Czy płacić dzieciom za pomaganie?


Jak skłonić dzieci do pomocy w codziennych obowiązkach? To temat powracający w domowych dyskusjach bezustannie. Wypracowanie u potomstwa nawyku zgodnej i chętnej współpracy stanowi jedno z najważniejszych, a zarazem najtrudniejszych wyzwań wychowawczych, jakim muszą podołać rodzice.

Proces ten zaczyna się już w dzieciństwie i trwa przez cały okres domowego wychowywania. Poza obowiązkami podstawowymi pojawia się też potrzeba i konieczność wykonywania prac dodatkowych. W ślad za tym idzie kolejne zagadnienie: czy i w jaki sposób takie wysiłki nagradzać?

Działania dobrze kojarzone

Gotowość do służenia pomocą – i to nie tylko najbliższym – nie rodzi się zwykle sama z siebie. Dzieci trzeba tego po prostu nauczyć. Od skuteczności tejże edukacji zależy sposób funkcjonowania rodziny, jej komfort, dobra atmosfera w domu, ale także przydatność społeczna młodego człowieka poza domem, jego aktywność, otwartość na współpracę i pomoc innym.

Najlepiej, kiedy dobroczynność i współdziałanie kojarzą się z przyjemnością i dobrymi efektami. Mechanizm, w którym trzeba wykonać coś ,,za karę”, sprawdza się raczej słabo.

Wraz z dorastaniem, dzieci rozumieją coraz więcej. Zadają wiele pytań o znaczenie i celowość różnych działań. Warto rozmawiać i wyjaśniać, dlaczego powinny pomagać, co to daje im oraz pozostałym domownikom. Trzeba zwracać uwagę, że tworzymy rodzinę, czyli wspólnotę, za którą razem odpowiadamy. Rodzice są co prawda jej filarami zapewniającymi byt, ale dzieci, którymi się opiekują, stanowią równie ważny składnik. Dlatego także one same powinny przyczyniać się do wzmacniania tejże wspólnoty,

Zauważać drugiego człowieka

Trzeba pokazywać dzieciom, że mogą, a nawet powinny zwracać uwagę nie tylko na siebie, ale też na innych. W pierwszym rzędzie należy dostrzegać na osoby z najbliższego otoczenia: rodzeństwo, rodziców, dziadków. Proste komunikaty o potrzebie i wartości takiego postępowania pozwolą młodym ludziom utrwalać dobre wzorce postępowania.

Kiedy w rodzinie jest więcej rodzeństwa, starsze dzieci często odpowiadają za młodsze – opiekują się nimi, pomagają w lekcjach. W rodzinach wielopokoleniowych z kolei zdarza się choroba czy niedomaganie starszych, np. dziadków. Wówczas pomoc i opieka ze strony wnuków staje się niezbędna.

Cierpliwość i wsparcie

Funkcje wychowawcze powinny wspierać placówki oświatowe. Harmonijna współpraca rodziców i nauczycieli potrafi wywrzeć duży wpływ na postawy młodych osób. Trzeba wychowywać i od małego zachęcać dzieci do kształtowania w sobie nawyku pomocy innym, by zapobiegać jakże modnemu dziś egoizmowi.

Nastolatki zaabsorbowane nauką, rówieśnikami i swoimi zajęciami, często bronią się przed dodatkowymi obowiązkami, zasłaniając się brakiem czasu. Proste posprzątanie miejsca nauki, wypoczynku bądź zabawy staje się problemem, o poważniejszych pracach nawet nie wspominając.

Młodzież przytacza własne argumenty – czasem logicznie, czasem pokrętne – ale zawsze świadczące na ich korzyść. Ważne jest wtedy, by dorosły nie ograniczał się do prostego komunikatu: „zrób to, bo tak ma być/bo musisz”, ale postarał się wyjaśnić, dlaczego prosi o wykonanie danej czynności. Niezbędna jest tu także cierpliwość, bo rodzicielska argumentacja często z trudem i bardzo powoli dociera do świadomości nastolatka.

Za co te nagrody?

Czy, a jeśli tak, to w jaki sposób nagradzać dzieci za prace na rzecz domu? To temat szeroki i otwarty. Każda rodzina znajduje własne rozwiązania, posiłkując się często doświadczeniami innych.

Prawdopodobnie większość zgodzi się z opinią, że warto je w jakiś sposób nagradzać, pokazując, że zauważamy ich zaangażowanie. Dyskusję wzbudza natomiast kwestia, za co te nagrody powinny otrzymywać.

W opinii wielu rodziców nie powinno się premiować dzieci za zupełnie podstawowe obowiązki dotyczące higieny, utrzymania porządku własnego miejsca w domu czy zajmowania się pupilami-zwierzętami. Tu musi wystarczyć samo docenienie, że starają się funkcjonować zgodnie z przyjętymi regułami. Na przykład pochwały słowne, których dziecko zawsze wysłucha z przyjemnością.

Inne przydzielone obowiązki na rzecz domu, jak choćby wyrzucanie śmieci, sprzątanie innych pomieszczeń, dbanie o wspólnego zwierzaka albo pomoc w przyniesieniu zakupów, też nie zawsze trzeba od razu dodatkowo rekompensować. Wystarczy poprzestać na pochwałach i uśmiechu.

Warto tutaj zauważyć, że istnieją rodziny, w których dzieci bywają zmuszone do pracy w domu, nawet ciężkiej, bez szans na jakiekolwiek nagrody. Wynika to z różnych przyczyn i trudności. Tym niemniej kwestia domowych obowiązków nie zawsze stanowi temat łatwy i „kolorowy”, jakby chciało się go widzieć.

Pomoc to nie „biznes”

Jeśli już za coś nagradzać czy wręcz płacić, to jedynie za coś specjalnego, za dodatkowe, nietypowe prace wykraczające poza obowiązki podstawowe i wymagające większego wysiłku. Może to być umycie okien, posprzątanie całego mieszkania albo domu, pomoc w ogrodzie lub umycie i wyczyszczenie auta. Za takie specjalne działania dopuszcza się gratyfikacje finansowe. Stanowi to bowiem naukę, że praca, wysiłek, zaangażowanie i pomysłowość potrafią przynieść określone korzyści.

Tym niemniej nie wolno dzieci rozpieszczać nadmiernie i płacić za wszystko. To je psuje, a one, nauczone takim doświadczeniem, domagają się potem wynagrodzenia za każdą najdrobniejszą nawet czynność. Jeśli rodzice lub krewni zaczną premiować czynności zupełnie podstawowe, może okazać się, że bez obietnicy „prezentu” młody człowiek nie będzie chciał wykonać w ogóle.

Zatem trzeba to wyważyć. Z jednej strony nie gratyfikować prostych, codziennych obowiązków, a z drugiej docenić wysiłki dziecka podejmowane dobrowolnie i dodatkowo na rzecz rodziny bądź innych osób.

Temat wynagradzania za prace domowe potrafi rozniecić emocje. Młody człowiek zawsze bada, na ile może sobie pozwolić. Potrafi zapytać wprost: „ile za to dostanę?”. Wówczas rolą rodzica jest wytłumaczyć mu celowość i stosowność takiego pytania.

Niekiedy, po ustaleniach w gronie rodzinnym, dzieci przygotowują własne „cenniki” dodatkowych czynności domowych. Proponują stawkę, za którą są skłonne je wykonywać.

By jednak odnieść wychowawczy sukces na tym polu, trzeba młodym ludziom dokładnie wytłumaczyć różnice między obowiązkami podstawowymi, a dodatkowymi. Tym bardziej, że w każdym domu granica pomiędzy nimi może przebiegać w innym miejscu.

Nauka odpowiedzialności

Wiadomo, że nawet nam, dorosłym, nie chce się czasem czegoś zrobić. Odkładamy realizację jakichś prac na później, ale w końcu i tak musimy się za nie zabrać. To nasz obowiązek, za który bierzemy odpowiedzialność. Kiedy robimy coś bezinteresownie, dobrze jest wytłumaczyć swoje zachowanie potomstwu. Przykład zawsze stanowi dobrą naukę właściwego postępowania.

Coraz szerzej rozpowszechnia się idea wolontariatu. W szkołach za bezinteresowne uczestnictwo i pomoc uczniowie otrzymują dodatkowe punkty. Ten sposób nagradzania okazuje się wystarczający, by zmotywować ich do takiej pracy, pomijając już zupełnie samą satysfakcję płynącą z niesienia pomocy ludziom lub zwierzętom.

Nie, nie wszystko ma jakąś wymierną cenę. Bywa, że nawet drobny wysiłek z naszej strony dla kogoś okazuje się nieoceniony. To także warto dzieciom uświadomić.

Wszystkie artykuły tego autora dostępne są na portalu www.polskieforumrodzicow.pl.

Witold Tkaczyk jest dziennikarzem i grafikiem od wielu lat związanym ze środowiskiem twórców komiksu. Pisze scenariusze komiksów historycznych, będąc zarazem ich wydawcą. Pracuje na stanowisku sekretarza redakcji portalu Polskie Forum Rodziców. Prywatnie ojciec dwójki nastolatków.

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Jak sytuacja rodzinna wpływa na doświadczenia szkolne


Dzieci wychowują się w rodzinach, których skład i struktura może być zróżnicowana. W najtrudniejszej sytuacji są te, które żyją w rodzinach niepełnych. Ich zadowolenie z życia jest wyraźnie niższe, niż tych dzieci, które mieszkają razem z obojgiem rodziców. Na podstawie badania uczniów w wieku 10 i 12 lat przeprowadzonego między innymi przez naukowców z poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego można ustalić czy sytuacja rodzinna ma wpływ na postrzeganie przez dzieci ich szkoły, nauczycieli czy też relacji z rówieśnikami.

Dzieci z rodzin niepełnych czują się mniej bezpiecznie

Przede wszystkim należy podkreślić, że dzieci z rodzin niepełnych czują się w szkole mniej bezpiecznie niż te, które wychowują się w rodzinach pełnych. Uczniowie 10-letni z rodzin pełnych poczucie bezpieczeństwa w szkole ocenili (w skali 1-5, gdzie „1” oznaczało najbardziej negatywną ocenę, a „5” – najbardziej pozytywną) średnio na poziomie 3,30, podczas gdy dzieci z rodzin niepełnych na 3,18.

Niższe oceny, przy jednocześnie większej różnicy między ocenami dzieci pochodzących z obydwu omawianych typów rodzin odnotowano wśród 12-latków. Uczniowie z rodzin pełnych ocenili swoje poczucie bezpieczeństwa w szkole średnio na poziomie 3,07, a z rodzin niepełnych na 2,79.

Mniej przemocy w rodzinach pełnych

Niewątpliwie na takie zróżnicowanie wyników wpływ ma doświadczanie przez dzieci przemocy, która – jak się okazuje – wyraźnie częściej stosowana jest wobec małoletnich wychowywanych co najwyżej przez jedną osobę dorosłą.

Co drugi 10-latek z rodziny niepełnej był bity co najmniej jeden raz w okresie dwóch tygodni poprzedzających badanie, natomiast wśród dzieci z rodzin pełnych było to 40 proc.

Podobne dysproporcje zaobserwowano w kontekście przezywania dzieci. Tej formy przemocy doświadczyło 60 proc. dzieci 10-letnich z niepełnych rodzin oraz 50 proc. z rodzin pełnych. Rzadziej dzieci wskazywały na pomijanie ich wśród rówieśników, jednakże również w tym aspekcie uczniowie z rodzin pełnych czuli się pod tym względem bezpieczniej – 33 proc. spośród nich było pomijanych co najmniej raz w ciągu dwóch tygodni. Dla młodych osób z rodzin niepełnych wskaźnik ten ukształtował się na poziomie 42 proc.

Omawianych prawidłowości w obszarze bicia i przezywania nie zaobserwowano wśród 12-latków, natomiast w przypadku pomijania różnica już była dość wyraźna: 34 proc. dzieci z rodzin pełnych doświadczyło tej formy przemocy, podczas, gdy z rodzin niepełnych było to 40 proc. badanych dzieci.

Starsze bardziej krytyczne wobec rówieśników

Wspomniane doświadczenia związane z przemocą powodują zróżnicowane oceny satysfakcji z koleżanek i kolegów w klasie. Średni poziom zadowolenia z rówieśników w klasie wśród dzieci 10-letnich był na poziomie 8,24 (w skali 0-10, gdzie 0 oznacza całkowicie niezadowolony, 10 – całkowicie zadowolony), przy czym dla uczniów z rodzin pełnych wskaźnik ten wyniósł 8,3, a z rodzin niepełnych 7,91.

Dzieci 12-letnie ogółem były bardziej krytycznie nastawione do swoich koleżanek i kolegów z klasy (średni poziom w skali 0-10: 7,47). Różnica w ocenach dzieci z rodzin pełnych i niepełnych w tej grupie wieku była wyraźniejsza niż wśród 10-latków: dla dzieci z rodzin pełnych uzyskano średni poziom satysfakcji 7,64, podczas gdy dla tych z rodzin niepełnych było to tylko 6,6.

Uczniowie równo traktowani przez pedagogów

W badaniu poruszono także kwestie relacji z nauczycielami, jednakże nie zauważono istotnych różnic w ocenie tych stosunków między dziećmi z rodzin pełnych i niepełnych, co może świadczyć o sprawiedliwym traktowaniu przez nauczycieli swoich podopiecznych, czego nie możne powiedzieć o rówieśnikach.

Przedstawione wyżej wskaźniki można traktować jako uzasadnienie prawidłowości zaobserwowanych w różnicach postrzegania przez badane dzieci swojego życia jako ucznia. 10-latkowie z rodzin pełnych ocenili średnio (w skali 0-10) swoje szkolne życie na poziomie 7,96, co jest wynikiem o około 0,5 punktu wyższym niż dla osób wychowywanych w rodzinach niepełnych. Różnica ta jest wyraźniejsza wśród 12-latków: 7,41 dla dzieci mieszkających razem z mamą i tatą, wobec 6,41 dla tych, którzy mieszkają tylko z mamą lub tylko z tatą, lub z żadnym z biologicznych rodziców.

Jak w rodzinie tak i w szkole

Na podstawie uzyskanych i zaprezentowanych rezultatów można wyciągnąć wniosek, że sytuacja rodzinna uczniów przekłada się na ich relacje w szkole. Doświadczenia dzieci z rodzin niepełnych rzadziej są pozytywne niż ich rówieśników z rodzin pełnych. W badaniu nie poruszono kwestii postępów w nauce, więc w tym obszarze nie można wyciągnąć jednoznacznych wniosków. Warto jednak kontynuować tego typu badania w przyszłości, z uwzględnieniem również aspektu edukacyjnego.

Zrealizowane badanie jest częścią międzynarodowego projektu „Children’s Worlds”. W Polsce było ono dofinansowane ze środków Narodowego Centrum Nauki. Badanie przeprowadzono w latach 2017-2018, a próba była reprezentatywna ze względu na lokalizację szkoły oraz formę własności. Kwestionariusz ankietowy wypełniło 1192 dzieci 10-letnich (w tym 1020 z rodzin pełnych, co stanowiło 85,6 proc. ogółu) i 1156 12-letnich (963 z rodzin pełnych, 83,3 proc. ogółu).

Wszystkie artykuły tego autora dostępne są na portalu www.polskieforumrodzicow.pl.

dr Krzysztof Szwarc jest demografem, pracownikiem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, członkiem Sekcji Demografii Historycznej Polskiego Komitetu Demograficznego PAN, członkiem Polskiego Towarzystwa Statystycznego, redaktorem statystycznym Zeszytów Naukowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, członkiem Rady Rodziny przy Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej, a także Rady Rodziny przy Wojewodzie Wielkopolskim. Tata trojga dzieci.

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

 

 

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Wychowawczy kurs na silny charakter, wiedzę i ideały


 

Rodzice od pierwszych chwil życia swojego dziecka odpowiedzialni są za kształtowanie jego charakteru i osobowości. Odpowiadając na pierwsze, najpierw fizjologiczne, potrzeby zaspakajają je i zapewniają poczucie bezpieczeństwa. Każde przystawienie do piersi przez matkę jest tego wyrazem – to jednocześnie nakarmienie dziecka, jaki i (a może przede wszystkim) zaspokojenie potrzeby bliskości i bezpieczeństwa oraz kształtowanie więzi i relacji z najważniejszymi osobami na świecie. To daje podstawę do ukształtowania trwałego fundamentu, który zapewni trwałe relacje na lata.

Więź i wychowanie

Pierwsze zabawy z niemowlakami to także doskonała okazja do wspierania rozwoju, wzmacniania więzi, ale i wychowania. Za każdym razem, kiedy maluszkowi podczas zabawy proponujemy, by najpierw odłożył klocki do pudła razem z nami, by było miejsce na rozłożenie kolejnej zabawki – wspieramy kształtowanie charakteru. To nie jest nic innego, jak stawianie dziecku wyzwań (chowamy klocki), by mogło dalej realizować inną, nową i równie przyjemną aktywność. To przekraczanie niekiedy pierwszych niechęci i złości malucha, to pierwsze stawianie wymagań na drodze do jego rozwoju. Pokonanie tych niechęci już jest elementem wychowania.

Kształtowanie charakteru

W kolejnych etapach rozwoju stawianie przed dziećmi nowych wyzwań i wymagań przyczynia się ostatecznie do kształtowania charakteru. Te stałe próby, jakich doświadcza młody człowiek są jak regularne ćwiczenia na siłowni, które rozwijają naszą masę mięśniową.

Rosnącemu organizmowi poddawanemu stałemu wysiłkowi fizycznemu zazwyczaj nie grożą skrzywienia i wady postawy. Kręgosłup młodego człowieka podtrzymywany jest przez stabilne i stale ćwiczone mięśnie. Stanowią one bezpieczny i trwały fundament, który zabezpiecza kruchy i narażony na uszkodzenia organ.

Tak dzieje się wtedy, gdy młody człowiek od wczesnych lat poddawany jest świadomie stawianym wymaganiom. Takie dziecko, które z niejednej przyjemności musiało w życiu zrezygnować, czekać na upragnione atrakcje i ponosić konsekwencje swoich czynów – nie raz przekroczyć musiało swoja strefę komfortu, co ostatecznie wzmocniło jego charakter. Dokładnie tak samo jak przy kolejnym powtórzeniu nużącego ćwiczenia, wzmacniającego mięśnie.

Jak pokonać własne ograniczenia

Nieocenioną pomocą w kształtowaniu charakteru jest udział w klubie sportowym czy harcerstwie, gdzie obowiązują określone zasady, a za uzgodniony nakład sił i starań przysługują wymierne profity – jak udział w zawodach czy otrzymanie kolejnej sprawności. Posiadają one jasno określony cel, do którego młody człowiek może zmierzać. Każde poranne wstawanie na trening czy przechodzenie długiej trasy z plecakiem mimo zmęczenia – umożliwiają pokonywanie własnych ograniczeń, czy wręcz lenistwa, a docelowo wzmacniają charakter. To drobny i stale powtarzany środek, który prowadzi do dalekiego celu, jakim jest młodzieniec i młoda kobieta, którzy potrafią przezwyciężać swoje ograniczenia.

Wiedza i argumenty zawsze w cenie

W procesie kształtowania młodego człowieka niezwykle ważne jest dostarczenie rzetelnej wiedzy o otaczającym go świecie. Możliwość logicznego argumentowania wymaga umiejętności myślenia, ale przede wszystkim stawia przed dzieckiem wymaganie posługiwania się posiadaną wiedzą. A zatem młody człowiek może przekonywać swojego rozmówcę do swojej racji, jednak musi posługiwać się dowodami opartymi na nauce. Umiejętność ta jest wręcz konieczna w momencie, kiedy młody człowiek musi asertywnie powiedzieć „nie” wobec składanych mu przez rówieśników propozycji sięgnięcia po używki czy podjęcia innych ryzykownych zachowań. Bez zdolności argumentowania lub w obliczu strachu przed oceną kolegów, bardzo trudno jest odmówić i narazić się na odrzucenie przez grupę.

Dowody na wysokie morale

Wtedy konieczny jest wspomniany wcześniej kręgosłup moralny. Wytrwale kształtowany podtrzymuje to, co najważniejsze zostało dziecku przekazane przez najbliższych, ten zestaw najważniejszych norm, reguł i zasad, które stanowią podstawę wychowania. Zostanie on nienaruszony, jeżeli młody człowiek będzie miał odwagę cywilną stanąć w obronie starszego, odmówić narkotyków, zająć kontrowersyjne stanowisko poparte argumentami, przezwyciężyć niesprzyjające okoliczności i zmobilizować się do działania w imię wyższej wartości. Ten charakter kształtowany był przez lata, wzmacniany stawianiem czoła przeciwnościom, a po latach stanowi oparcie i jest realnym dowodem na wysokie morale.

Orientacja na ideały

Wielu osobom posiadanie niezachwianych norm i reguł kojarzy się żołnierzami Armii Krajowej, czy harcerzami Szarych Szeregów, ponieważ wyznawane ideały uosabiali w codziennych konkretnych czynach, które były ich udziałem. Wielokrotnie stając w obliczu dylematów moralnych zawsze kierowali się honorem i dobrem najwyższym, a składanym obietnicom byli oddani do ostatnich chwil swojego życia. Będąc wierni zasadom moralnym kierowali się wielokrotnie honorem, który staje się cechą niemalże zapominaną wśród pokolenia dzisiejszej młodzieży A szkoda, bo przecież „Ideały są jak gwiazdy. Jeśli nawet nie możemy ich osiągać, to należy się według nich orientować” (George Bernard Shaw).

Wszystkie artykuły tego autora dostępne są na portalu www.polskieforumrodzicow.pl.

Agnieszka Isańska jest pedagogiem szkolnym, terapeutą pedagogicznym, nauczycielem przedszkola i klas 1-3 oraz oligofrenopedagogiem. Zajmuje się skutecznym wyrównywaniem deficytów i braków rozwojowych u dzieci. Jest mamą trzech córek.

 

Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com

 

Poniższy tekst jest informacją prasową przesłana nam przez zaprzyjaźnione serwisy. Żadna z naszych redaktorek nie jest autorką poniższego tesktu i nie odpowiadamy za zamieszczone treści. Jednakże dokładamy wszelkich starań, aby przedstawione informacje były zgodne z polityką oraz tematyką naszego serwisu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Informacje prasowe

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Feluś i Gucio grają w literki – gra edukacyjna wspierająca naukę czytania


Czy Felusia i Gucia trzeba komuś przedstawiać? Przypuszczam, że nie, a przynajmniej nie dzieciakom w wieku mniej więcej trzy do sześciu lat i ich rodzicom.  Są to bowiem znani i bardzo lubiani bohaterowie edukacyjnych książeczek, a od niedawna również gier dla maluchów. Feluś to prawdopodobnie jeden z najpopularniejszych przedszkolaków w tym kraju, zaś Gucio to jego wierny pluszowy przyjaciel.

Do tej pory Ci dwaj kamraci zabierali nas do swojego przedszkola, gdzie spędzając czas z rówieśnikami, uczyli się (a młodzi czytelnicy razem z nimi) – dobrych manier, poznawali różne emocje oraz zawody. Później (rzec by można – wraz z wiekiem i rozwojem) przyszedł czas na nowy element edukacyjny, czyli gry wspierające naukę czytania. Za pierwszym razem Feluś i Gucio zaprosili dzieciaki do zabawy w sylaby, czyli układanie słów z dwóch lub trzech sylab.

Tym razem natomiast bohaterowie poszli o krok dalej i proponują przedszkolakom tworzenie słów z poszczególnych liter.  Zabawa jest o tyle ciekawa, że stanowi krzyżówkę. Dzieciaki muszą więc odgadywać hasła przedstawione na kartonowych kafelkach i zapisywać je z pomocą tekturowych płytek z literami na specjalnej planszy.

Gra ma dwa warianty – łatwiejszy i trudniejszy. Celem pierwszego jest utrwalenie znajomości liter oraz nauka zapisu poszczególnych wyrazów. Zadanie jest o tyle proste, że wybierając kartonik z rysunkiem (hasłem), rodzic wykłada przed dzieckiem wszystkie litery potrzebne do ułożenia hasła. Dziecko ma jedynie ustawić je w odpowiedniej kolejności. W trakcie zabawy i robienia postępów można oczywiście zwiększać poziom trudności i dokładać dziecku kilka liter, tak by musiało wybrać tylko te, które są potrzebne do napisania danego słowa.

W drugim wariancie wybieramy jedną z czternastu  przedstawionych w instrukcji krzyżówek. Układamy na planszy płytki z obrazkami zgodnie ze schematem, a literki wrzucamy do woreczka dołączonego do zestawu. Następnie dzieci losują po sześć kartoników z literkami, układają je przed sobą, po czym próbują ułożyć hasła – ta część zabawy przypomina popularne scrabble. Z tym że tutaj nie wymyślamy słów, a odgadujemy hasła i zapisujemy je w krzyżówce.

Zabawa przy tym jest świetna! Moje dzieciaki uwielbiają tę grę. Pola, która nie skończyła jeszcze sześciu lat (a taki jest sugerowany wiek przez autorów) radzi sobie bardzo dobrze z odczytywaniem liter i zapisywaniem wyrazów.  Oczywiście zdarzają jej się pomyłki, czasem nie wie, jak nazwać daną literkę i zdecydowanie największy problem ma z głoskami: sz, cz, rz, ch. Ale ogólnie jestem pod wrażeniem, jak idzie jej tworzenie słów i jakie robi postępy! A ponieważ świetnie się przy tym bawi i strasznie raduje, gdy uda jej się poprawnie zapisać hasło, ta nauka jest naprawdę przyjemna i bezbolesna.

Na dowód tego zdradzę Wam, że niemalże za każdym razem, gdy mówię, że kończymy już grę, słyszę z jej ust jęk zawodu i pytania, czy później (lub jutro) znowu zagramy? To chyba najlepsza rekomendacja ?

Cieszę się ogromnie, że do owej zabawy chętnie włącza się również mój młodszy syn, który ma zaledwie trzy lata (trzy i pół dokładnie ?). Bacznie przypatruje się i przysłuchuje temu, jak nazywamy z Polą poszczególne litery, dzięki czemu siłą rzeczy poznaje je i utrwala. Garnie się też do samodzielnego układania wyrazów, ale to wiadomo – jeszcze jest dla niego ciut za trudne. 

Dodatkowym atutem tej zabawy jest to, że sami możemy wymyślać i tworzyć własne hasła, chociażby imiona domowników – zawsze to jakieś urozmaicenie, które sprawia, że nie można szybko się nią znudzić. Poza tym gra jest bardzo ładnie wydana, opakowanie, płytki oraz plansza z krzyżówką są solidnie wykonane – z grubej tektury. Obrazki zdobiące płytki z hasłami są nie tylko ładne, ale też charakterystyczne dla całej tej serii, bo ich autorką jest niezmiennie Marianna Schoett.

Feluś i Gucio dumnie dołączyli do naszej małej kolekcji tej serii, sprawiając,  że polubiliśmy ich jeszcze bardziej! Mocno liczymy więc na pojawienie się kolejnych książek lub gier z tymi uroczymi bohaterami.

Grę „Feluś i Gucio grają w literki” szczerze polecam wszystkim dzieciakom w wieku przedszkolnym, zarówno tym, które znają już literki i zaczynają naukę czytania oraz pisania, jak i tym, które dopiero zaczną ten element edukacji. Myślę, że Stasiu jest doskonałym przykładem na to, że do owej zabawy można włączyć młodsze dzieci, niż sugeruje wiek podany na opakowaniu.  

 

Dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie recenzenckiego egzemplarza gry.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Fizinka

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close