Pożegnanie z piersią


Już pożegnania nadszedł czas… Wcale nie łatwy, zarówno dla dziecka jak i matki, bo poza zmianą rozkładu dnia, uciekają też momenty czułości i emocjonalnego odprężenia.

Karmienie piersią dla mnie było cudownym czasem. Młodszego syna karmiłam dokładnie do dnia drugich urodzin. A dlaczego akurat tak? Bo Woju był na tyle duży, że “cycuś” był już tylko wyciszaczem i nie spełniał najważniejszej roli – narzędzia do karmienia. Wiele matek straszyło mnie, że im dłużej będę karmić, tym trudniej dziecko będzie oduczyć tego. Życie jednak pokazuje, jak wiele zależy od samego malca, bo to co się wydarzyło w ostatnich tygodniach u nas, w niczym nie przypominało armagedonu.

Więc jak to zrobić, żeby bez wielu wylanych łez, zarówno dziecka jak i matki zrezygnować z karmienia? Przynajmniej jedno z zainteresowanych naprawdę musi chcieć końca i podjąć zdecydowane i konsekwentne działania. Ja chciałam, bo byłam zmęczona nocnym wstawaniem, akurat rozpoczęłam pracę poza miejscem zamieszkania, a sam Woju jadł  to co my. Żeby nagle nie urywać tego kojącego rytuału, od 2-3 miesięcy stopniowo ograniczałam częstotliwość karmień. Najłatwiej poszło z tym w południe, bo nie było mnie w domu, a gdy mnie nie było, młody się nie upominał. A jeśli u mnie upominał się w ciągu dnia, tłumaczyłam że “cycy śpią” ale jest jedzenie w lodówce więc jeśli jest głodny mogę coś mu dać. Działało, głodny nie chodził, o pierś nie krzyczał, ja mimo delikatnej tęsknoty za tymi chwilami nawet nie wspominałam o temacie.

Zgodnie z przewidywaniami, mniej sympatycznie było w nocy, kiedy mały się przebudzał. Nauczony, że dostawał pierś przede wszystkim nocą, nie zadowalał się tłumaczeniem, że “cycy śpią” i on też powinien. Pomogła butelka “niekapek” z wodą, którą wręczałam zaraz po stanowczym żądaniu Woja. Szybko przywykł, chyba już trzeciej nocy przestał się denerwować, a teraz jak idzie spać z marszu idzie po wodę i zabiera butelkę do łóżka.

Widzę rezultaty zakończenia karmienia, bo mały nie budzi się tyle w nocy, a jeśli już wstanie to wystarczy go odprowadzić do łóżeczka, i sam usypia. Nie muszę wisieć nad nim, tak jak bywało to za czasów karmienia. Ja odzyskałam moje ciało i poczucie swobody. Czuję się spełniona jako matka ”karmicielka” bo karmiłam z powodzeniem tak długo jak chciałam, mały rósł zdrowo i w poczuciu maksymalnej bliskości i bezpieczeństwa przy mnie. Żałuję, że nie miałam takiej możliwości z pierwszym synem. Może przy trzecim dziecku też uda mi się ta sztuka. Zarówno szczęśliwego karmienia, jak i bezbolesnego z nim pożegnania.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Jak kazda decyzja ktora cos zmienia, ten kto ja podja musi byc wytrwaly i zdecydowany. Nasze dzieci potracia byc bardzo zaskakujace i czesto to my rodzice stwarzamy problemy przy odstawianiu czegokolwiek a nie dzieci ;) Nie rozumiem tez dlaczego wiele matek traktuje odstawienie przez dziecko jako kleske. A moze to jest po prostu znak ze dziecko chce czegos wiecej? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny artykuł

Sześciolatki w szkole – czy to na pewno dobry pomysł?


Reforma szkolnictwa polegająca na posłaniu sześciolatków do szkół została przeprowadzona nie do końca wiadomo w jakim celu, bo przecież nie po to, żeby młodzież wcześniej szła do pracy, prawda?! Zapewne przyświecał temu jakiś inny szczytny cel, być może zwolnienie miejsc w przedszkolach. W sumie racja, łatwiej wygonić sześciolatki do szkoły niż budować nowe przedszkola.

Miłościwie nam panująca pani premier w czasie debaty wyborczej grzmiała, że nasze dzieci nie są głupsze od dzieci z innych krajów i nie ma powodu by odbierać im szansę na dobrą edukację. Brzmi rozsądnie, prawda? Głupsze nasze dzieci na pewno nie są, bo niby czemu miałyby być? Czy są gotowe do pójścia do szkoły? Pewnie w większości tak, ale czy szkoły są gotowe na przyjęcie sześciolatków to zupełnie inna bajka.

Paradoksalnie najlepiej do tego celu przygotowane są małe, wiejskie szkoły. Dlaczego? Po prostu dlatego, że są małe. Dziecko w nich nie ginie, nie błądzi w labiryncie korytarzy, nie pokonuje trzech pięter z szatni do swojej klasy (tyle chodzi Duśka), nie jest anonimowe. W naszej szkole pierwszaki przechodzą istny survival. Tyyyle się trzeba nauczyć, żeby przetrwać!

Od kliku dni w domu wałkujemy problem, że po ślubowaniu pani nie będzie schodziła po dzieci do szatni tylko będą musiały same chodzić na górę, a ona się boi, że ją ktoś na schodach potrąci. Nie wiem, skąd jej się wziął strach przed schodami (a raczej ludźmi na schodach, bo na pustych klatkach schodowych nie ma najmniejszego problemu) niemniej jednak jest on jak najbardziej autentyczny. Ideałem byłoby, gdyby klasa była na tym samym poziomie co szatnia, ale niestety, jest jak jest. Jak będzie dalej, nie wiem. Rodzicom chodzić po szkole nie wolno, odpada opcja, że ja z nią na górę pójdę. Ot, niby to drobiazg, ale potrafi małe dziecko skutecznie zniechęcić do szkoły.

Zanim ktoś mi zarzuci, że mogłam dziecko odroczyć wyjaśnię: nie miałam powodu odraczać Duśki, nie ma żadnych problemów z nauką, chętnie odrabia lekcje, dobrze odnajduje się w grupie, drugi rok w zerówce to byłaby kompletna strata czasu i jeszcze większa nuda dla niej. Niemniej jednak, jak to sama ostatnio powiedziała:” mamuś, ja tej szkoły jeszcze nie ogarniam”.

Jak wyglądają lekcje? Trwają około kwadransa, bo tylko tyle dzieci potrafią się skupić. Potem jest pół godziny przerwy na jedzenie, zabawę, taniec, rysowanie, co kto lubi. Tak samo  jak w przedszkolu, z tą tylko różnicą, że nie ma oddzielnej sali na zabawę i oddzielnej na naukę. Zabawek też praktycznie nie ma.

Łazienka jest gdzieś niby nie daleko, ale i nie blisko. Jak się okazuje, na tych dziesięciu metrach też da się zabłądzić, jedno z dzieci po wyjściu z toalety nie umiało trafić do klasy, na szczęście znało drogę do świetlicy, która nota bene jest w sąsiednim skrzydle. Takich historyjek o zagubionych dzieciach jest znacznie więcej, pierwszoklasiści często nie wiedzą do której klasy chodzą, ba – nie rozpoznają własnych tornistrów! Nie, nie żartuję, pani na zebraniu prosiła o podpisanie dzieciom tornistrów, bo są problemy z identyfikacją.

Rozmawiałam z różnymi pracownikami szkoły, nauczycielami, bibliotekarką, pracownikami świetlicy, woźnymi. Wszyscy po cichu mówią to samo – szkoła nie jest gotowa na przyjęcie sześciolatków a ta cała reforma to bzdura. Oczywiście głośno nikt tego nie powie, bo nie wolno. Rozmawiałam też z rodzicami więcej niż jednego dziecka, którzy mają porównanie, praktycznie jednym głosem mówią:” starszy poszedł jako siedmiolatek i świetnie sobie radził a ten młodszy to widać, że do szkoły nie dorósł”.

Reasumując – myślę, że polskie sześciolatki jak najbardziej są gotowe na naukę, ale mam poważne wątpliwości, czy ta nauka powinna odbywać się w szkole. Szkoły kompletnie nie są przygotowane na przyjęcie maluchów, a sześciolatki w szkole czują się trochę jak polski turysta na chińskim dworcu kolejowym.  Myślę, że na tym etapie rozwoju przedszkole zapewnia większe poczucie bezpieczeństwa, a poziom i zakres przekazywanej wiedzy wcale nie musi być mniejszy ani niższy.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie dalej jak wczoraj w sprawach zawodowych musiałam udać do blisko 10 szkół podstawowych. Dostać się do środka nie było łatwo (oczywiście to zaleta), odnalezienie miejsca właściwego średnio trudne (w końcu mam język w gębie ;)), ale już powrót w stronę wyjścia w kilku szkołach sprawił mi kłopot. Dzięki temu doświadczeniu wiem jak czują się pierwszoklasiści (no dobra, byłam jednak na lepszej pozycji) i wiem jak przygotować córkę na przyszły rok (a raczej na co powinnam zwrócić uwagę, bo jeszcze nie wiem jak ją nauczyć poruszania się o szkole, bo sama mam kłopot z orientacją ;)
    A pomysł dla pani Duśki – niech na drzwiach przyklei jakiś znak rozpoznawczy – kolorową figurę, obrazek czy coś podobnego (w przedszkolu ta metoda się sprawdza, każde dziecko wie jaki jet jego znak)

    1. Duśka wie, że jej sala to 27A, potrafi to rozpoznać, ale te trzy piętra do przejścia to mniej więcej tak jakby miała iść piechotą do Rzymu…

  2. mój mąż jako siedmiolatek spadł ze schodów, potrącony przez starszych kolegów. Przekoziołkował całe półpiętro, więc Duśka jak najbardziej ma czego się obawiać…

    1. OMG! Ale rozumiem, że wszystko dobrze się skończyło?

    2. wstał i poszedł na lekcje…

  3. Temat rzeka … Ja też twierdzę , że szkoła nie jet przygotowana i progr am tym bardziej. Ją odraczałam starszego i odroczę młodszego , który powinien pójść we wrześniu do szkoły . U nas 6 latki mają lekje 45 minut i nie ma bata do domu kartka A 4 szlaczkow, literek czy cyferek plus zadania w książce….

    1. Duśka ma to szczęście, że trafiła na fantastyczną nauczycielkę, która zadaje każdemu dziecku według chęci i możliwości a nie wszystkim po równo.

    2. To szczęście ,mój dzisiaj miał sprawdzian z matematyki , we wtorek był z angielskiego , a po niedzieli będzie z polskiego , a ocen ma masakrycznie dużo.

    3. No żartujesz chyba? Wątpię czy Duśka wie co to sprawdzian…

    4. A tutaj oceny w dzienniku , pozostałe w książkach i zeszytach !

    5. To fakt ! Problemów z nim nie Mam , ale inne dzieci i jedynki mają :-( :-( :-( :-(

    6. pani Duśki chyba jeszcze nie stawia jedynek, dużą uwagę przykłada do tego, żeby wzmocnić w dzieciach pewność siebie i wiarę we własne siły, nawet minusów nie stawia tylko jakieś tajemnicze znaczki, że tylko rodzice wiedzą że to w gruncie rzeczy tyle samo co minus. A zamiast plusa dwa plusy, nawet jak się nie do końca należą :)

    7. No widzisz u nas już zeszyty nowe , zaczęte tempo zajebiaszcze ?

    8. w równoległych klasach w szkole Duśki jest podobnie, może dlatego, że to siedmiolatki? Albo po prostu Duśka ma wyjątkowe szczęście i wyjątkowa pani jej się trafiła

    9. Pewnie tak, w końcu zawsze wszystko zależy od ludzi. Jednak tak czy siak, sześciolatki są gotowe na szkołę, szkoła na sześciolatki nie.

    10. Zhadzam.sie.w.1000:%
      Moja.zanim.zrobi.wszystkie.lekcje k.wsiazkach.cw.i.zeszytach to mlodsze.juz spia….

  4. Zgadzam sie reforme wprowadzili tylko nic na reforme nie zostało przygotowane program szesciolatki i siedmiolatki maja taki sam dzieci nie dostaja do tablicy dostaja mase lwkcji do domu i to one sa w tym balaganie poszkodowane nikt teraz nie pyta jak sobie radza i czy wogole sobie radza! Polska komedia…

  5. Polska porownuje sie z innymi krajami, ze tam juz 6 letnie dziecko do szkolytylko w szkoly,,-tak poszlo! Tylko nie Ma porownania jak inne kraje przygotowaly szkoly i system edukacji tych malych dzieci i jak Polska!

  6. Uczę te biedne dzieci i jestem załamana… Wczoraj jedno dziecko dostało furii na korytarzu bo twierdziło, że zgubiło plecak i nie może iść do domu! Po chwili okazało się, że owe dziecko ma jeszcze lekcje – plecak jest z klasie… a on sam zapomniał, że wyszedł tylko do toalety…

  7. Mój sześciolatek chodzi już do drugiej klasy, radzi sobie i ma piękną salę. Nie rozumiem problemu.

    1. A ja rozumiem.problem dziecko wraca.do.domu i sleczy nad 3 4 ksiazkami bo pisania tyle.ze.glowa.mala xanim.skonczy to.czas sie.kompac.i spać bo.rano.do.szkoły a nie wszystkie dzieci sa zdolne….. pozdrawiam

  8. Tez chodzilam sama do przedszkola, jeszcze 2 lata mlodszego brata prowadzalam. Poza kilkoma kaluzowymi wpadkami nic nam sie nigdy po drodze nie stalo. Do szkoly mialam przez ulice wiec tez zawsze sama, z calej klasy moze 3 osoby przychodzily z rodzicami co dla mnie bylo niepojete ;)

  9. jestem nauczycielem angielskiego i w 100% podpisze sie pod postem. w obecnej formie 6-latki w szkole to kompletna pomyłka. dzieci nie sa gotowe na takie warunki a szkola nie jest w stanie sprostac temu wymogowi. cale szczescie, ze reforma zostala wycofana. poki co golym okiem widac ze dzieci nie sa gotowe na szkole w tej formie i zerowka czy przedszklole jest bez porownania lepszym rozwiazaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny artykuł

Zasiłek rodzinny i kryterium dochodowe – zmiany w latach 2015 – 2017


Od 1 listopada 2015 r. wzrośnie zasiłek rodzinny i progi dochodowe uprawniające do tej pomocy. Zasiłek rodzinny przyznawany jest na podstawie tzw. kryterium dochodowego.  Przez to pojecie należy rozumieć sumę dochodów wszystkich członków rodziny podzielonych przez liczbę miesięcy, w których zostały one zdobyte a następnie podzielone przez liczbę osób w rodzinie. Zgodnie z nowelizacją podwyższenie kryterium dochodowego podzielone zostało na dwa etapy.

I etap – od 1 listopada 2015 r.:

  • kryterium ogólne – 674 zł (wzrost o 100 zł),
  • kryterium dla rodziny z dzieckiem niepełnosprawnym – 764 zł (wzrost o 100 zł).

II etap – od 1 listopada 2017 r.:

  • kryterium ogólne – 754 zł (wzrost o 80 zł),
  • kryterium dla rodziny z dzieckiem niepełnosprawnym – 844 zł (wzrost o 80 zł).

Kwota zasiłku rodzinnego

Na przestrzeni lat 2015 – 2017  w trzech etapach, począwszy od 1 listopada 2015 r., będą rosły kwoty związane z podstawowym świadczeniem rodzinnym, jakim jest zasiłek rodzinny:

Na dziecko w wieku 0-5 lat 

  • 1 listopad 2015 r. – 89 zł (wzrost o 12 zł),
  • 1 listopad 2016 r. – 95 zł (wzrost o 6 zł),
  • 1 listopad 2017 r. – 100 zł (wzrost o 5 zł).

Na dziecko w wieku 5-18 lat      

  • 1 listopad 2015 r. – 118 zł (wzrost o 12 zł),  
  • 1 listopad 2016 r. – 124 zł (wzrost o 6 zł),
  • 1 listopad 2017 r. – 130 zł (wzrost o 6 zł).

Na dziecko w wieku 18-24 lata        

  • 1 listopad 2015 r. – 129 zł (wzrost o 14 zł),     
  • 1 listopad 2016 r. – 135 zł (wzrost o 6 zł),
  • 1 listopad 2017 r. – 140 zł (wzrost o 5 zł).

Zmiany w dodatkach do zasiłku rodzinnego

Trzyetapowemu procesowi wzrostu wysokości świadczeń będą podlegały również niektóre dodatki do zasiłku rodzinnego.

  1. dodatek z tytułu kształcenia i rehabilitacji dziecka niepełnosprawnego:

do 5 roku życia

  • 1 listopad 2015 r. – 80 zł (wzrost o 20 zł),
  • 1 listopad 2016 r. – 90 zł (wzrost o 10 zł),
  • 1 listopad 2017 r. – 100 zł (wzrost o 10 zł).

powyżej 5 żoku życia

  • 1 listopad 2015 r. – 100 zł (wzrost o 20 zł),
  • 1 listopad 2016 r. – 110 zł (wzrost o 10 zł),
  • 1 listopad 2017 r. – 120 zł (wzrost o 10 zł).

 2.  dodatek z tytułu podjęcia przez dziecko nauki w szkole poza miejscem zamieszkania:

na pokrycie wydatków związanych z zamieszkaniem w miejscowości, w której znajduje się szkoła

  • 1 listopad 2015 r. – 105 zł (wzrost o 15 zł),
  • 1 listopad 2016 r. – 113 zł (wzrost o 8 zł),
  • 1 listopad 2017 r. – 120 zł (wzrost o 7 zł),

na pokrycie wydatków związanych z dojazdem do miejscowości, w której znajduje się szkoła

  • 1 listopad 2015 r. – 63 zł (wzrost o 13 zł),
  • 1 listopad 2016 r. – 69 zł (wzrost o 6 zł),
  • 1 listopad 2017 r. – 75 zł (wzrost o 6 zł),

3.  dodatek z tytułu wychowywania dziecka w rodzinie wielodzietnej:

  • 1 listopad 2015 r. – 90 zł (wzrost o 10 zł);
  • 1 listopad 2016 r. – 95 zł (wzrost o 5 zł),
  • 1 listopad 2017 r. – 100 zł (wzrost o 5 zł),

4.  dodatek z tytułu samotnego wychowywania dziecka:

  • 1 listopad 2015 r. – 185 zł nie więcej niż 370 zł/265 zł nie więcej niż 530 zł (wzrost o 15 zł) (265 zł w przypadku dziecka legitymującego się orzeczeniem o niepełnosprawności lub orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności),
  • 1 listopad 2016 r. – 193 zł nie więcej niż 386 zł/273 zł nie więcej niż 546 zł (wzrost o 8 zł) (273 zł w przypadku dziecka legitymującego się orzeczeniem o niepełnosprawności lub orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności),
  • 1 listopad 2017 r. – 200 zł nie więcej niż 400 zł/280 zł nie więcej niż 560 zł (wzrost o 7 zł) (280 zł w przypadku dziecka legitymującego się orzeczeniem o niepełnosprawności lub orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności).

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Zobacz kolejny artykuł

Gorzkie żale ciężarnej, czyli atak chandry i burzy hormonów!


Jesień – potrafi być piękna i wyjątkowa, rozgrzewać swym ciepłem, napędzać do działania promykami słońca, zachwycać kolorami i licznymi darami natury. Uwielbiam ją w takiej postaci i zwykle, wraz z końcem lata niecierpliwie jej wyczekuję.
Ale jesień potrafi też być zupełnie odwrotna – zimna, deszczowa, szara, przygnębiająca, jednym słowem paskudna. Z niezwykłą perfidią wykrada z nas radość i chęci do życia, a w zamian na siłę wciska chandrę.

Mnie ostatnio dopadło to jej drugie oblicze, nawet nie wiem kiedy dałam jej się pokonać?! Musiała mnie franca wziąć znienacka – może w nocy wlazła mi do łóżka?? Bo normalnie nie dałabym jej tak łatwo za wygraną!

Chociaż z drugiej strony, może ma znajomości i dowiedziała się, że noszę w sobie drugie życie, przez które jestem nieco osłabiona, po kolejnym miesiącu walki z burzą hormonów i huśtawką nastrojów?! Tak, to musi być to! Dowiedziała się i uznała, że jestem dla niej idealnym celem, którego nie zmarnowała. Wymierzyła we mnie swoją broń i zaatakowała.

To właśnie przez nią czuję się ostatnio tak kiepsko. Jestem słaba, senna, nic mi się nie chce, wszystko wkoło mnie irytuje, dobija moje odbicie w lustrze – mam wrażenie, że już dawno nie byłam tak brzydka! Sińce pod oczami, włosy żyjące własnym życiem, biust który za sprawą ciąży zmienił swój rozmiar i przypomina aktualnie małe baloniki – co prawda moją brzydszą połowę strasznie to raduje, ale mnie nie! Ja go nie lubię! Czuję się przez niego wielka i zupełnie nieatrakcyjna, a przynajmniej nieproporcjonalna! Tęsknie za moim sportowym biustem, sprzed ciąży!

Poza tym, mam wzmożony apetyt i wiecznie jestem głodna. Ciągle dokuczają mi jakieś bóle – a to brzucha, a to krzyża, a to kuje w pachwinach, albo dziecko tak kopie, że daje mi uczucie dużego dyskomfortu i na dodatek męczy mnie potworna zgaga, której nie potrafię niczym zwalczyć!

Dobija mnie również fakt, że nie mogę w tej chwili normalnie pracować (mój fach wiążę się z dźwiganiem ciężarów, a ciąża do niedawna była zagrożona), że mam ograniczony kontakt z ludźmi, i że wydatków w tej chwili mamy tak wiele, a pieniędzy tak mało.

Wnerwia mnie także to, iż nie mogę w pełni uprawiać wszystkich sportów – zima za pasem, sezon narciarski tuż tuż, a ja mogę o nim tylko w tym roku pomarzyć…
Biegać też zbytnio nie mogę, pozostają mi więc spacery lub spokojna jazda na rowerze, którą zresztą do niedawna z radością uskuteczniałam, ale odkąd pogoda się popsuła i co rusz pada deszcz, nie można nawet nosa za drzwi wystawić! W tej chwili mogę sobie jedynie pozwolić na wybrane – przeznaczone dla kobiet w ciąży, ćwiczenia, z mniej lub bardziej znanymi sportsmenkami, w domowym zaciszu. Ale to nie to samo! Mi brakuje ruchu i aktywności fizycznej na świeżym powietrzu! A nie pod dachem!

Aaa! Byłabym zapomniała! Wiecie co jeszcze jest mega irytujące?? To ciągłe parcie na pęcherz! No przysięgam Wam, że wiecznie biegam do wc! Zanim wyjdę z domu, szczególnie przed jakimś spacerem czy podróżą, zdążę się trzy razy wysikać! A potem i tak przyciśnie mnie w trakcie, nim zdążę wrócić do domu lub dojechać do celu. No istny obłęd w ciapki!

Dobra ludzie, bo obowiązki czekają, a ja tu sobie siedzę i zrzędzę. A później będą mnie męczyć wyrzuty sumienia, że nic nie zrobione, że dzień zmarnowany…
Ponarzekałam, upuściłam trochę pary z ust, to mogę teraz wracać do swojej szarej rzeczywistości i próbować ją trochę pokolorować.
Tylko najpierw skoczę do wc opróżnić nieco pęcherz…. ;-)  

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Gorąca czekolada? Najlepiej kąpiel w gorącej czekoladzie…ciężarne są ekonomiczne bo mają dużą wyporność w wannie :P

    1. Ijaaaaa teraz mi narobiłaś smaka!! :D A na samą myśl o czekoladowej kąpieli zrobiło mi się niezwykle przyjemnie! :)

    2. ja właśnie poleciałam do sklepu i kupiłam pseudo gorącą czekoladę….dodatkowo dokupiłam tabliczkę czekolady i pół rozpuściłam w tej pseudo gorącej czekoladzie….w misce obok kubka stoi mascarpone z mrożonymi malinami, a ja mam 20 minut dla siebie…(no chyba, że dzieć się obudzi)…więc korzystajcie mamy, póki dzieci jeszcze nie ma!

    3. Nie no teraz mnie dobiłaś! Czekolady nie mam, a do sklepu daleko…. chyba będę musiała pocieszyć się…. jabłkami! :P hahaha

    1. taaak z tydzien temu skonczylam taki 2 tgygodniowy gorszy czas…20 tydzien ciazy, w domu 10 miesieczna zabkujaca Pysia i JESIEN przyszla…O-MOJ-BOZE jak mi zle bylo

    2. Alina ja jestem o tyle w lepszej sytuacji, że w domu mam już dorodnego 4-latka ;-)

    3. ze niby 4 latek mniej wymagajacy? jest nadzieja?haha najwazniejsze ze wiemy- w 2 ciazy czuje sie madrzejsza- ze ciaza czasem rzadzi sie swoimi prawami:wahania hormonow=wahania nastroju,zmeczenie nieraz wieksze niz by zwyczajnie bylo i to pomaga przetrwac takie gorsze depresyjne dni…

  2. Wizyta u fryzjera, a pozniej na zakupy ;) to moj sposob ;D

    1. O fryzjerze rozmyślam od kilku dni – mam dylemat czy ścinać włosy bo po ostatnim drastycznym cięciu (a`la Rihanna czy Kożuchowska – jak zwał tak zwał :P ), zapuszczam… już jakieś 1.5 roku ;) Aktualnie mam do ramion, a korci mnie (znowu) ciachnąć na boba….. :)
      No a na małe zakupy udało mi się DZISIAJ wyskoczyć, także humor nieco poprawiony :D

    2. Ja wlasnie dzis scielam troszeczke ;) tez mam do ramion

  3. Dzielnie się trzymałam do tej pory, ale od 3 dni niestety organizm postanowił mi przypomnieć, że końcówka ciąży to nie jest bajka :(. Może jakoś to przeżyję, w końcu to tylko parę dni jeszcze.

    1. A na kiedy masz termin?? :)
      Trzymam mocno kciuki za szczęśliwe rozwiązanie! :)
      P.s. Mnie do tego wszystkiego dopadło przeziębienie… ;/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku