„1000 pierwszych dni dla zdrowia” w polskich żłobkach


Ogólnopolska debata z udziałem ekspertów i przedstawicieli publicznych placówek opieki nad małymi dziećmi.

Warszawa, 9 kwietnia 2013 r. – Przedstawiciele żłobków publicznych z 14 miast w Polsce oraz eksperci z Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, Polskiego Towarzystwa Dietetyki i Fundacji Rozwoju Dzieci im. J. A. Komeńskiego spotkali się na ogólnopolskiej debacie dotyczącej edukacji żywieniowej rodziców i opiekunów dzieci do 3. roku życia. Wydarzenie zorganizowano w ramach Programu „1000 pierwszych dni dla zdrowia” zainicjowanego przez Fundację NUTRICIA.

Placówki opiekuńcze takie jak żłobki mają znaczący wpływ na kształtowanie prawidłowych nawyków żywieniowych najmłodszych dzieci oraz podnoszenie wiedzy ich rodziców w zakresie zdrowego odżywiania. Podczas debaty w ramach Programu „1000 pierwszych dni dla zdrowia” eksperci oraz uczestnicy poruszali ważne tematy dotyczące komponowania jadłospisów, edukacji rodziców i codziennej pracy związanej z planowaniem posiłków dla najmłodszych. Poznali też tajniki programowania żywieniowego, czyli kształtowania metabolizmu poprzez odpowiednie żywienie w pierwszych 1000 dniach życia dziecka.

„Jadłospis kobiety w ciąży oraz dziecka podczas pierwszych 1000 dni życia ma kluczowy wpływ na jego stan zdrowia gdy już dorośnie. Badania wskazują, że w diecie dzieci do 3. roku życia w Polsce występuje wiele nieprawidłowości. Współpraca rodziców i pracowników żłobków przy programowaniu żywieniowym jest zatem wyjątkowo ważna i pozwala dbać o prawidłowe zbilansowanie posiłków na co dzień. Cieszy mnie, że reprezentanci publicznych placówek z różnych miast wzięli udział w ogólnopolskiej debacie „1000 pierwszych dni dla zdrowia” i angażują się w edukację rodziców, a tym samym troszczą się o zdrowie dzieci w przyszłości” – powiedział prof. dr hab. n. med. Piotr Socha z Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Zaburzeń Odżywiania Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”.

W debacie udział wzięli przedstawiciele zespołów żłobków lub instytucji koordynujących pracę placówek opieki nad małymi dziećmi z Warszawy, Krakowa, Łodzi, Białegostoku, Gdańska, Szczecina, Lublina, Zielonej Góry, Opola, Poznania, Rzeszowa, Olsztyna, Katowic i Włocławka.

„Debata z udziałem przedstawicieli żłobków publicznych jest jednym z wydarzeń, które zaplanowaliśmy w ramach Programu „1000 pierwszych dni dla zdrowia”. W lutym br. udostępniliśmy rodzicom platformę edukacyjną, na której znaleźć można cenne informacje dotyczące żywienia najmłodszych. W najbliższych tygodniach ruszają też działania edukacyjne w regionach, które przeprowadzą Banki Żywności w Łodzi i Olsztynie, a niebawem Centrum Zdrowia Dziecka rozpocznie realizację spotkań szkoleniowych w 10 klinikach zajmujących się leczeniem różnych schorzeń dzieci, także tych dietozależnych” – zaznacza Marta Szulc z Fundacji NUTRICIA.

Program „1000 Pierwszych dni dla zdrowia” poświęcony jest edukacji żywieniowej rodziców i opiekunów dzieci do 3. roku życia. W ramach Programu kilkanaście organizacji pozarządowych i instytucji publicznych przeprowadzi warsztaty i spotkania edukacyjne dotyczące zasad zdrowego żywienia maluchów. To pierwsza taka akcja o charakterze ogólnopolskim, która zrzesza tak szeroką koalicję partnerów i kompleksowo podejmuje temat żywienia najmłodszych dzieci.

Program powstał z inicjatywy Fundacji NUTRICIA, wśród aktualnych Partnerów znajdują się m.in. Rzecznik Praw Dziecka (Patron honorowy), Centrum Zdrowia Dziecka, Instytut Matki i Dziecka, Federacja Polskich Banków Żywności, Polskie Towarzystwo Dietetyki, Fundacja Rozwoju Dzieci im. J. A. Komeńskiego, Stowarzyszenie Promocji Zdrowego Żywienia Dzieci „Zdrowe Pokolenia”, Miejski Zespół Żłobków w Łodzi, Zespół Żłobków m.st. Warszawy, Drzewickie Centrum Wolontariatu „Ofiarna dłoń”.

Podczas debaty ogłoszony został konkurs grantowy dla żłobków. Aby wziąć udział w konkursie, należy zaproponować plan wydarzenia edukacyjnego, którego celem będzie podniesienie wiedzy rodziców na temat prawidłowego żywienia najmłodszych. Zgłoszenia konkursowe będą przyjmowane do 12 maja 2013 roku. Ogłoszenie wyników konkursu nastąpi do 30 czerwca 2013 r. Autorzy trzech najlepszych pomysłów na wydarzenie edukacyjne otrzymają grant na zrealizowanie przedstawionych w zgłoszeniu konkursowym działań.

Więcej informacji o Programie oraz konkursie grantowym można znaleźć pod adresem: www.1000dni.pl.

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Męskość pod prysznicem


Można odnieść wrażenie, że higiena intymna mężczyzn jest tematem nieco pomijanym, spychanym za margines. Dlaczego tak się dzieje?

 

O kobiecość trzeba dbać! O męskość także…

Dlaczego o higienie kobiecych narządów płciowych pisze się tak wiele, a panom co najwyżej poświęca krótki, zgrabny dopisek u dołu strony? Najlepiej w stylu: o higienę intymną dbać powinni także mężczyźni. Chyba, że dopisek się nie zmieści. Wtedy lepiej go pominąć, niż wysuwać na czoło kolejnej strony. No bo, o czym tu niby pisać..? Wydawać się może, że powodem owej dezercji jest fakt, iż zaniedbania w sferze kobiecej intymności są ściśle powiązane z płodnością i mogą skutkować bardzo negatywnymi konsekwencjami w tej dziedzinie. Czy rzeczywiście w przypadku mężczyzn jest inaczej? Nie do końca.

– Choroby dermatologiczne, dotyczące skóry oraz śluzówek narządów intymnych zajmują jedno z pierwszych miejsc na liście schorzeń cywilizacyjnych, zarówno wśród kobiet, jak i wśród mężczyzn – zauważają twórcy kampanii „Kobiecość niejedno ma imię” (www.kobiecosc.info), której celem jest promowanie świadomości na temat własnej sfery intymnej oraz odważnego mówienia o niej.

Kolorowo, nie zawsze zdrowo

Coraz więcej kobiet ma świadomość tego, że kolorowe, zapachowe żele czy chociażby zwykłe mydło nie są przeznaczone do pielęgnacji miejsc intymnych. Ta szczególna sfera wymaga szczególnej ochrony i dotyczy to zarówno środków kosmetycznych, jak i osuszania po kąpieli. Wybieramy więc tylko preparaty specjalnie skomponowane do pielęgnacji miejsc intymnych, a do ich osuszania przeznaczamy osobny ręcznik. Zauważmy jednak, że dokładnie takie same zasady powinni wprowadzić do swoich zwyczajów panowie. – Obecnie jesteśmy zasypywani coraz bardziej atrakcyjnymi specyfikami w kolorowych opakowaniach. Tymczasem bariera ochronna skóry po  zastosowaniu większości tych preparatów zostaje uszkodzona – przestrzegają twórcy kampanii „Kobiecość niejedno ma imię” (www.kobiecosc.info).

Także panowie powinni używać do mycia okolic intymnych specjalnie skomponowanych preparatów, które mają nie tylko właściwości myjące, ale także łagodzą podrażnienia, chronią przed stanami zapalnymi, zmniejszają potliwość i neutralizują nieprzyjemne zapachy. Oprócz tego, mężczyźni mogą także używać specjalnych żeli nawilżających, które zapewniają okolicom intymnym odpowiednio kwaśny odczyn pH i chronią przed nagromadzeniem się drobnoustrojów.

Higiena intymna– więcej niż prysznic

Osobny kosmetyk i osobny ręcznik to jednak nie wszystko. Myjąc okolice intymne, panowie powinni pamiętać, jak ważne jest odsłonięcie napletka prącia, pod którym

 

gromadzi się tzw. mastka. Ma ona postać mazistej, białej lub żółtej wydzieliny o serowatej konsystencji, a odkłada się głównie w rowku zażołędnym członka. To złuszczone, martwe komórki nabłonkowe napletka, flory bakteryjnej oraz łój, rozkładane przez bakterie, resztki moczu i spermy. Oczywiście ma ona także określoną funkcję – jej zadaniem jest utrzymanie żołędzi w nawilżeniu, dzięki czemu możliwy jest stosunek płciowy. Należy jednak pamiętać, że konieczne jest jej regularne usuwanie, gdyż zalegając dłuższy czas przyczynia się do rozwoju bakterii i drobnoustrojów, a te – są źródłem poważnych infekcji cewki moczowej oraz stanów zapalnych dróg moczowo-płciowych.

Panowie, podobnie jak panie, powinni stosować się również do innych, oczywistych z pozoru zaleceń. Do higieny intymnej nie powinni używać gąbek, w których zakamarkach gromadzą się bakterie i najlepiej, by wybierali bawełnianą bądź jedwabną, dobrze dopasowaną, ale nie obcisłą bieliznę, która zapewnia właściwy przepływ powietrza (najbardziej polecane są bokserki). Warto także pamiętać, że toaleta narządów płciowych jest konieczna w przypadku każdorazowego oddania moczu czy odbycia stosunku płciowego.

Dbając o męskość, dbasz o kobiecość!

Warto zauważyć, że higiena intymna mężczyzn to nie tylko ich sprawa osobista. To często od mężczyzny w dużym stopniu zależy stan zdrowia kobiety – jego partnerki seksualnej. Co więcej, jak przestrzegają twórcy kampanii „Kobiecość niejedno ma imię” (www.kobiecosc.info): Choroby, wynikające z braku lub nadmiaru starań higienicznych, powodują następstwa w postaci schorzeń somatycznych, ale też stanowią barierę emocjonalną i wielopłaszczyznowo wpływają na jakość relacji partnerskich.

Poza codzienną dbałością o higienę miejsc intymnych, mężczyźni powinni także kształtować w sobie samoświadomość na temat zdrowia intymnego. W przypadku panów taka samodzielna kontrola dotyczy badania dotykowego jąder, a w sytuacji zaobserwowania jakichkolwiek dolegliwości – wizyty u specjalisty. Jak zauważają twórcy kampanii „Kobiecość niejedno ma imię” (www.kobiecosc.info): – Tylko obserwacja własnego organizmu i regularne badania okresowe pozwolą uniknąć poważnych następstw, niezależnych od nas schorzeń. Pamiętajmy, że mężczyzna i kobieta będący w związku stanowią jedność. Choroba jednego z nich automatycznie staje się chorobą obojga. 

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Ekologiczne zabawki z kartonu Lovekids.pl jadą do Mediolanu


Domki dla lalek, wigwamy, drzewa, auta, a nawet meble dla dzieci do samodzielnego składania i wykańczania wykonane z ekologicznej tektury to propozycja kreatywnych zabawek powstałej zaledwie kilka miesięcy temu marki Lovekids.pl, produkowanych przez SimpliCity. Teraz zabawki Lovekids.pl zostaną zaprezentowane w Mediolanie podczas największych targów designu w prestiżowym Superstudio Piu w ramamch wystawy „Pack Design from Wielkopolska”  organizowanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego. Wystawę można oglądać 9-14 kwietnia, godz. 10-21, Temporary Muzeum for New Design, Superstudio Piu, Via Tortona 27, kurator – Piotr Wełniak.

Simplicity – creative printing house specjalizuje się w wykorzystaniu ekologicznej tektury w formie opakowań, materiałów POS. Od niedawna firma została także partnerem strategicznym nowej marki Lovekids.pl projektującej zabawki dla dzieci, po tym jak produkty te zyskują coraz większą popularność i wymagają dłuższych serii oraz zwiększonej produkcji. Simplicity zostało wybrane do grona dziewięciu firm reprezentujących region Wielkopolski w ramach wystawy „Pack Design from Wielkopolska”. Zaprezentują obiekty z eko kartonu Lovekids.pl.  Przez jury doceniona została idea produktów kartonboardu, łatwość samodzielnego składania i możliwość autokreacji oraz jakość wykonania.

– Na wystawie pokażemy dwa produkty cieszące się największą popularnością – domek nie tylko dla lalek (wersja mini) projektu Marty Krupińskiej w praktycznym, kreatywnym opakowaniu, które po otwarciu możemy używać jako podstawkę pod domek – zabezpiecza podłogę przed pobrudzeniem np.: podczas malowania farbami, a jednoczesnie stanowi dodatkowy element zabawy. Zaprezentujemy także najnowszy projekt – krzesełko/taboret dla dzieci zaprojektowane przez naszą nową projektantkę Magdę Burda-Wieła. Taboret o intrygującej formie nawiązującej do ikon designu został wykonany z cartonboardu czyli tektury o strukturze plasta miodu i choć jest bardzo lekki, to w rzeczywistości może udźwignąć nawet do 50 kg. Wierzymy, że produkty dla dzieci z ekologicznego kartonu stanowią wspaniała alternatywę dla plastikowych zabawek. Ich najwiekszą zaletą jest zachęcanie dzieci do własnej twórczości i kreatywności. Angażując „najmłodszych projektantów” stawiamy na design, prostotę i ekologię – mówi Katarzyna Radecka założycielka marki Lovekids.pl

Skąd pomysł na zabawki i meble z eko tektury?

Dzieci mają nieograniczone pokłady wyobraźni, wystarczy ją tylko odpowiednio stymulować, by mogła się swobodnie rozwijać. Badania psychologiczne dowodzą, że stymulacja zmysłów: wzorku, słuchu, dotyku, węchu, smaku wspiera prawidłowy, harmonijny rozwój dziecka. Im większa liczba zmysłów jest stymulowana, tym bogatsze są poznawcze przeżycia dziecka. Zadaniem nowego projektowania dla dzieci jest wykorzystanie ciekawości najmłodszych do poznawania nowych zjawisk, rozbudzanie fantazji i pomysłowości oraz pozwolenie na swobodne tworzenie dokładnie tak, jak i  co chcą, by w ten sposób rozwijać ich naturalne zdolności. Zabawki muszą być multisensoryczne, interaktywne, skłaniać dziecko do poznawania, poszukiwania, zabawy, nauki i kreatywnego wykorzystania możliwości, jakie dają przedmioty w jego otoczeniu. W ten sposób można realnie wspierać dziecko w jego rozwoju.

Pomysłodawczynią i założycielką marki LoveKids.pl jest Katarzyna Radecka dyrektor marketingu SimpliCity – creative printing house realizującego projekty graficzne, a prywatnie mama Zuzy i Poli. Do współpracy zaprosiła młode projektantki, które w swoich pracach często demonstrują głos wewnętrznego dziecka – Martę Krupińską,  Mariannę Czwojdrak, Martę Skrzypczak, Zuznannę Mielczarek oraz Magdalenę Burda-Wiełę. Projektantki zadbały o to, by design służył rozwojowi wyobraźni dzieci i stworzyły zabawki, które zapraszają do indywidualnego ozdabiania, przerabiania. A przy tym są bezpiecznie zaprojektowane z użyciem tylko ekologicznych, trwałych tektur, funkcjonalnie składane, estetycznie zapakowane i wyprodukowane w Polsce. Kolekcja dzieli się na linię Mini, do której należą Autko, Drzewko, Wieża, Domek, linię Midi – Domek dla lalek oraz linię Maxi – Duży domek, Domek/Szałas, Drzewo. W fazie prototypowania są meble – siedziska, taborety.

Zabawki LoveKids.pl produkowane przez SimpliCity to pomysł na wspólne spędzanie czasu z rodzicami, składanie fantastycznych papierowych konstrukcji, malowanie, oklejanie, kolorowanie. Realizowane kilkakrotnie warsztaty dla dzieci, pokazały, że z domku dla lalek mali projektanci potrafią wyczarować dom mody, warsztat samochodowy, pałac księżniczki i laboratorium, a to na pewno nie jest jeszcze ostatnie zdanie.

Przez kilka kwietniowych dni Mediolan stanie się po raz kolejny najbardziej wielokulturowym miastem świata, celem wyprawy fascynatów designu. Targi Salone Internazionale del Mobile w Mediolanie to najważniejsza impreza designu na świecie, która organizowana jest od 1961 roku. Targi obecnie nie mają sobie równych – gromadzą wystawców z ponad 150 państw i ponad 230 tys. metrów kwadratowych powierzchni wystawienniczej. W czasie Salone del Mobile cały Mediolan zamienia się w Fuori Salone, czyli targi zewnętrzne. Rozsiane po całym mieście wystawy, instalacje i happeningi organizowane są w galeriach, muzeach, sklepach meblowych, ale również na dziedzińcach historycznych pałaców, w niepozornych zaułkopodwórkach i warsztatach samochodowych. Do jednych z najbardziej prestiżowych miejsc należy Muzeum for New Design zwane Superstudio Piu, w którym prezentowana jest wystawa „Pack Design from Wielkoplska”.

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Jaki koń jest, każda widzi


To przecież oczywiste. Wielki, piękny i strzyże uszami. Nie wiem ile z Was drogie mamy jeździ konno, ale dla tych które po cichutku o tym marzą, ja głośno stukam w klawiaturę “NA KOŃ”! I to nie żart. Nie trzeba być Amazonką aby czerpać przyjemność z obcowania z naturą, z wiatrem we włosach, muszkami w zębach i zawrotnej prędkości. Z tymi muszkami to oczywiście nie przymus – wystarczy mieć zamkniętą buzię, bo ja jestem z tych gadatliwych, więc wiem co nieco o powyższym ;)

Na pierwszy rzut kobiecego oka, to sport dla mężczyzn, bo dość karkołomny i mało pachnący, na dodatek latem przy akompaniamencie bzyczenia wszędobylskich much. Dobrze jednak, że możecie rzucić okiem na sprawę raz jeszcze, bo gorąco was zachęcam do zmiany nastawienia i wykupienia na sam początek lekcji jazdy u profesjonalisty.  Bez tego (na szczęście!) się nie da, koń to nie zwierzę pozbawione rozumu i emocji, któremu powie się “wiśta wio”, a ten ruszy do przodu. Poza tym co oczywiste, porusza się również na boki, potrafi zawracać oraz tak zarzucić zadem, że ta która mocno wodzy nie trzyma, może polecieć przez jego łeb.

Na sam początek, zanim usadowimy się wygodnie w pachnącym skórą siodle, pamiętajmy że nie możemy się zwierzęcia bać, ono szybko to wyczuje i nie usłucha żadnej naszej komendy. Z kolei nadmiar pewności siebie i ułańska fantazja kończy się dla początkującego jeźdźca upadkiem z wierzchowca. Najbardziej pożądany jest respekt przed zwierzęciem, poparty obserwacją tego co chce nam przekazać i własną stanowczością, która nie pozwoli na samowolę kopytnemu. Proste prawda? To na początek, dalej pójdzie z kopyta :)

Grunt to dobry trener, który pokaże co i jak, zadba o nasze bezpieczeństwo, nauczy czyścić i karmić konia, a przede wszystkim nauczy poprawnie jeździć. Bo w siodle naprawdę liczy się poprawna postawa i technika jazdy, ale to już pozostawię specjalistom, gdyż sama kilka razy dostałam palcatem po plecach, żeby się nie garbić.

Pozwolę sobie tu opisać kilka moich osobistych błędów popełnionych podczas jazdy i wpadek, które pewnie nie tylko ja jedna zaliczyłam.

  • strój – żadnych stringów!!!! Widziałyście albo przyrządzałyście kiedyś tatar, prawda? Tak wyglądały po kilku godzinach w siodle moje “cztery litery”. Do tej pory mam blizny. Proponuję wygodne majtasy, mogą być z szafy  babci, a już na pewno takie które nie podrażnią skóry szwami.

  • zapomnijcie o jeansach – od szwów na bokach wewnętrzna strona ud i kolan wyglądały jak wyżej. Bryczesy są najwygodniejsze do jazdy, ja swoje kupiłam na pewnym portalu z aukcjami i do tej pory mi służą, gdzie ubiór do jazdy z racji mocnego “zapachu” prany jest po każdym wyjeździe w teren. I nie wydałam na nie majątku.

  • Jeśli nie stać was na oficerki do jazdy, kupcie specjalne ochraniacze – czapsy – może to i nie wygląda super profesjonalnie, ale na wygodnych “adidasach” dobrze chronią łydkę przed otarciami. Ja mam i sobie chwalę.

  • Nie muszę przypominać, że konia nie wolno zachodzić od tyłu, z boku też różnie to bywa, a ja wolę nie przekonywać się jak szybko łamie się kość w nodze od ciężaru i rozmachu okutego kopyta.

  • Uważajcie na łeb zwierzęcia, lubi sobie bez ostrzeżenia naprawdę mocno się zamachnąć! Widziałam człowieka – doświadczonego koniarza – z połamanymi kośćmi twarzy. Sam jego widok sprawił mi ból, więc zapamiętałam to do końca życia.

  • A jak już mocno siedzicie w siodle, pamiętajcie o zachowaniu dystansu między poruszającymi się końmi. Jak doświadczenie mnie nauczyło, obserwować należy nie tylko mijane widoki, ale od czasu do czasu zad jadącego przed nami, bo te zwierzęta nachodzą na siebie. Czasem odnosiłam wrażenie, że idą, nie patrzą ;)

  • Konie bywają płochliwe, nie krzyczmy im nad uchem, wataha ujadających psów również może skłonić zwierzę do zerwania się z miejsca.

  • Trzeba uważać na to co się dzieje wokół,  bo jak przewodnik ruszy konno, a my dopiero szukamy cugli i pakujemy nogi w strzemiona, możemy się zdziwić jak szybko zlecimy na ziemię, bo koń nie proszony pójdzie za “szefem”  Taką naukę odebrałam osobiście bardzo boleśnie. Koledzy postanowili zażartować ze mnie, akurat poprawiałam się w siodle, obaj na raz pogonili zwierzęta, ja nie miałam szans na długie wiszenie z boku konia w pełnym galopie, i ostatecznie z siodła wypadłam po paru minutach, gdy moja klacz zdecydowała się przeskoczyć przez rów. Nie muszę chyba pisać jak bardzo się poturbowałam?

Może powyższe nie jest najwspanialszą reklamą hippiki, ale myślę że warto nakreślić to że jazda konna to nie tylko cudowny relaks na łonie natury, ale sport który wymaga pełnej świadomości i odpowiedzialności, gdyż konsekwencje ich braku bywają tragiczne. A jak wam się jeszcze nasunie na myśl coś, o czym warto wspomnieć na zachętę, pozostawiam do dyspozycji komentarze.

Na ten moment to chyba wszystko z moich osobistych doświadczeń, choć w głowie kłębi mi się kilka innych końskich historii których byłam świadkiem bądź uczestnikiem. Choć tak sobie skrycie myślę, że jeśli drogie mamy będziecie chciały tego więcej, to na pewno dacie mi znać. A póki co…siodłać konie i jazda w teren, do szukania zaginionej wiosny ;)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Żaklina Kańczucka
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
8 lat temu

Moja córa jeździ, ja też w czasach swej młodości jeździłam więc wielu błędów udało mi się uniknąć. Przede wszystkim umiałam wybrać dobrego trenera, co wcale nie jest taką łatwą sztuką. Po zwiedzeniu różnych możliwych stajni docelowo zdecydowałam się na stajnię w Magnicach niedaleko Wrocławia, która serdecznie polecam. Bardzo fajny dojazd jest AOW. Strój przede wszystkim wygodny, moja córka jeździ w leginsach, na bryczesy się już trochę czasu namierzamy ale zawsze coś wypada. Pierwszym zakupem były buty do jazdy konnej i czapsy. Buty bardzo pomagają we właściwym ułożeniu nogi a czapsy chronią łydkę a i grzeją. Sport nie należy do najtańszych,… Czytaj więcej »

Żaklina Kańczucka
8 lat temu

Kask, cenna wskazówka, przyznam bez bicia, o niej zapomniałam- nie ma się czym chwalić, bo jeżdżę bez ;) Podpisuję się pod wszystkim, co Pani napisała. Sport do najtańszych nie należy, ale kto spróbuje, szybko przepada i w kontakcie z końmi, rekompensujemy „zainwestowane” pieniądze :)

Joanna Pawlińska
Joanna Pawlińska
8 lat temu

Odpowiem słowami trenera, który kiedyś rzekł takie słowa: Jeżdżę dobrze, pewnie i długo, rzadko zdarza mi się spadać a i tak jeżdżę w kasku. Od tego samego trenera usłyszałam jak jego siostra, również instruktor, spadła i koń nadepnął na kask, kask się rozpadł na pół ale dziewczynie to uratowało życie. Od razu dodam, że sytuacje kiedy koń nadepnie na człowieka, który spadł są bardzo rzadkie, zazwyczaj koń przeskoczy przeszkodę. Zresztą koń ma od 1,50m wzwyż głowa zazwyczaj jest na wysokości 2m i wyżej. Wyobraźni waszej pozostawiam resztę. Ja jestem zwolenniczką zapinania pasów, noszenia kasków i założenia, że i tak jak… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close