Emocje 31 stycznia 2012

2+?

Jestem jedynaczką. Niestety. Odkąd pamiętam chciałam mieć siostrę, nie rodzeństwo, nie kogokolwiek – siostrę! Wyobrażałam sobie jak się razem bawimy lalkami, gramy w chińczyka, skaczemy na skakance i robimy te wszystkie babskie rzeczy, których nie miałam z kim robić. Nie miałam komu podbierać ciuchów i kosmetyków, nie miałam komu płakać, że chłopak mnie rzucił – przyjaciółka, choćby najlepsza, to jednak nie to samo. Siostra to siostra, tak to sobie zawsze wyobrażałam.

Właściwie odkąd pamiętam jęczałam Rodzicom, że chcę siostrzyczkę.
Jak nie miałam racji to trudno, ale powiedzcie mi to teraz, zanim uda mi się uszczęśliwić Duśkę.

Jęczałam, marudziłam, kwękałam, nic z tego – nie doczekałam się. W zamian dostawałam mnóstwo dziwnych argumentów typu:

− jakbyś miała siostrę to byś się musiała podzielić zabawkami, nie byłyby tylko dla ciebie (o niczym innym nie marzyłam);

− nie miałabyś kożucha tylko kiepską kurtkę, bo na dwa kożuchy nas nie stać (tak tak, urodziłam się w czasach kiedy zimy były prawdziwe a nie takie atrapy jak teraz, a kożuch był luksusem, co nie zmienia faktu że był ciężki, krępował ruchy i go nienawidziłam);

− z małym dzieckiem trzeba siedzieć w domu, nie będziemy jeździli na wczasy (ile ja mogłam mieć lat, że musiałam takich głupot wysłuchiwać? Fakt, że wtedy nie było fotelików samochodowych i tych wszystkich bajerów przydatnych w podróży, domek kempingowy to nie było miejsce dla niemowlaka, no ale przecież dzieci rosną);

nie mamy pieniędzy (to musiałam usłyszeć jak byłam starsza, ale to głupi argument, dziś wiem, że jak się naprawdę chce mieć dziecko to pieniądze mają marginalne znaczenie);

mamy małe mieszkanie (no fakt, jeden pokój niby duży ale za mały żeby go podzielić na dwa mniejsze, mieszkam teraz w tym mieszkaniu z mężem i dzieckiem i moim największym marzeniem jest siostra dla Duśki).

Prawdziwy powód był inny ale o tym dowiedziałam się duuuuużo później, mój Tata już nie żył, na siostrzyczkę było za późno.

Urodziłam się w czasach kiedy porodówka nie była miejscem przyjaznym, położne nie były życzliwe i pomocne, USG nie istniało, przynajmniej nie w naszym szpitalu powiatowym, a wątpię czy gdziekolwiek (chociaż kilka lat później słynna warszawska „Karowa” już miała, ale tylko do baaaaardzo szczególnych i powikłanych przypadków). No więc jako że urodziłam się w czasach niesprzyjających rodzeniu, wyszłam na świat nie główką jak Pan Bóg przykazał tylko piękną pupką. Tak, tak, nie miałam nadwagi, mogła być piękna.

Dziś, o ile wiem, ułożenie pośladkowe jest wskazaniem do cesarki. Potem jeszcze taki drobiazg jak łożysko które nie urodziło się całe i nikt nie raczył tego sprawdzić. Kilka dni po powrocie do domu krwotok i powrót do szpitala. No i to przekreśliło moje szanse na rodzeństwo, strach sparaliżował moją Mamę całkowicie i nieodwracalnie. Niestety.

Miałam 13 lat jak umarł mój Tata i 21 jak umarła Mama. Zostałam sama. Najbliższą rodziną był Dziadek, miał 85 lat i potworną miażdżycę, nie poznawał mnie czasami, czasami pytał o ludzi, którzy dawno umarli, i nie można było powiedzieć że umarli, bo traktował to jako informację bieżącą i zaczynał płakać. Właściwie w tamtym czasie najbliższy i najwierniejszy był pies…

No dobrze, mam dalszą rodzinę, nie odwrócili się ode mnie, mam znajomych bliższych i dalszych, byli przy mnie, pomagali, ale miałam też świadomość że chociaż oni dla mnie są najważniejsi to ja dla nich nie. Oni mieli kogoś bliższego niż ja, mamę, siostrę, córkę, męża, ojca, syna, zawsze kogoś mieli. Ja nie miałam nikogo. Wracałam do pustego domu, gdzie czekały na mnie tylko wspomnienia i poduszka jakby mi się zachciało płakać. I nie raz, nie dwa i nie trzy myślałam sobie jakby to było dobrze mieć siostrę. W tamtym czasie nawet na brata byłam gotowa się zgodzić. Byleby ktoś był. Ktoś dla mnie najbliższy i ktoś dla kogo ja tez byłabym najbliższa. Ktoś z kim mogłabym dźwigać mój ból, kto by naprawdę rozumiał i czuł to samo, a nie tylko mówił że rozumie. Nie zrozumie głodnego syty bo ich różnią apetyty…

Dziś nie jestem sama, mam męża i piękną córeczkę. Mam do kogo wracać, wiem, że jest ktoś dla kogo jestem najważniejsza. Na nowo, a może pierwszy raz naprawdę zrozumiałam jakie to ważne. Jaki to zaszczyt i jaka odpowiedzialność, a jednocześnie jak wielka radość. Kocham moją rodzinę, jestem prawie w pełni szczęśliwa. Dlaczego prawie? Proste, do pełni szczęścia brakuje w domu drugiego szkraba, naprawdę moim największym marzeniem jest siostrzyczka dla mojej córeczki. Nie chcę żeby kiedykolwiek poczuła tę pustkę, którą ja nie raz czułam. Jak znacie bociana, który mógłby nas obsłużyć bez kolejki to dajcie znać.

 

25
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
17 Comment authors
Mirellahttp://monpetittmonde.blogspotAgusiakmala_czarnajedynaczka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Haluszczak
Gość

Ja zawsze miałam brata, z którym się kłóciłam, biłam o wszystko i byłam wiecznie na wojennej ścieżce. Teraz nasze dzieci nie mogą bez siebie żyć i są „dzikie” za sobą. Nie wyobrażam sobie być sama… Może dla tego już przy pierwszym porodzie mój mąż się śmiał, że na za dwa lata rezerwujemy znów porodówkę, bo chcemy rodzeństwo dla córeczki. I co? Nie minęły dwa lata, a na świecie pojawił się nasz synek :) I co by się z nami – rodzicami – nie stało, dzieci będą miały siebie. Nie jesteśmy bogaci, nie mamy pałacu, dzieciaki będą mieszkały w 1 pokoiku,… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

U nas było troje rodzeństwa i choć teraz stosunki nie są wymarzone, to dzieciństwo wspominam jako wspaniały czas właśnie dzięki bratu i siostrze…Rodzina zawsze była moim najważniejszym celem, dlatego szybko wyszłam za maż i po roku małżeństwa byłam w ciąży – jesteśmy razem już prawie 6 lat, a Julka za moment skończy 4. Zawsze wiedzieliśmy, że nie chcemy mieć tylko jednego dziecka – oboje z mężem znamy wartość rodzeństwa i nie wyobrażaliśmy sobie, że moglibyśmy odebrać to córeczce. Ale…decyzja o drugim dziecku była znacznie trudniejsza – powody podobne jak we wpisie” mieszkanie, pieniądze, praca… Jednak dzięki kilku wydarzeniom olśniło nas… Czytaj więcej »

Mufa
Gość
Mufa

Ja mam siostrę, starszą o 4 lata. W dzieciństwie też biłyśmy się o wszystko, ale zawsze wiedziałam że ją mam i mogę do niej iść z problemami. Tak jest do dnia dzisiejszego, nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie (tak, tak mnie, bo to ja jestem młodsza) nie być. Widzę jaka to krzywda mieć jedno dziecko na przykładzie mojej kuzynki (notabene moja rówieśnica), dla niej taką „siostrą” byłam ja. A teraz nie ma do kogo buzi otworzyć. Ja mam swoją rodzinę, ona swoją, ale jak jakiś problem to zawsze dzwoni. Moja siostra ma jedno dziecko – żywy skarb- i na pytanie… Czytaj więcej »

Anna Cekiera
Gość

Bardzo smutny tekst ;(
W takich chwilach człowiek zaczyna doceniać to co ma.
Autorce życzę spełnienia marzeń ! Przylatujcie boćki!!! :)

Magda Kupis
Gość

Ja mam siostrę starszą o 2 lata i młodszego o 9 lat brata. Nie wyobrażam sobie inaczej. Z siostrą byłyśmy właściwie od zawsze razem. Między nami było jak to między siostrami, ale to też ma swoje plusy- jak walczyć o swoje- bardzo ważna umiejętność w dzisiejszych czasach. Kiedy mama powiedziała nam, że będziemy miały brata albo siostrę, skalałam z radości, nie mniej jak już brat przyszedł na świat. Pamiętam jak wtedy bardzo się cieszyłyśmy. Moja reakcja na pytanie czy mi się brat podoba, krąży w naszej rodzinie jako śmieszna anegdota- a jaka była moja reakcja? „Nie podoba mi się, bo… Czytaj więcej »

Kobietnik
Gość
Kobietnik

Mam czworo rodzeństwa, ale wiecie, często jak byliśmy razem (obiad niedzielny) to wydawało się, że jeszcze kogoś brak :) Nie przelewało się, to fakt. Ale dzieciństwo było wesołe…

Teraz sama mam rodzinę – dwoje dzieci. Cieszę się, że jest para bo razem się bawią, dzielą – jak daję jednemu ciastka wie, że ma dać drugiemu jedno. Rodzeństwo to skarb. Życzę autorce spełnienia marzeń :)

Alutka1011
Gość
Alutka1011

Mam czworo rodzeństwa.Najmłodsza siostra jest starsza o 4 lata w dzieciństwie często sie kłóciliśmy i biliśmy teraz jest moją najlepszą przyjaciółką i nie wyobrażam sobie żeby moje dziecko było jedynakiem.Wiem że wasze i na siostry i na braci mogę liczyć:) A rodzinne spotkania uwielbiam mimo pełnego domu:)
Mirella życzę powodzenia:)

Sylwia
Gość
Sylwia

Mam 1 siostrę, jak to bywa każdy kto ma rodzeństwo wie. Miałyśmy 1 pokój więc nie raz były kłótnie, rękoczyny a później zgoda i jedna za druga by w ogień skoczyła. Teraz nie widujemy się za często, mieszkamy daleko od siebie ale w kazdej wolnej chwili piszemy na gg czy rozmawiamy na skype. Dopiero teraz jak mieszkamy daleko od siebie doceniamy czym jest posiadanie rodzeństwa. Zawsze jest komu zwierzyć się czy poradzić :) Synek na razie jest jedynakiem ma prawie roczek,w przyszłości planujemy kolejnego szkraba by miał kompana do zabawy i powiernika w przyszłości. Nie wyobrażam sobie by został sam.… Czytaj więcej »

Karolina Zawadzka
Gość

ja miałam trójkę rodzeństwa i bywało różnie, ale dla swojego dziecka też chcę żeby miało rodzeństwo. Zawsze to inaczej niż jedno, samo… Smutne musiało być to że przez jakiś okres czasu byłaś sama, samotna…

Fizinka
Gość
Fizinka

Ja mam 2-óch braci, jeden rok starszy, drugi 5lat młodszy. W dzieciństwie „wiecznie” się kłóciliśmy i biliśmy ale tak ma chyba każde rodzeństwo :) i to nie jest niczym złym :) Tym bardziej że potrafiliśmy też wspólnie świetnie się bawić!! W domu nigdy nie było nudno i nigdy nie było cicho! :) Rodzice nie raz, nie dwa krzyczeli że mamy się uspokoić bo chcą mieć chwilę spokoju ale tak na prawdę – co oni by bez nas zrobili?? :) Dziś, kiedy sama jestem mamą cudownego chłopca wiem, że na jednym dzieciątku nie poprzestaniemy i sprawimy rodzeństwo synowi :) Marzeniem moim… Czytaj więcej »

Gosiak!
Gość
Gosiak!

Mirella, smutno mi teraz;( życzę Ci aby spełniło się Twoje marzenie o siostrze dla Dusi;*

Mirella
Gość
Mirella

A to się porobiło!!! Wcale nie chciałam nikogo zasmucać ani do łez doprowadzać, ciepasiam!!! (jak to moje dziecko mówi) Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa :* Utwierdzacie mnie w przekonaniu, że dwójka to minimum, żadnego głosu szczęślwego jedynaka/jedynaczki nie widzę ;)
Nie ukrywam, że napisałam to głównie do rodziców, którzy chcą na jednym dziecku poprzestać, żeby jeszcze raz przemyśleli swoją decyzję. My z mężem nigdy nie planowaliśmy DZIECKA, od początku planowaliśmy DZIECI :))

Lacri1
Gość
Lacri1

Bardzo dobry artykuł.. Ide szukac tego bociana dla Was :*

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Mam dwie starsze siostry i nie wyobrażam sobie świata w pojedynkę. Moim marzeniem jest rodzina 2+3. Majeczka musi mieć rodzeństwo, jakoś w życiu łatwiej, szczęśliwiej.

Azi-34
Gość
Azi-34

Też jestem jedynaczką. W wieku 19 lat zostałam mężatką i mamą. Moi bliscy – mama i tata nadal żyją, kilka lat temu podjęłam decyzję, że ze względu na ich wiek powinniśmy zamieszkać w jednym domu. Nigdy nie czułam się samotna, pewnie dlatego że nie znalazłam się w tak smutnym położeniu jak Ty. Rodzice dają mi mnóstwo wsparcia a też zawsze na swojej drodze spotykałam ludzi raczej życzliwych, W młodości miałam mnóstwo kolegów i koleżanek i jedną bardzo bliską przyjacółkę, myślę że ona zastępowała mi trochę tę siostrę, byłyśmy nierozłączne. Ja również mam jedno dziecko, mój syn jest już dorosły, Czuję… Czytaj więcej »

Ania
Gość
Ania

To może i ja się wypowiem, trochę innym głosem… Miałam brata przez 25 lat. Był starszy o dwa lata. W dzieciństwie też się biliśmy, kłóciliśmy i nie zawsze trzymaliśmy wspólny front, ale mama zawsze nam powtarzała „gdy nas zabraknie, będzie mieli tylko siebie, więc się szanujcie”… Potem przyszedł czas dorastania i uwidoczniły się nasze skrajnie różne charaktery, ale i tak byliśmy blisko, zawsze mogliśmy porozmawiać, nawet posprzeczać się,a potem żyć dalej ze świadomością, że mamy siebie. Do czasu… Pewnego dnia zasnął i się nie obudził. To był zawał serca. Od tego dnia czuję się osierocona, w jednej chwili straciłam jedną… Czytaj więcej »

Fizinka
Gość
Fizinka

Aniu teraz Ty mnie zasmuciłaś :(
Ale pięknie to ujęłaś – „dar bycia siostrą” !! Muszę to zapamiętać! Może kiedyś przyda się taki „argument” w wychowywaniu własnych dzieci…. :)

jedynaczka
Gość
jedynaczka

Mirella, ale trafiłaś! Prosto w moje myśli, ostatnio ciągle kołata mi sie po głowie myśl o drugiej ciązy.. ja też jestem jedynaczką i moim największym marzeniem jest własnie zapewnienie synkowi rodzeństwa :) a dla Dominisi siostrzyczki z całego serca życze ! :*

mala_czarna
Gość
mala_czarna

Piękny tekst…mamy więcej wspólnego niż Ci się Mirella wydaje…życzę Ci z całego serca aby nawiedził CIę tej wiosny bocian i przyniósł niespodziankę. Zasługujesz na to…Duśka ma szczęście, że ma taką mądrą mamusię

Agusiak
Gość
Agusiak

Ogromnie wzruszająca historia jak również komentarze pod nią.
Mirello także ze wszystkich sił życzę Wam rodzeństwa dla córci.
Ja sama mam siostrę dwa lata starszą i w dzieciństwie była dla mnie najważniejszą osobą. Teraz stosunki się nieco rozluźniły, każda ma swoją rodzinę ale jednak mamy też siebie i mam nadzieję że tak już zostanie na zawsze. Kłótnie były i nadal czasem są ale nigdy nie chciałabym być jedynaczką. Dla mojej córki również bardzo pragnę rodzeństwa, może za rok zaczniemy starania, ponieważ jestem po cc, a może los zadecyduje inaczej…

Pozdrawiam i ściskam mocno :*

http://monpetittmonde.blogspot
Gość
http://monpetittmonde.blogspot

To dokładnie główny powód dla którego zdecydowałam że moja córka będzie miała rodzeństwo. Kiedyś rodziców zabraknie a na świecie pozostanie najbliższa jej osoba. A tak najbardziej chciałabym żeby miała więcej niż jednego brata czy siostrę..

Mirella
Gość
Mirella

Ja też bym tego chciała, ale niestety, mam już swoje lata, jeśli uda mi się urodzić jeszcze jedno dziecko będę baardzo szczęśliwa.

Zabawa 28 stycznia 2012

Auć… szczepienie

Kiedy byłam jeszcze w ciąży, temat szczepień dziecka był dla mnie odległy. Zdawałam sobie sprawę, że kiedyś będę musiała dowiedzieć się więcej na ten temat. Odkładałam to na później i później, a dzień szczepień się zbliżał. Razem z mężem postanowiliśmy, że zaszczepimy Marcinka, ale tradycyjnymi szczepionkami, refundowanymi przez państwo, głównie dlatego, że są one refundowane.

Powoli nadszedł dzień szczepień. Pani doktor powoli, choć nie do końca dla nas jasno, wytłumaczyła różnice pomiędzy szczepionkami darmowymi a płatnymi. Mieliśmy chwilę czasu, aby ostatecznie podjąć decyzje. Czy normalniej nie byłoby, wytłumaczyć to na wcześniejszych wizytach, tak aby rodzic mógł się z tym zastanowić, zapytać się cioci Wiki i wujka Google? Moja koleżanka, nie była zdecydowana, a lekarka podjęła decyzję za nią i podała dziecku skojarzoną szczepionkę. Niestety teraz “rwą” się za kieszenie przy każdym szczepieniu, gdyż to nie mały wydatek dla rodziców.

Bezpieczeństwo i zdrowie dzieci jest dla każdego rodzica najważniejsze, a koncerny prześcigają się w produkcji lepszych szczepionek, które zredukują ilość wkłuć.

Po głębszym namyśle, czy kupiłabym produkt 5 lub 6 w 1? – Mnie zniechęciła cena, ale naturalne jest, że szukam też innych argumentów za „zwykłymi” szczepionkami. Ale czy mam rację?

Głośno zastanawiam się, jakie związki muszą się znaleźć w skojarzonej szczepionce, aby połączyć te wszystkie różne składniki?

A ilość wkłuć? Pamiętam pierwsze szczepienie Marcinka – to My, Rodzice płakaliśmy bardziej, gdyż pierwszy raz nasz syn tak bardzo płakał, tak bardzo nie chcielibyśmy, aby go to bolało. Może jest to argument za skojarzonymi szczepionkami, ale to przecież tylko pięć sekund dłużej, a takie małe dziecko i tak tego nie pamięta. Może szczepionki skojarzone są produkowane dla rodziców, którzy sami nie cierpią igieł?

No i dlaczego, jeśli są takie świetne, nie są refundowane przez nasze wspaniałe państwo, jak to ma miejsce w innych krajach.

Na ostatniej wizycie lekarskiej, gdzie ponownie nasz synek był kłuty – 3 razy, lekarka mocno zasugerowała, żebyśmy zdecydowali się na pneumokoki i rota wirusy. Koszt – niebanalny. Kiedy usłyszała, że nie chcemy jeszcze teraz szczepić, to miałam wrażenie, że zabije mnie wzrokiem. Czy dobrze robimy? Jedni lekarze polecają szczepić dopiero po roku, a inni upierają się, że jak najszybciej – to oznacza więcej dawek i większy koszt.

Podsumowując – uważam, że brakuje ogólnodostępnych podstawowych informacji dotyczących szczepień. Jako rodzic miałam w głowie duży mętlik i poczucie, że jestem kompletnie niedoinformowana.

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy, czy Wy też byliście zagubieni podobnie jak ja? Szczepiliście swoje maluchy, jakie szczepionki wybraliście? Czy z perspektywy czasu wybralibyście inny rodzaj szczepionek?

A już wkrótce na blogu W Roli Mamy – wpis, w którym nasz ekspert usytsematyzuje wiedzę na temat szczepień dzieci. 

16
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Haluszczak
Gość

My też szczepiliśmy „zwykłymi” szczepionkami. Niby tamte skojarzone są lepsze, niby czystsze… Ale tak sobie myślę – pewnie dopiero za 10, 20 lat okaże się, czy nie są w żadnym stopniu szkodliwe dla maluchów. Nie pamiętam szczepień z okresu tak wczesnego dzieciństwa i moje dzieci na pewno też nie będą pamiętały. A za zaoszczędzone pieniądze możemy się gdzieś razem wybrać, mogę im kupić coś lepszego. Co do rota i pneumo… Nas też zabijali wzrokiem i co? Na pneumo może zaszczepimy jak dzieciaki pójdą do przedszkola (wtedy poniesiemy koszt jednej dawki a nie kilku). A o rota słyszałam, że wirus sto… Czytaj więcej »

Asiersa
Gość
Asiersa

Ja też szczepiłam Tomka „zwykłymi” szczepionkami i dodatkowo pneumokoki. I tak samo jak autorka tekstu, byłam strasznie skołowana i zagubiona w temacie :/
Niby czytałam o tym dużo, ale nadmiar wiadomości w tym przypadku okazał się zły, bo sama nie wiedziałam czy dobrze zrobiłam :/
Z perspektywy czasu, chyba bym nie wybrała innego rodzaju szczepień.

Asiersa
Gość
Asiersa

a i jeszcze jedno. Tomek ze względu na swoje wcześniactwo, był pod stałą opieką neurologiczną i zanim go zaszczepiłam, dostałam pisemną zgodę od neurologa: „brak przeciwwskazań do szczepienia” :)
Uważam, że każde dziecko powinno być zbadane przez neurologa przed szczepieniem.

Weronika Militowska
Gość
Weronika Militowska

Asiersa, zgadzam się w zupełności… Mój synek też był pod opieką neurologa od początku jako wcześniak z bliźniaków… Niedotleniony, w inkubatorze… Dostał pierwszą szczepionkę… Od początku rozwijał się super… Był bystrzejszy od siostrzyczki bliźniaczki… Szybciej siadał, chodził, zaczął mówić… Po ostatniej szzcepionce na półtora roczku wszystko zniknęło… Prawie… Bo przecież nadal chodził… Z tym,że przestał mówić, rozumieć, sam jeść, nie dał się przytulić ani dotknąć, nieziemsko piszczał, machał rączkami… Jest chłopcem autystycznym… ani neurolog umyła ręce… To nie ma związku ze szczepieniem – mówiło mi to już dziesiątki lekarzy,ale równie duża liczba doszukuje się podstaw rozwoju autyzmu właśnie w metalach… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Gość

Droga Weroniko, nie będę nikogo pouczać , bo zapewne na temat autyzmu przeczytałaś już prawie wszystko. Jednak dotychaczas jęsli chodzi o związek z szczepieniami nie potwierdzono ani nie wykluczono takiej zalezności. Dla mnie dość prawdopodobnym wyjasniem takich podejrzeń jest fakt, że bardzo często autyzm ‚ujawnia’ się około 18 mc życia co zbiega się w czasie z szczepieniami. Trzymam mocno za Was kciuki i wierzę, że Synek z Twoja pomocą doskonale sobie poradzi ze wszystkimi wyzwaniami jakie postawi przed nim życie.

Marysia
Gość
Marysia

Moje dziecko zaszczepiłam zwykłymi szczepionkami, nasza pediatra wyjaśniła nam wszystko i dała wolny wybór. Najważniejszym argumentem za standardowymi szczepionkami była nie tylko ważna dla nas kwestia pieniędzy- byłam w tamtym czasie bez pracy- ale przede wszystkim to, że takie szczepionki od lat są w obiegu i żadnymi niepożądanymi skutkami nie powinny nas w przyszłości zaskoczyć, a ze skojarzonymi będzie można to stwierdzić po kilku latach.

Sylwia
Gość
Sylwia

My szczepiliśmy skojarzonymi 6w1 i na rotawirusy. Zanim dokonałam wyboru sporo czytałam na ten temat. Po pierwsze uważam że powinno się szczepić. Wybór padł na skojarzone ponieważ nie zawierają tak jak zwykłe żywych szczepów a martwe, wiec są mniej ryzykowne. Kuba jako wcześniak został najpierw przebadany i dostalismy odroczenia na szczepienia. Zaczeliśmy je później wg. planowanej daty porodu a nie faktycznej. Mieliśmy miesięczny poślizg. Na rotawirusy zaszczepiłam ponieważ jak miał 3 tyg. złapł coś z powietrza i o mały włos nie trafilsimy do szpitala. Na szczęście pilnowałam by się nie odwodnił, mielismy leki na powstrzymanie biegunki i wszystko zakończyło się… Czytaj więcej »

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Ja podobnie jak Sylwia – 5w1 i rotawirusy. Mój synek też był skierowany do poradni neurologicznej i miał odroczone szczepienie do czasu konsultacji neurologicznej. Lekarz neurolog wyraził zgodę na szczepienie, ale zasugerował preparat skojarzony (jako bezpieczniejszy), choć my i tak byliśmy już na to zdecydowani.
Decyzja o szczepionce przeciw rotawirusom była naszą. Gdybym teraz miała szczepić, raczej bym z niej zrezygnowała.

Magda Kupis
Gość

Mi położna opowiedziała o szczepieniach, później pani w punkcie szczepień- przedstawiła mi wszystko o szczepieniach i ich rodzajach, dała broszury. Nikt mnie nie namawia,ł ani nie odradzał żadnej z szczepionek. Wyraźnie zaznaczono, że to jest nasza decyzja i że mamy miesiąc na podjęcie decyzji. Zaprzyjaźniona pediatra-ciocia powiedziała, że jeśli nas tylko stać to wybór powinien być prosty – skojarzone. Po przemyśleniu wybraliśmy 6 w 1, głównie z powodu, że jest ich najmniej. Nie przyszło mi przez myśl, żeby nie szczepić.

Madzia
Gość
Madzia

Do porodu jeszcze 2 miesiące i przyznam szczerze,że jest to temat, który zajmuje ostatnio moje myśli. Bardzo chętnie przeczytam artykuł eksperta na ten temat choć Wasza wiedza i doświadczenia są dla mnie równie ważne. Zamierzam również z położną na ten temat porozmawiać przy najbliższej jej wizycie. A na koniec zostanie nam podjęcie decyzji, nie takiej prostej jakby się wydawało.

Fizinka
Gość
Fizinka

Ja w temacie szczepień też byłam strasznie zagubiona, dużo czytałam na ten temat i w zasadzie odnosiłam wrażenie, że im więcej czytam tym mniej z tego wszystkiego rozumiem!!
Ostatecznie uznałam:
-że nie będę dziecka „faszerować” tyloma szczepieniami na jeden raz,
-że ono JAKĄŚ odporność ma i samo, dalej, w inny sposób niż poprzez szczepienia może ją „zdobywać”,
-i w końcu, że te 3 wkłucia nie są takie straszne jak je ludzie malują! Moje dziecko znosiło szczepienia bardzo dobrze, wcale nie płakało!
A nawet jeśliby płakało to i tak już tego dawno nie pamiętałoby (ja sobie nie przypominam swoich niemowlęcych szczepień).

Just Bor
Gość

Dopiero będę przez to przechodzić i się zastanawiam nad tymi pneumokokami i rotawirusami….

Beata Prusińska
Gość

Niech Pani przeczyta sobie moje komentarze powyżej i przemyśleć ten okropny pomysł jeszcze raz. Niech Pani poczyta, doedukuje się na ten temat. stopnop.pl

Beata Prusińska
Gość

Dziewczyny, które ładują w dzieci ‚wszystko co się da’. Zastanówcie się nad tym co robicie. Ile chemii ładujecie w swoje dzieci. Niektóre dzieci nie wykażą żadnych niepożądanych objawów, u innych niestety kończy się to źle (smierć, autyzm, upośledzenia, padaczka, alergie, astma i mogłabym tak do rana wymieniać). Tak czy siak w przyszłości szczepionki dadzą o sobie znać (szczególnie skojarzone( np. 6w1), MMR, przeciw grypie i wszystkie dodatkowe). Przez pierwszy rok życia nasz organizm wytwarza swój system odpornościowy i nie powinno się go naruszać. Szczepić powinno się dopiero po 1 roku życia i to tylko wybranymi szczepionkami (proszę sobie poczytać skład… Czytaj więcej »

Beata Prusińska
Gość

I jeszcze tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=IvGPez3ldl8&playnext=1&list=PL8F0AC01C75874F8F&feature=results_video . Zaznaczam, że jest niewielu lekarzy na świecie, którzy próbują z tym walczyć. Jeśli ktoś walczy jest odsuwany na bok, albo odbiera się mu prawo do wykonywania zawodu. Więc jeszcze raz zastanówcie się zanim wstrzykniecie coś dziecku

Beata Prusińska
Gość

Przepraszam za spam, ale dorzucam kilka artykułów profesor Majewskiej. Drodzy rodzice poczytajcie sobie – http://znakiczasu.pl/wywiad/157-szczepionki-ukrywane-fakty ,http://vaccgenocide.wordpress.com/tag/prof-maria-dorota-majewska/ ,http://www.vitanatural.pl/wywiad-z-prof-maria-dorota-majewska-neurobiologiem-ekspertem-ds-szczepien i nie bądźcie marionetkami, które przyjmują z otwartymi rękoma to co im dają.

Mi też lekarka wciskała pneumokoki. Poczytajcie sobie co się dzieje po takim szczepieniu bardzo bardzo często i dowiedzcie się, że szczepionka przeciw pneumokokom wcale nie chroni przed wszystkimi zachorowaniami, tylko przed niektórymi. Często jest tak, że dziecko jest zaszczepione, a zachoruje i to z niestety tragicznymi skutkami.

Emocje 25 stycznia 2012

Czy probówka daje szczęście?

Temat kontrowersyjny, to nie podlega dyskusji. Ale czy któraś z nas, mam „nie probówkowych”, zastanawiała się nad tym jak to jest? My z mężem podjęliśmy decyzje o powiększeniu rodziny i za pierwszym razem się udało. A co się dzieje, gdy wysiłki idą na marne? Czy jest rozwiązanie, które pozwoli stać się upragnioną rodziną?

O zapłodnieniu In vitro jest mnóstwo informacji. Każdy ma swój punkt odniesienia do tego tematu. Jedni krytykują inni chwalą. Ja, kobieta naturalnie odczuwająca instynkt macierzyński, nie wyobrażam sobie mojej przyszłości bez gromadki dzieci, szalejących i śmiejących się wokół mnie. Dom bez dzieci nie jest dla mnie pełny, nie spełnia swojej roli. Moje marzenia powoli się spełniają, mamy naszą Maję, dom się buduje. W planach na przyszłość jest rodzeństwo dla córki.

Co jednak przeżywa kobieta, a w zasadzie para, która próbuje spełnić swoje sny, ale niestety coś nie działa? Na to pytanie, mogą odpowiedzieć tylko osoby, które to dotknęło. Ja mogę natomiast wyrazić swoją opinię, o jednym ze sposobów rozwiązania tego problemu. Bo czyż nie warto walczyć o to, by zobaczyć uśmiech kruszynki, który rozbraja serce? Nie chcę tu wchodzić w konwenanse moralne, religijne, etyczne czy polityczne, bo ci ostatni też się w ten temat wtrącają. Pragnę wypowiedzieć się jako kobieta, matka, jako istota pragnąca przekazać ludzkości cząstkę siebie w postaci potomstwa.

Niestety można powiedzieć, że problem bezpłodności powoli staje się chorobą cywilizacyjną. Zawrotne tempo życia, stres, pogoń za karierą i pieniędzmi. Zmiana priorytetów – najpierw własny rozwój, później rodzina. Wiek kobiet decydujących się na pierwsze dziecko zdecydowanie się zmienił, a jak wiemy, zegar biologiczny tyka nieubłaganie.

Sprawa jest bardzo trudna i indywidualna. Mogę wyrazić swoją opinie i stwierdzić, że jestem za podjęciem prób zapłodnienia pozaustrojowego, ale tylko pod pewnymi warunkami. Jeśli para wykorzystała już wszelkie możliwe sposoby naturalnego poczęcia. Pragnę tu zaznaczyć, że nie ma to być produkcja dzieci na skalę światową, a jedynie próba ostateczna. Taka ostatnia deska ratunku. Ileż razy można przeżywać rozczarowania oczekując dwóch kresek? Oczywiście metoda ta nie daje gwarancji powodzenia, ale daje szansę, możliwości i … nadzieję.

Istnieją różne techniki przeprowadzania zabiegów In vitro. W jednej z nich chodzi o pobrania jak najmniejszej próby komórek. Wówczas nie dochodzi do „redukcji” zbędnych, a zapłodnionych już komórek. Zdaję sobie sprawę, iż taka metoda jest długotrwałym procesem, ale tę opcję jestem skłonna przyjąć. Gdyż uważam, że zapłodniona komórka jest już maleńką istotką, która zaczyna się rozwijać, czuć … żyć. A „eliminacja tych zbędnych” to dla mnie już morderstwo.

Ta naprawdę, myśląc o tym temacie, targają mną różne, czasem zupełni sprzeczne emocje. Wszystko zależy z jakiej perspektywy spojrzeć na problem. Niemnie jednak, jak wspomniałam wcześniej, nie będę się rozpisywać tu o tak osobistych odczuciach jak wiara, etyka czy moralność każdego z nas. Kwestia wydaje mi się tak intymna, że każdy musi się sam nad nią zastanowić i spróbować określić swoje stanowisko.

Oczywiście w tak krótkim tekście nie jestem w stanie i nawet nie próbuję, ująć wszystkich możliwości, technik, sposobów, kwestii finansowych czy regulacji prawnych , które powinny być jasno i rzeczowo określone. Jednakże temat co jakiś czas wraca na areny i chciałam poznać Wasze podejście do tego zagadnienia. Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule, ja odpowiem – TAK probówka może dać szczęście.

Innym rozwiązaniem jest adopcja, ale tym tematem zajmę się może w kolejnym felietonie. Tym czasem, czekam na Wasze opinie dotyczące zapłodnienia pozaustrojowego. Popieracie czy odrzucacie? Czy zdecydowałybyście się gdyby nie było innej metody?

76
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda Kupis
Gość

Odpowiadam TAK, może dać szczęście, a czasem jest jedyną szansą na to szczęście. Nie chodzi mi o przypadki, że to jest „widzimisię”, tylko w sytuacji, kiedy to jest „jedyna deska ratunku”.

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Zgadzam się, tak jak pisałam, nie ma to być „masowa produkcja” ale ostateczna pomoc.

divette
Gość
divette

Nigdy bym się nie zdecydowała. Za in vitro idzie aborcja. Tego.nie zmieni nawet najlepsze prawo. Do tego dochodzą problemy psychologiczne. Ale nie oceniam.
Choć wiem,ze na wiele par postawiono krzyżyk i jakimś ‚cudem’ udaje się bez. In vitro to.pomoc doraźna a ktoś wie jaką jest przyczyna? Tym zajmuje się naprotechnologia. Leczy przyczynę i wspomaga naturalnie zajść. Oczywiście leczy też farmakologicznie i chirurgicznie ale leczy tak,ze liczba dzieci zależy od chęci pary a nie liczby przebytych zabiegów.

Magda Kupis
Gość

co do „chęci pary” to się absolutnie nie zgadzam- para z problemem nie ma wyboru czy chce 1 czy 10 zarodków, a poza tym nie jest to jak pstryknięcie palcem „ile chcę tyle mam”. Myślę, że nikt nie zrozumie tego jak sam nie będzie w takiej sytuacji, czego nikomu nie życzę. Nikt o zdrowych zmysłach nie decyduje się na in vitro, ot tak sobie. W pierwszej kolejności jest leczenie i różne inne próby.

divette
Gość
divette

Niestety nie. Znam wiele par które mając problemy udają się do kliniki leczenia niepłodności,a tam od drzwi proponują im albo inseminacje albo in vitro. Nikt nie proponuje naprotechnologii,bo na takiej parze mniej się zarobi,bo wrócą po kolejne dziecko. Napro to wybór i często pary które się na nią decydują to te które same ja znalazły,bo nie zgadzają się z in vitro.
Ps. A jak wytłumaczyć to,ze dziewczyna podchodzila 7 razy do in vitro,a w pierwszym cyklu po porodzie po prostu wpadła? Cud? A może jednak nie próbowali leczyć przyczyny a skutek?

Magdalena445
Gość
Magdalena445

Divette, uważam że naprotechnologia nie leczy a jedynie wspomaga.

A często tzw. odpuszczenie starań, oczyszczenie się emocjonalne przynosi efekty takie, które często nazywamy cudem – cudem poczęcia i cudem narodzin.

Hanna Szczygieł
Gość

Uważam, że najprostesze prawo to zmieni! Przeciwnicy takie rozwiązania powołują się na arytmetykę.Jeśli ustanowimy prawnie możliwośc zapłodnienia 1 zarodka nie będzie problemu- jednak znacznie wydłuży to czas i koszty – natomiast myślę, że ta kwestia nie powinna byc tu dylematem natury moralnej!

Hanna Szczygieł
Gość

Jeśli zaś chodzi o napro- to chwała jej że tak wielu parom juz pomogla- Jednak pod tą tajemniczą nazwą kryje się bardziej rozwinieta metoda objawowo-termiczna połączona z indywidualnie ustalanym leczeniem ( w szerokim rozumieniu tego słowa) czyli jednym słowem LECZENIE w formie w jakiej zawsze powinno wystapic przed podjeciem próby in vitro. Jak sam jej autor przyznajme dotyczy par z uleczalną niepłodnością cytuje”większość przypadków niepłodności idiopatycznej (o niewyjaśnionym medycznie podłożu) to w istocie niezdiagnozowane przypadki całkowicie uleczalnej niepłodności”. Metody nie są porównywalne a samo środowisko pracujące z naprotechnologią mowi TO NIE JEST ALTERNATYWA DLA INVITRO!

Anna Srokosz
Gość

Naprotechnologia nie zawsze jest skuteczna… i nie jest prawdą, że za in vitro zawsze idzie aborcja – to jakaś głupota, aborcja jest wtedy, gdy zamorduje się poczęte dzieciątko, a tak nie zawsze być musi. Turcja, jako państwo muzułmańskie dopuściła in vitro, ale pod jednym warunkiem, Tworzona jest jedna zapłodniona komórka, a jeśli rodzice chcą więcej, np bliźniaki, „wszczepione” muszą być wszystkie zapłodnione komórki. Nie ma zamrażania zarodków. I myślę, że w samej metodzie nie ma nic złego, ważne jest to, być mieć świadomość, że jest żywy człowiek. I jest to kwestia kilku lat, by i Kościół katolicki zmienił to podejście.… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Gość

A co uważacie o regulacjach prawnych dotyczących Komu „pozwolimy” na in vitro, a komu nie?

Magda Kupis
Gość

nie chciałabym, aby korzystały z tego pary homoseksualne (jak w przypadku adopcji), parom, które dopiero zaczęły się starać bez wcześniejszego leczenia, parom np powyżej 50 roku życia

Hanna Szczygieł
Gość

W tej kwestii moje zdanie juz nie jest tak oczywiste, bo ile osobiście zgadzam się z pw. to z drugiej strony jest to swego rodzaju hipokryzja- tzn decycujemy się na liberalizm, ale sie nie decydujemy. szkoda że na takie pytanie po prostu nie ma odpowiedzi:( Bo przecież kto powiedzial, że dziecko pary np po 50tce bedzie nieszczesliwe- pomijajac kwestie ryzyka od str medycznej np, to juz wydolnosci wychowaczej nie oceniy- bo przeciez para w wieku np 30 lat moze sie okazac bardziej niewydolna- np przemoc domowa. no i para po 50tce nie miala szansy wczesniej na taka forme leczenia .… Czytaj więcej »

Jagoda Polak-Wątor
Gość

My staraliśmy się o dziecko 6 lat lekarz w końcu powiedział nam, że powinniśmy rozważyć metode in vitro bo to dla nas jedyne wyjście. Chciałam początkowo spróbować ale po zastanowieniu się uznałam, że jestem zbyt zmęczona dotychczasowym leczeniem – psychika mi wysiadała, że postanowiliśmy z mężem odpocząć od leków i wizyt lekarskich przez 6 miesięcy i po tym okresie wrócić do temat in vitro. Stało się tak, że już w pierwszym miesiącu naszego „odpoczynku” zaszłam w ciążę :) gdyby się jednak zdarzyło tak, nasz CUD by się nie wydarzył pewnie zdecydowalibyśmy się na tą metodę. Dla mnie nie jest ważne… Czytaj więcej »

magdalena446
Gość
magdalena446

Bardzo ważną rzecz tu napisałaś Jogodo – „A przecież dziecko poczęte tą metodą W NICZYM SIE NIE RÓŻNI od dzieci poczetych „tradycyjnie””. A często dzieci takie są szykanowane o rodzicach nie wspomnę. To jakaś znieczulica społeczna, ludzie są tak ograniczeni w niektórych kwestiach, że nie potrafią poszerzyć swoich horyzontów i hcoc spróbować zrozumieć.

A w Waszym przypadku, jak się już wcześniej wypowiedziałam, „odpuszczenie” działa cuda;-)

Hanna Szczygieł
Gość

Droga Divette- druga ciąża z naturalnym poczeciem po in vitro jest bardzo częstym skutkiem. A co sądzisz o tzw. niepłodności małżeńskiej?

divette
Gość
divette

Tym też się zajmuje napro. Przy pomocy odpowiedniej diety idzie ja wyeliminować

Hanna Szczygieł
Gość

niepłodność małżeńska o ile wiem jest nieuleczalna- to autoimmunologiczna odpowiedz organizu na komórki konkretnego partnera i bywa chyba największą tragedią dla małzonków.kazdy jest zdrowy – ale razem nie mogą miec dzieci.

anka
Gość
anka

przy pomocy diety niepłodności małżeńskiej wyleczyć się nie da… to jest, prostym językiem pisząc, „uczulenie” partnerki na nasienie partnera… każde z nich osobno dzieci może mieć, ale razem już nie…
Naprotechnologia to nic innego, jak zwykłe leczenie plus naturalne metody planowania rodziny… i nie jest metodą zastępczą dla IVF…

Hanna Szczygieł
Gość

Miło mi Aniu, że jako praktykujący fachowiec, przyłączyłas się do dyskusji! ZGADZAM SIĘ i właśnie o tym pisałam wczesniej- jednak nie spotkałam się z odpowiedzią na moją wypowiedź :-P

anka
Gość
anka

obawiam się, że na odpowiedź się nie doczekasz… brak argumentów…

Sylwia
Gość
Sylwia

Jeśli rozumiem dobrze, Haniu chodzi ci o rodzaj niepłodności w której drogi rodne kobiety nie tolerują nasienia mężczyzny i w ten sposób wydzielina z dróg rodnych kobiety uniemozliwia zapłodnienie?? W tym przypadku (wg. mnie) metoda in vitro to jedyny sposób na poczęcie dziecka. Bo tu nie chodzi o chęci i starania pary. Bez pomocy raczej małe są szanse. Nasienie musi zostać „dostarczone” bezpośrednio do macicy omijając szyjkę a w sposób tradycyjny nie da rady. Dla mnie in vitro to nic strasznego. Znam pare która leczyla się kilka lat i bez skutków. Nie bedę pisac o szczególach ale jedyną szansą na… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Gość

w przypadku niepłodności małżeńskiej jedynym rozwiązaniem wydaje się nasienie dawcy- bo komórki partnerów wzjemnie się niszczą.

Sylwia
Gość
Sylwia

Nasienie dawcy może zostac „podane” w sposób tradycyjny luz przy pomocy insyminacji, a nasienie partnera już wyłacznie poprzez insminację.

Paulina Garbień
Gość

ja jestem bardzo za, choć sama nie umiem powiedzieć czy bym się zdecydowała, ale uważam, że wszyscy powinni mieć prawo zdecydować sami, czy nie mogąc inaczej chcą w ten sposób zostać rodzicami, nie my mogący mieć dzieci powinniśmy decydować czy im wolno czy nie, co do par homoseksualnych też jestem za, natomiast podobnie jak Hania mam problem z kwestią wieku, ale myślę, że tu decyzję powiini podjąć potencjalni przyszli rodzice wspólnie z lekarzem biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, ale z uwagi na większe ryzyko powinno to być bardziej obostrzone

Magda Kupis
Gość

wiek to faktycznie kwestia dyskusyjna, bo czasem 60latek jest bardziej żwawy od 30latka, jednak ja widzę tu inny problem- w tym wypadku jest większe prawdopodobieństwo osierocenia małego dziecka, nastolatka, to już problem społeczny. Nie kwestionuję tu, gdzie dziecko będzie miało lepiej- u młodych czy starszych, bo kochane będzie tak samo, lecz w dalszej perspektywie szybciej zostanie samo.

Hanna Szczygieł
Gość

Rozważając głębiej taki dylemat, chyba zgodnie powinniśmy zadac sobie pytanie jakim prawem chcemy decydowac KTO? To niezgodne z Prawami Człowieka, bo przecież nikt nie zastanawia się nawet nad decydowaniem o tym komu pozwolić mieć dzieci w naturalnym rozrodzie?! Choć widząć ile zła jest na świecie, czasem można uważać to za błędne rozumowanie…

Magda Kupis
Gość

w kwestii wieku nie ma dla mnie znaczenia rodzaj poczęcia- mam takie samo zdanie w stosunku do naturalnego i sztucznego zapłodnienia.

Patrycja Zych
Gość

Ja jestem na NIE..wiem,że może ktoś powie,że dobrze mi się mówi bo mam dziecko. Po prostu jest to nie zgodne z moimi przekonaniami religijnymi. Ta metoda daje życie ale też zabiera.

Hanna Szczygieł
Gość

Bardzo sie cieszę, że wreszcie w tej dyskusji pojawił sie ważny argument na NIE! Cieszę się, ze masz swoje zdanie i jego obronę! Dziś większośc uważa, że „wypada” popierać pewne rozwiązania. Przekonania religijne są argumentem niepodważalnym. Bądź co bądź w dalszym ciągu wiekszośc naszych „wspólplemienców” deklaruję przynaleznosc do jakiejś grupy religijnej- jednak nie przekłada się to na ich poglądy.

Mam nadzieję, że zajrzy do tej dyskusji nasz „dyżurny” Teolog w postaci Racheli :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Każdy ma prawo do własnej opinii, zdania, odczuć. Bardzo ważne Patrycjo, że masz odwagę głośno wyrażać swoje opinie. In Vitro to trudny temat i każdy ma swoje odczucia i nikt nie może narzucać swoich poglądów. Dla nas ważne jest poznanie opinii na Tak i na Nie.

Patrycja Zych
Gość

Bardzo się cieszę,że nie zostałam „potępiona” za swoją opinię. Bardzo współczuję osobą które nie mogą mieć dzieci ale In Vitro nie mogę powiedzieć TAK…

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Nikt nam nie dał prawa do potępiania kogokolwiek za swoje odczucia. Szanujemy, każdego za jego myśli, poglądy i swoje zdanie.

Hanna Szczygieł
Gość

Dokładnie- „potępianie” odmiennych poglądów w kwestiach moralnych i etycznych ( które są nierozwiązywalne- nie ma jednej jedynej dobrej odpowiedzi) jest tylko świadectwem słabości/głupoty/niewiedzy! Zawsze należy szanować cudze zdanie- Jednak należy walczyc ze stereotypami i poddawać wątpliwości argumenty- te prawdziwe zawsze same się obronią! :)

Patrycja Zych
Gość

Dziękuje dziewczyny za poparcie:)

Paulina2209
Gość
Paulina2209

ja uważam że każdy kto staje przed problemem powinien wybrać sam czego chce a czego nie. dlaczego ktoś ma decydować za mnie. ja przez 3 lata przechodziłam wszystko co mogłam nie mogliśmy zajść po inseminacjach utrzymać ciąży. poddałam się i to tak na całego ciężko się przyznać. i zdarzył się cud który ma już ponad rok i smacznie śpi w pokoju. wiem że nie wszyscy mają taką szansę, szansę na cud więc dlaczego mamy odbierać ostatnią deskę ratunku? i tak na marginesie oczywiście nie chcę nikogo urazić ale co na temat może powiedzieć ktoś kto nie ma pojęcia jak to… Czytaj więcej »

magdalena446
Gość
magdalena446

Pięknie powiedziane – każdy ma prawo do cudu i nikomu nie można go odbierać. A decyzja o podjęciu takiego kroku należy tylko i wyłącznie do przyszłych rodziców.

Adopcję uważam za piękną formę „macierzyństwa” czy może lepiej „rodzicielstwa”. Jeśli zwiodły by wszystkie możliwe opcje, włącznie z niezapłodnieniem pozaustrojowym, nie maiłabym żadnych problemów z pokochaniem małej istotki. Byłaby moja i kochana ponad wszystko.

marienka
Gość
marienka

Dla mnie, szczęśliwej mamy (za dwa miesiące podwójnej), która nie musiała przechodzić żadnych badań, prób, rozczarowań…, sprawa jest prosta – probówka jest po to, by z niej korzystać. Starsza siostra długo starała się z mężem o dziecko, przechodzili też probówki, ale były kłopoty z utrzymaniem ciąży… Zdecydowali się więc na adopcję, pozałatwiali papiery, tysiące zaświadczeń i już mieli podpisać, gdy okazało się, że przyroda zdecydowała inaczej :) wiem jak bardzo przeżywali każdą próbę, na pewno musieli też przemyśleć, czy moralnie „stać ich” na to, by w ich imieniu lekarze „wybrali”, które z zarodków dostanie szansę rozwoju… Nikomu nie zazdroszczę takiej… Czytaj więcej »

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Marienko – nic dodać nic ująć. Pięknie to opisałaś!!

Rachela
Gość
Rachela

Do dziś w tej między wyznaniami toczy się ostra dyskusja.
Np Kościół Ewangelicko-Augsburski w swoim oświadczeniu wyraził akceptację dla metody in vitro, jako sposobu leczenia niepodłodności, lecz także ujął się za sprzeciwem dla przechowywania i tworzenia dodatkowych embrionów – więcej http://www.luteranie.pl/pl/?D=2676

Osobiście także popieram metodę in vitro, i zgodzę się z naszymi czytelniczkami. In vitro daje nam cień szansy na to aby dać życie.

Bo czy Bóg nie nakazał się nam rozmnażać? (1 Mojż. 1,28a)

Anna Srokosz
Gość

czekam, aż Kościół Katolicki podzieli zdanie Kościoła Luterańskiego…

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

To jest bardzo delikatna sprawa i każdy przypadek musi zbyć indywidualnie rozpatrywany. Wcześniej często myślałam o tym jakby to było gdybyśmy nie mogli mieć dzieci. Dzięki Bogu mam wspaniałych dwóch synów:)

Basia Wawrzyczek
Gość

Oczywiście, że tak, mam takie samo zdanie pani Magdaleno. Bycie kobietą bez możliwości posiadania dzieci, to życie bez sensu, przynajmniej dla mnie. Dzieci to nasza przyszłość! I szczerze mówiąc nie rozumiem tych, którzy robią najpierw karierę i czekają z potomstwem na „ostatni gwizdek”! Wszystko można pogodzić tylko trzeba bardzo chcieć!

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Przecież dzieci nie przekreślają samorealizacji, a najczęściej bywa tak, że to właśnie w ich wychowaniu odnajdujemy sens własnego istnienia. Czym że było by życie dla samego siebie?? Pustką… życiem zmarnowanym i zmierzaniem ku nicości.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close