepło, że można było zrzucić z siebie zimowe kurtki i zaraz dzieciaki mnożyły się jak grzyby po deszczu.

Na boisku, jedni biegali za piłką grając w „nogę”, inni rzucali do kosza, jeszcze inni uskuteczniali podwórkową wersję siatkówki – przez płot ;-) Za to na placu, tuż pod moim blokiem, uwielbialiśmy grać w palanta, kijem do bejzbola albo rakietą do tenisa. Przedział wiekowy był duży, od łepków co to ledwo 10 lat miały (a może i nie?), po 25-letnią „młodzież” ;-) Doskonale pamiętam ten ciągły gwar, który dochodził nawet zza zamkniętych okien – lubiłam go.

W tamtych czasach nie mieliśmy komórek, tabletów i kilku komputerów – dla każdego domownika po jednym. W tamtych czasach uwielbialiśmy spędzać czas na dworze. Jedyne o czym marzyliśmy po powrocie ze szkoły, to rzucić plecak w kąt i wyjść „na plac”. Nikomu nie doskwierał głód, nikt nie chciał iść na obiad – lepsza była „klapsznita” do ręki. I właściwie każdy chciał, by jego rodzice prędko nie zawołali (przez okno ;-), że to już czas wracać…

To było piękne. Tęsknię za tym. I za tamtymi wiosnami również. A przypomniało mi się to wczoraj, kiedy kolejny dzień z rzędu, mój 6-latek wrócił z przedszkola, rzucił plecakiem i popędził na dwór. Na obiad nie przyjdzie, bo po co? Przebrać się, nie ma czasu. Do wc też jakoś nie po drodze. I jeszcze udaje, że nie słyszy kiedy go wołam…. – taki to znajomy obrazek :-)

I choć nie mieszkamy w mieście, ani w bloku, to tak nam się fajnie złożyło, że na naszej ulicy jest kilku rówieśników Jaśka. Bawią się wszyscy razem, biegając z jednego podwórka, na drugie, od jednego domu do drugiego, wydając ten charakterystyczny dziecięcy gwar, który tak doskonale pamiętam, lubię, i za którym tak tęsknię.

Cieszę się, że w czasach, kiedy to dzieci trzeba wyganiać z domu na dwór, a nie na odwrót, moje dziecko tak chętnie spędza czas na świeżym powietrzu. Z dala od telewizora i innych elektronicznych bajerów. I cieszę się, że w ostatnich dniach przyszła do nas wiosna – jeszcze nie zielona, ale już ciepła, słoneczna i gwarna. No i że mogę to obserwować z kuchennego okna, jak niegdyś moja mama… ;-)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Fizinka
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close